Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plejstocen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plejstocen. Pokaż wszystkie posty

20 grudnia 2021

Nie byliśmy sami

Wygląda, że sianie zniszczenia nie jest cechą jedynie sapiensów, a przynajmniej tak brzmi jedna z teorii. Naszymi "braćmi w destrukcji" byli dosłowni krewniacy, neandertalczycy.

Wniosek wysunięto na podstawie tylko jednego (jak na razie) stanowiska w Neumark-Nord w Niemczech - 30 kilometrów na zachód od Lipska, w tym samym paśmie górskim, co o ponad połowę młodszy palec megalocerosa - gdzie spory kawałek brzegu jeziora, nad którym obozowali neandertalczycy, przez pewien czas był systematycznie wylesiany.

Czas, o którym mowa, 125 tysięcy lat temu, wypadał na interglacjał eemski - 15 milleniów, na czas których pokryte zazwyczaj lądolodem centralnopółnocne Niemcy odmarzły, co skwapliwie wykorzystano, bowiem tereny polodowcowe obfitowały w jeziora i równiny przyciągające zwierzęta, które z kolei przyciągały neandertalczyków (w końcu to technicznie drapieżniki). Nad brzegiem tego jeziora zagościli na aż dwa tysiące lat z rzędu.

Argumentem był obszarowy zanik pyłków brzóz i sosen, z braku oznak zmian klimatu w okolicy uznany za dowód na karczowanie perymetru. Niektórzy badacze pokusili się nawet o przypuszczenie, że używano w tym celu ognia, jednak mało precyzyjne datowanie śladów węgla w osadach może równie dobrze oznaczać pożar naturalny, który mógł nawet wybuchnąć jeszcze przed przybyciem neandertalczyków.

Nie należy jednak uważać tego za pociechę. Neandertalczycy nie doprowadzili do katastrofy klimatycznej.

29 października 2021

Kryzys tożsamości u przodków

Wyznaczanie nowych gatunków to stary numer wśród paleontologów, ale wykasowanie w zamian dwóch już istniejących jest pewną nowością.

Cały ten galimatias wynika z uznawania drobnych różnic w kośćcu za cechy gatunkowe. Tutaj jednak było odwrotnie - stwierdzono, że dwa gatunki (H. rhodesiensis i H. heidelbergensis) ze środkowego plejstocenu to tak naprawdę jeden, którego proponuje się nazwać Homo bodoensis, po czaszce do tej pory identyfikowanej jako rhodesiensis.

Decyzję podjęto na podstawie badań DNA szczątków z Afryki i Europy, z których wynikało, że część europejskich znalezisk datowanych na między 774 a129 tysięcy lat temu to tak naprawdę wcześni neandertalczycy, a reszta, w tym niejasne ontologicznie osobniki z Azji Mniejszej i Afryki, to właśnie bodoensis. 

Pomysł ma być kompromisem dla nieuznających gatunku rhodesiensis.. Według autorów badań bodoensis to teoretycznie bezpośredni przodek sapiensów, z innej gałęzi niż neandertalczycy i denisowianie.

__________________
źródło:

06 października 2021

Słoń w metrze

Jeśli mieszkacie w Warszawie lub okolicy, to coś wam może świtać w sprawie słonia z metra na Woli. A jak nie, to pewnie i tak świta, głośno było.

28 listopada będzie wypadała trzecia rocznica wygrzebania kości spod wentylatora na stacji Płocka. Początkowo uznany za mamuta, okazał się samicą słonia leśnego (tak, bywały tu takie. Jak i hieny, lwy, antylopy, sępy, a pewnie i żyrafy.). 

Taka okazja wymagała upamiętnienia (i uatrakcyjnienia miasta. Nawet chciałam w tej sprawie napisać do kogoś, kto by to upełnoprawnił, ale na szczęście są ludzie, którzy nie mają takich problemów z prokrastynacją co ja.), a nawet dwóch:

Po pierwsze resztki słonicy, a raczej tychże repliki, wróciły na stację. Oszczędzę wam biegania po całym kompleksie - gablota jest w podłodze przy wejściu od Wolskiej.

Oj będą pluli na twój grób, kochana

Na ścianie tabliczka znamionowa, według której w interglacjale eemskim (132-115 tys. lat temu) na Woli było jezioro, tak zwana Rynna Żoliborsko-Szczęśliwicka, a szczątki znajdowały się w osadach dennych.

Za drugie uhonorowanie robi malowidło, jednak nie na samej stacji, tylko trzysta metrów od niej, na ścianie bloku przy Skierniewickiej 11. Trochę zasłaniają go drzewa, ale bez obaw, nie przegapicie...

...najbarwniejszego obiektu w okolicy.

Oryginalna słonica jest w zbiorach Muzeum Archeologii.

18 września 2021

Twarz z głębin

70 tysięcy lat temu na lądzie Doggerland żył młody neandertalczyk. W 2001 jego kość czołową odkrył paleontolog-amator przesiewający osady plejstoceńskie u wybrzeży Holandii.

Krijn w okolicach śmierci

Krijn (jak go nazwano) jest oficjalnie pierwszym europejskim hominidem odkrytym pod wodą, a także pierwszym holenderskim Neandertalczykiem.

To, co dziś zostało z Krijna

W badaniach z 2009 roku odkryto, że był mięsożerny, jednak nie korzystał z darów morza, a raczej megafauny lądowej. Poza wychłodzeniem, borykał się także z obrzękiem wokół oczu, zawrotami głowy, pogorszeniem wzroku a nawet napadami drgawkowymi - na prawym łuku brwiowym znajduje się narośl, która za życia była torbielą. Dziś uznano by ją za niegroźną zmianę. Jest to pierwszy przypadek nowotworu wykryty u neandertalczyka.

Przed nałożeniem skóry

Rekonstrukcji podjęli się bracia Adrie i Alfons Kennisowie, paleoartyści, którzy przywrócili twarz między innymi Ötziemu. Od oczu w dół opierali się na twarzoczaszce z Francji, a także zębach osobnika z Chorwacji. Popiersie można zobaczyć w Rijksmuseum van Oudheden (Narodowe Muzeum Starożytności w Lejdzie).

28 lipca 2021

Rodzic wszystkich wampirów

Ze względu na stanowienie jakichś 20% liczebności gatunków ssaków można uznać, że zapis kopalny nietoperzy jest raczej pokaźny. Nic bardziej mylnego! Skubańce są wystarczająco małe, żeby znalezienie kości przysparzało masę problemów. 

Dlatego wygrzebanie w Miramar w Argentynie kawałka żuchwy krewniaka wampirów to ważne odkrycie.

Wyobraźcie sobie szukanie czegoś
wielkości opuszka od kciuka. Najwyżej.

Właściciel miał skrzydła szacunkowo o rozpiętości pół metra, czyli był coś z 1/3 większy od największego współczesnego wampira, Desmodus rotundus, i żył 100 tysięcy lat temu.

Niezwykłość znaleziska nie polega jednak na nowo odnalezionym, ostatnim wspólnym przodku wampirów - Desmodus draculae opisano pod koniec lat 80. - tylko bardziej bycie najstarszym aktualnie dowodem istnienia tej linii nietoperzy.

Miejsce znalezienia 100 tysięcy lat temu było norą leniwca naziemnego, co może stanowić wskazówkę co do bycia i prawdopodobnego upadku D. draculae - megafauna plejstoceńska Ameryki Południowej mogła stanowić dla niego źródło pożywienia (choć sugeruje się też jelenie i kapibary), i po jej wyginięciu znikły też "drakule". Innym winowajcą mogą być stare, złe zmiany klimatyczne - fakt znalezienia szczątków daleko na południe od dotychczasowego zasięgu występowania może oznaczać, że "drakule" próbowały się ratować, ale zmiany je dopadły.

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirt...