Pogoda zaczyna być odrobinę łaskawsza, czyli można zaczynać wycieczki terenowe. Jeśli lubicie niezbyt długie marsze w plenerze i dinozaury, polecam rezerwat Gagaty Sołtykowskie w Świętokrzyskim.
Kiedyś tu grzebano za gliną ceramiczną, ale po dogrzebaniu się do tropów dinozaurów z górnej jury udało się to zamknąć; pamiątką po tym jest skarpa z wyrobiskiem, z której są świetnie widoki. Teren jest wyjałowiony i ciężko tu o trawę, a drzewa są karłowate, ale za to są gagaty.
Zdjęcia były robione zeszłym sierpniem, ale teraz też pewnie wygląda niezgorzej.
Tyle skrzypu w całym bagnie
Legenda do tropów (poprawione Paintem zdjęcie tablicy sprzed wiaty)
Tropy dwóch dilofozaurów (czegoś jak ten model z Muzeum Geologicznego)
Ścieżka młodych zauropodów
Jak w Wędrówkach z dinozaurami...
A tu już jest trawa
Karłowate iglaki, co to wyglądają jak modrzewie
Widok ze skarpy wraz z dojściem i wiatą z tropami - odradzam przedzieranie się przez zagajnik za wiatą, bo wleziecie w teren podmokły. A w lesie można zabłądzić.
Ale nie życie, tylko zerodowane fragmenty gór, nie spadły, tylko zostały spłukane (deszczami), i dokładniej to z łańcuchów górskich.
Jak lubicie góry, to teraz polubicie je bardziej. Prekambryjskie supergóry potencjalnie mogły mieć udział w rozwoju wczesnych eukariotów - zawarte w niektórych skałach minerały po przeniesieniu do oceanów odżywiły pierwsze formy życia (już o tym wspominałam).
Dwie istotne fazy działy się w orosirze i ediakarze (2-1,8 miliardów oraz 650-500 milionów lat temu) - w pierwszej wyodrębniły się organizmy z jądrami komórkowymi, w drugiej duże (relatywnie) zwierzęta. Nakłada się to na powstanie dwóch superłańcuchów górskich - masywów wysokich jak Himalaje, ale długich na Eurazję po skosie (coś jak dystans Zakopiec - Hanoi), nawet osiem tysięcy kilosów, przedzielających młodociane superkontynenty - Nuny na terenach Ameryki Północnej, Europy i Syberii, oraz Transgondwany na Gondwanie.
Jednym z dowodów jest specyficzna luka między 1,7 miliarda a 750 milionów lat temu, "nudny miliard" bez postępów ewolucyjnych, być może z braku górskich minerałów.
Że coś jest nie tak, wiedziano już pod koniec XVII wieku w Szkocji, gdzie w Siccar Point najstarsze osady liczyły "ledwie" 435 milionów lat - telicz w landowerze, środek syluru - ku zdziwieniu Jamesa Huttona. Ubytek 2850 metrów Wielkiego Kanionu rzucił się za to w oczy Johna Wesleya Powella w 1869. W całość złożono to ponad 50 lat temu, kiedy paleontolog W. Brian Harland znalazł ślady lodu w warstwach z kriogenu. Dopiero niedawno zespół z Darthmouth College przeprowadził dokładniejsze badania - termochronometrią, podającą poza wiekiem skał także temperaturę, w której powstały.
Idzie o "Ziemię-śnieżkę", teoria o globalnym zlodowaceniu aż do równika w kriogenie, między 750 a 530 milionami lat temu. Ówczesny lądolód wziął wówczas w dwa ognie superkontynent Rodinia, kosząc 3 do 5 kilometrów osadów składających się na 1,2 miliarda lat - od stateru, przed cały mezoproterozoik, do ediakaru. Ćwierć przeszłości planety. Nazwano to "Wielka Niezgodnością".
Teoria wzbudza mieszane uczucia, ze względu na problematykę przeżycia pierwszych mikroogranizmów pod warstwą lodu. I tu pojawiła się odpowiedź - wolny pas równikowy, lub kałuże na lądolodzie. Na razie pewna jest tylko eksplozja życia w kambrze, do której mogło się przyczynić zlodowacenie, a konkretniej zwalone przez nie do oceanu skały, których minerały odżywiły organizmy.
A tu interesujący dokument o zmianach klimatycznych, Bieguny Ziemi (po angielsku):