A więc (zdania nie zaczyna się od "więc") mają noże kris, noże kris, i jeszcze trochę noży kris. Oraz, dla odmiany, noże kris.
A tak na serio - to głównie ubrania, biżuteria i trochę przedmiotów codziennych, i tym dwóm pierwszym robiłam zdjęcia. Bo afgańska biżuteria jest ładna.
Z powodów powiedzmy-że-zawodowych (jak mi się uda w końcu te doszufladki wydać) najbardziej mnie interesowała Azja Centralna, tu w wersji mongolsko-stańskiej.
Afgańska suknia i kubrak, haftowane
Nuristańska suknia (+ obręcz naszyjna), bogato wyszywane drobiazgiem. Ciekawe, jak to czyszczą
Afgańskie haftowanki
Afgańskie ozdoby na czoło tikej
Chyba lubili wiedzieć, czy ktoś jest poza polem widzenia...
Łuk retrorefleksyjny
Mongolski grzebień-kryza a la Królowa Alienów
Mongolski ubiór samczy, w komplecie nóż i tabakierka
Południowy Wschód już mniej, zresztą nie mieli aż tyle biżuterii. Za to... noże kris.
Aktualnie sztuka współczesna Inuitów, stroje świąteczne i azjatycko-afrykańskie przydasie.
Z Inuickich najbardziej mi się podobały te z udziałem morza - tu zdjęcie tylko jednego, drugie wyszło zbyt niewyraźnie:
przy czym na pierwszym były jakieś foko-widmo-humanoidy w strefie przybrzeżnej, chyba nawiązanie do mitu pochodzenia ludzi, że się z morza wyłonili. Zwiedzałam bez przewodnika i nie bardzo znam zamysł autora.
Na wystawie o świętowaniu zrobili jump-scare'a - przy eskpozycji ze strojami kolędników jest na suficie głośnik aktywowany na ruch, mogli chociaż coś nakleić na podłodze, można od zaskoczenia wpaść na szybę.
Chodziło mi akurat o pudełko. Wzór ładny, ukraińskie
Drugi jump-scare jest na części afrykańskiej, jako hologram. Poza tym mają tam multum figurek, a otwierająca to sala rozwaliła mnie:
Pusto i biało, z jednym smutnym ciosem
Reszta już przystępna, pomijając takie natężenie światła, że aparat w komórce ledwo łapał.
Jedyne wyraźnie zdjęcie z części afrykańskiej
Nawet multimedia mieli, to se w części azjatyckiej poczytałam o budowie samurajskiego miecza i instrumentów posłuchałam, vaji (cholernie ciężko tę nazwę znaleźć, jak się nie kojarzy, jako co klasyfikują ten typ - harfa łukowata, z Afganistanu) i "końskie skrzypce" to coś nowego.
Katar (hinduski sztylet), odmiana sprężynowa
Grzebyk z gabloty kobiecej - jest tu, bo to jedno z wyraźniejszych zdjęć
Detal ze stroju domowego z gabloty kobiecej
I wreszcie - Kodeks Boturini, dla którego tam przyszłam. Bardzo ładny doppelgänger.
Tablica z interpretacją (wyżej) i odpowiedni kawałek kodeksu (niżej)
Azjatyckim odpowiednikiem tyranozaurów (choć wcześniej) były karcharodontozaury, podobnie duże ale smuklejsze. Jednym z nich był Ulughbegsaurus uzbekistanensis ("Jaszczurka Wielkiego Wodza"), co do którego informacje trochę są dezorientujące - w naszym wszechświecie trochę trudno być jednocześnie "dwa razy dłuższym i ponad pięć razy cięższym od tyranozaura" i mierzyć osiem metrów długości przy tonie wagi (dorosłe T. rex osiągały długość dwanaście i do prawie 9 ton masy).
Poza tym wykopano go w latach 80. w Formacji Bissekty w środkowym Uzbekistanie, a raczej kawałek jego szczęki. Optymistycznie zakłada się, że był drapieżnikiem szczytowym, póki karcharodontozaury nie wymarły 90 mln lat temu, ustępując tyranozaurom.