Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ograniczona obsada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ograniczona obsada. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2026

Wąwóz (2025)

Kiedy chcesz OBIE wieże, ale są tylko w komplecie z mordkami...

Wzięłam się za ten film tylko dla 50% zawartości (nie lubię romansideł jako gatunku). A że ta zaczyna się wybijać dopiero w połowie, dłużyło mi się - kinda ironia, bo z dziesięć lat temu narzekałam, że Alien długo się rozpędza, a teraz doceniam, że oczekiwanie wypełnili tam oczekiwaniem. A nie romansem na odległość.

Generalnie jest to chaos gatunkowy, w którym najwyraźniej to tajemnica wąwozu miała być dominująca, ale postanowiono albo zaeksperymentować, albo wykorzystać slot premierowy w lutym i dowalono romans... który przypomina mi to stwierdzenie Lema, że "jeśli usunąć z historii elementy fantastyczne i fabuła nadal fabułuje, to to nie była fantastyka" - tylko na odwrót; ten wątek spokojnie mógłby zadziałać w każdych innych okolicznościach. Dziwny wąwóz - nie.

Tak dziwny*, że dwójka snajperów najętych do jego pilnowania nie wie, na czym ta dziwność polega - tyle jedynie, że mają snajperować we mgłę, jeśli zrobi się nietypowa i nie kontaktować się między sobą (co jest dość głupie, bo jak się szybko okazało, pomoc z drugiej wieży bardzo się przydaje, kiedy zawartość mgły dociera do szczytu pierwszej - automatyczne działka wydają się mieć specjalnie ograniczony zasięg i mało dokładne czujniki; nie mówiąc o ewentualnych przerwach w obchodach na drugim brzegu). I łamią tę zasadę już w 1/4 kontraktu (znaczy po trzech miesiącach) - z kuźwa rozmachem, imprą z konkursem strzeleckim (która wywabia zawartość mgły, LOL). Nic nie jest bardziej nieprzewidywalnym stworzeniem niż znudzony/-a Wschodnioeuropejczyk/-ka.

(W zasadzie pewnym wyjaśnieniem na niekontakt jest neutralizacja poprzednich najemników - żaden spoiler, tego łatwo się domyślić już po tym, że taka scena w ogóle zaistniała.)

To, że akcyjna połowa się klei, zawdzięczamy specjalizacji reżysera w takich klimatach - Zbaw nas ode złego, Czarny telefon - nawet, jeśli rozwiązanie trzeba było podać śmigiem i na tacy, żeby upchnąć i romans (BTW ciekawe, jak by to wyglądało bez romansu - już abstrahując od orientacji i płci - też by tak chętnie się dogadali? Kolab geopolitycznych przeciwników wobec wąwozowych cudactw mógłby mniej męczyć).

Czego natomiast nie zawdzięczamy, to CGI na poziomie strendżerfingsowego przy SPOILER uzbrojonych dronach pod koniec, Światu Wąwozu Beksińskiego daruję, bo przerzucanie surrealistycznych obrazów na 3D nie jest sztuką, która udaje się dwa razy w ciągu pięćdziesięciu lat. Zwłaszcza komputerami w latach 20. XXI wieku. Poza tym soundtrack nienachalny, chyba że była akcja.

SPOILER Beksiński Beksińskim - za drugiego rodzica musiała robić Anihilacja (książka, film, obojętnie), o czym trochę można zapomnieć, ale jest parę scen bardzo o tym przypominających - te drzewa 😨 (te po tymże z zajefajnym mechanizmem ofensywnym). Albo gąszcz w silosie. Albo bunkier.

To jakaś nowa moda, żeby SPOILER organizacje okołomilitarne nazywać kombinacją "synonim ciemnego" + "woda powierzchniowa"? Jak nie Darklake to zeroszansowa Czarna Rzeka - co następne, Obscure Sea? Dim Puddle?

Nie wiem, co myśleć o Sigourney Weaver - może poczekam, aż trafi mi się czas na ST5 i Lindę Hamilton, żeby ocenić, na ile to był zmarnowany potencjał (BTW - szpiegini to uoficjalniająca się forma?).

Wiem, co za to myśleć o SPOILER paliwie po 75 latach w strefie umiarkowanej, skoro w tropikach wyparowują w 20 lat, oraz o biciu rekordu personalnego i nieoficjalnego światowego w strzale snajperskim - na kursie ostrzegali przed takimi zabiegami.

Generalnie fajny film - panna ma talent do bliskich spotkań trzeciego stopnia, feel ya, sis (jeśli zamienić beboki na szafki) i doznawania kontuzji (choć raz nie, gdy wypadało - nie mam zielonego pojęcia o działaniu granatów zapalających, ale gorący podmuch powinien wywołać jakąś reakcję, skoro miała odsłonięte ramiona i kark).

Przez syndrom Jekylla i Hyde'a film niezbyt nadaje się na solowe seanse, ale za to idealnie dla towarzystwa o przeciwnych gustach, na wahty - nic tak nie udowadnia dobrze pokładanego zaufania, jak obudzenie współwidza na preferowany wątek.


* I tajny. Fanon lobbuje za Alaską, bo 1) to jeden z typów męskiego protagonisty, 2) SPOILER pokrywa się z trzęsieniem ziemi o odpowiednim terminie i magnitudzie, i 3) SPOILER Sowieci prędzej zżarliby własną flagę niż pozwolili Amerykańcom umieścić tę ich na szczycie dzielonego masztu, co dyskwalifikuje Syberię (powiedziałabym że w tym świetle i Skandynawię, zwłaszcza przez brak tychże w komitywie, ale Amerykańce kochają wpieprzać się na górę łańcucha u sojuszników i neutralnych). Niestety żadne z naszych milusińskich nie operuje znajomością botaniki ani geologii, inaczej mogliby zawęzić możliwości dzięki skałom (kręcili zewnętrze w Norwegii, gdzie są prekambryjskie granity) i roślinom (wreszcie byłby pożytek fabularnych z narwanych na randkę kwiatów).


[Prywata: z jakiegoś powodu Gugiel podał w obsadzie Masona Thamesa - tego z Czarnego telefonu - a moje doświadczenie z horrorów i jeszcze poprzedniego roku utkało prawdopodobne zakończenie (które zupełnie się nie sprawdziło). Czy byłby to odgrzewany kotlet? Zwłaszcza przy premierach odległych o raptem pół roku? Jeszcze jak - ale obu filmom wyszłoby na dobre, gdyby tamten biegł samodzielnie i "oddał" zakończenie Wąwozowi. Nie jestem fanką szczęśliwego zakończenia tutaj, czuje się je, jakby faworyzowali część romansidłową.


The Gorge
reżyseria: Scott Derrickson
scenariusz: Zach Dean
wystąpili: Anya Taylor-Joy, Miles Teller, Sigourney Weaver
__________________
ilustracja: IMDb

26 sierpnia 2023

Shadow in the Cloud (2020)

Miałabym lepszą propozycję. Bardziej w duchu produkcji

[Znowu odmawiam polskiego tłumaczenia (Obcy pasażer), dystrybutor był na rauszu i zatwierdził na odpierdol?]

Jeśli mieliście deja vu o Alienie, nieprzypadkowo - Dan O'Bannonn obok "cukru, słodkości i śliczności" podał historię o załodze bombowca B-17 (takiego, jak w filmie), podczas drugiej WŚ (też jak w filmie - przypadeG?), nękanej przez niezbyt pokojowo nastawionego gremlina (a to już nie jak w filmie).

A czymże to szkaradzieństwo - jak się po wstępie domyślacie - jest? A czymże nie jest? Przede wszystkim czymś starym, wykombinowali go piloci i technicy RAF-u jako "to nie ja źle wkręciłem tę śrubkę, ja to zrobiłem porządnie, musiał ktoś poluzować!", mimo, że wszyscy mieli więcej niż osiem lat. A jako że trwała paskudna wojna, ludzie łatwiej podchwycili bajdurki, niż wyśmiewanie kilku gapowatych naziemnych. Psychoza kabinowa i ostrzał Osiowców też robiły swoje.

Oraz to, że trepy nie są najbłyskotliwszymi węgielkami w palenisku.

Ani sympatycznymi. Po dołączeniu na ostatnią chwilę do załogi Głupiego Błędu (nie żartuję, tak się ten bombowiec nazywał, wojskowi mają dziwne poczucie humoru) pierwszym, co napotyka Maude, heroska, jest szowinizm w najczystszej postaci. Taki, na który nie działa nawet wrzask. Albo zestrzelenie japońskiego myśliwca. Powód, żeby się w to ładować, Maude miała jednak bardziej przyziemny, niż Naru w Prey, w znaczeniu, że nie zamierzała niczego udowadniać, tylko przeżyć. Szczegóły chęci przeżycia tu i teraz mają kiepski wydźwięk, i bez nich dałabym wyższe noty, ale mam podejrzenie, że bez nich Amerykanie by nie ogarnęli. Well. Gdyby czas i miejsce nie były takie mizoginistyczne, bardziej by mi się podobał.

Ale podobał się i tak. Podobało mi się długie ujęcie przepełźnięcia po brzuchu samolotu, gremlin, soundrack, dialogi przez interkom z jedną postacią na wizji (zapożyczone z Locke, który na wykopaliskach był znany jako "film z Tomem Hardym jadącym ciężarówką"). 

W temacie amerykańskich pilotek lat czterdziestych jest też trochę inne tematycznie, ale też horror, opowiadanie Najdzielniejsi z nas dotknęli nieba Carrie Vaughn z numeru 7/2021 Nowej Fantastyki.


Shadow in the Cloud
reżyseria: Roseanne Liang
wystąpili: Chloë Grace Moretz, Nick Robinson, Beulah Koale, Callan Mulvey
__________
ilustracja: IMDb

10 lipca 2023

Ciemna Gwiazda (1974)

Ten plakat nie oddaje dziwności, uwierzcie mi

Przejadły się te wszystkie czyste i wymuskane statki kosmiczne z uprzejmą i wymuskaną załogą ratującą świat i ludzkość (zwłaszcza ludzkość, świat może przy okazji)? Co powiecie na międzygwiezdnego bombowca, którego załoga to nienawidzący siebie nawzajem hipisi, z wysadzaniem planet jako jedynym sensem życia?

To nie jest film, jakiego by się chciało, powinno się go oglądać takim, jakim go podali i nie wyrabiać nadziei - nie działały pięćdziesiąt lat temu, jak i teraz nie będzie działało. Roszczeniowe dziatki.

Kosmos jest rozległy i dołujący, a towarzystwo wcale tego nie pomniejsza - od kiedy fotel zabił kapitana (to naprawdę... powinno podpowiedzieć), jedynym, co powstrzymuje załogę od pozabijania się, to system bombardowania wymagający więcej niż jednej osoby do obsługi. W końcu po co zostawać samemu, jeśli nie miałoby się nic do roboty? I ta robota jest jedynym, co jeszcze trzyma w kupie ten kłąb szajby nazywany poczytalnością?

I żeby było ciekawiej, jedna z bomb co i rusz otrzymuje sprzeczne sygnały, przez co w końcu słusznie traci cierpliwość. I wierzcie mi, samoświadoma bomba nie jest tu w cale najbardziej odklejoną rzeczą. Gadała sensowniej, niż jeden z załogantów. Ale jak dogadać się z kimś, kogo jedynym celem istnienia jest wybuchnąć, żeby nie wybuchł?

Grzeczny komputer pokładowy mnie rozwalił. Kosmita będący DOSŁOWNIE niedodmuchaną piłką plażową z zakonserwowanymi gęsimi nogami wypadł realniej od tego czegoś z Life (i w sumie też ze Sputnika. Napisałbym o tym filmie, ale teraz to niepoprawne politycznie), tylko właściwie jak udało mu się złapać miotłę? Poza tym było zabawnie, psychodelicznie, i wpisuje się w trend niewalczenia z nieuniknionym.

I last, but not least - jeśli śledzicie ten blog od dawna, to już wiecie, że Ciemna Gwiazda jest jedną z bardzo wielu składowych Aliena [który raz ja już to linkuję?]. Ba, nawet napisał go ten sam facet, O'Bannon! I gra tutaj! Zdecydowanie wygląda na gościa, który wymyśliłby horror o porypanym cyklu rozrodczym kosmity.

A reżyser w następnej dekadzie popełnił największe dzieło, jakim jest The Thing.

Ten oddaje. A poza tym mi się podoba. Nawet widziałam koszulki

Dark Star
reżyseria: John Carpenter
wystąpili: Brian Narelle, Dan O'Bannon, Cal Kuniholm, Dre Pahich
__________
ilustracje: IMDb

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirt...