25 kwietnia 2026

O powstawaniu "Obcego", cz. 5: Uściski na śmierć i życie

Jest taki typ pomysłów, na które wpada się nocą, odparowując po "dłuższej chwili tentegowania w głowie" - to coś mówi, że Shusett musiał zrywać waletującego u niego O'Bannona z kanapy, rozwiązaniem problemu władowania ufoka na statek "przeleceniem jednego z członków załogi". Dekady później O'Bannon stwierdził, że to już on wybrał na ofiarę faceta, żeby uniknąć niewłaściwych pomysłów od męskiej części widowni, i bo to było mniej oczywiste (nie przypuszczaliście, że to film feministyczny, niet?).

OBCY, FAZA PIERWSZA. Małe stworzenie, mogące przypominać ośmiornicę, które czeka w pojemniku, aż zjawi się ofiara. Gdy ktoś dotknie pojemnika, pokrywa opada, a mały obcy (w fazie pierwszej) wyskakuje ze środka i przywiera do twarzy ofiary.
- list do Gigera, 11 lipca '77 [za: Robert Filipowski]
Cobb i coś, co niebezpiecznie przypomina ten strzępek z Life

Tak jak Jajo, Twarzołap był ściśle jednej funkcji - co w tym przypadku oznaczało organ reprodukcyjny. Zmysł praktyczny Gigera miał się na czym wyżyć.

Latający omlet in question

Wyglądało to jak latający omlet. [...] Dodałem więc ogon, który działał niczym sprężyna zabawki wyskakującej z pudełka. Spodobał mi się ten pomysł, bo był w duchu Lovecrafta. Zacząłem od ciała, który przypominało wielki narząd płciowy, bo tak naprawdę nim było, i dodałem dwie dłonie, którymi stwór mógł się trzymać głowy. Ponieważ musiał otworzyć usta ofiary, dodałem też narząd przypominający instrument, którym starożytni Egipcjanie otwierali usta zmarłym, żeby wypuścić duszę.
- Giger o redagowaniu O'Bannonna [za: RF]

Praca 364, nie do końca łapiąca twarz
Praca 365, z... pijawką?

Projekt przeszedł chrzest bojowy, siejąc panikę wśród celników na lotnisku w Los Angeles, co zmusiło producentów do pofatygowania się po aerografy osobiście. Druga faza testów, na ciele producenckim, wypadła wprawdzie pomyślnie, ale aż za bardzo - w końcu to był, jakby nie patrzeć, przywierający narząd. Zresztą pojemnik nań, o, eee, przeciwnej inspiracji anatomicznej, też nie wzbudził sympatii. Po chrześcijańsku.

Drugi pomysł Gigera, który przeszedł tylko w nowelizacji Fostera

Odpowiedzialność zepchnięto na Dickena, skoro i tak miał się zająć Rozrywaczem. W teorii model wystarczyło zmniejszyć, a w praktyce jeszcze tu ująć, tam dodać, co bardzo szybko zmieniło się w chaos przepychania własnych gustów, niezłagodzony nawet wizualizacją Scotta przy pomocy Necronomiconu (albumu Gigera, nie magicznej księgi). Totalnie przebodźcowionego Dickena przejął O'Bannon i skleili wersję-Frankensteina, która dostała zatwierdzenie. O dziwo, ta wersja przetrwała z grubsza nienaruszona, poza zmianą koloru z zielonego na skórę człowieka rasy kaukaskiej w ramach nowego i uwiarygadniającego sytuację gamechangera.

Zaprojektowaliśmy Twarzołapa jako coś, co właśnie wyszło z łona. Z tego powodu postanowiliśmy zostawić naturalny kolor skóry. Ilekroć próbowaliśmy przemalować go na inny kolor, wyglądał sztucznie i mniej przerażająco.
- Scott przypisuje sobie zasługi, choć to O'Bannon, of all the people, przyklepał zmianę

Dicken i modele

A że nie ma łatwo, "penis we wczesnym stadium" i mały Alien stały się kością niezgody w zimnej wojnie Gigera i Rogera Dickena, absolutnie na życzenie tego pierwszego, który był oddelegowany wyłącznie do fazy dojrzałej, ale uparł się, że Dicken nie umie w 3D-fikację jego dzieł.

Strzelanie gumową wersją w Johna Hurta sfilmowano w dokrętkach, 22-23 i 30 listopada. O dziwo, nie był to najbardziej każący przemyśleć wybór kariery element scenariusza. Czy to w ramach swojego perfekcjonizmu, czy dziwnego solidaryzowania się, dyrektor użyczył własnych rąk, nawet, jeśli wyraźnie za grubych w porównaniu. I mimo, iż ciągle piszę o "rzucaniu" kukłą, w realu pacali nią, przyczepioną do rękawiczki, po obiektywie.

Zamontowaliśmy jajo do góry nogami na scenie, a następnie wystrzeliliśmy. Kiedy już wszystkie bebechy wyleciały, wsadziliśmy do środka gumowego twarzołapa. Jeden z ludzi wspiął się na jajo i przez jego podstawę wypchnął twarzołapa prosto w obiektyw kamery.
- Nick Allder, nadzorca efektów specjalnych [za: RF]

Inspiracja dla proszonej kolacji z Beetlejuice?

Pozostałe trzy sceny uwzględniające Twarzołapa - nieudaną próbę usunięcia z zachowaniem twarzy (11 i 14-15 sierpnia), trupa ex sufit i autopsjo-nekropsjo-whatever (16-17 sierpnia) - bez większych wpadek niż zacięcie się leżanki. Maseczka ubrzydniająca na bazie poliuretanu i oleju do skalpeli trzymała się na recepturki (albo gumę od gaci, nie podali detalu), a kwas na styropianowej podłodze skomponowali z chloroformu, acetonu, cykloheksyloaminy, kwasu octowego i te de, co wcale nie brzmi bezpieczniej od tego, co miał grać. Choć w sumie mniej obrzydliwie od faktycznych wnętrzności z robaków morza po kilkunastu minutach pod słynnym morderczym oświetleniem Shepperton.

Nadal lepsze od Gali Met
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]
Jakby sytuacja i tak nie była niekomfortowa, poprawki dorzucał sam reżyser
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]

Scottowi zamarzyło się, żeby pęcherze wersji nagłownej pulsowały na żelu, a nie na pusto, co skończyło się zapchaniem przewodów. Więcej szczęścia miała rurka w przecinanym odnóżu, może dlatego, że farba nie była taka gęsta (nie ma mowy, żeby to był kwas, jak podają źródła, nie przy głowie jednego aktora i rękach drugiego (choć, skoro palili na ciasnym jak komórka Pottera mostku...)).

____________________
źródła:

13 kwietnia 2026

Stranger Things - sezon 3 (2019)

Zwróćcie uwagę na symbolizm pieprzniętych na bok rowerów - oficjalnie puszczono poręcz 

Jak głosi stare, ludowe przysłowie: żaden serial nie jest planowany na więcej niż dwa sezony, później do gry wchodzi maszyna losująca.

Napomykani przez wariata od teorii spiskowych Sowieci spawnują się wielkim dupnięciem - pieprzoną Krasnaja Armija wsech silnej. Młodsze nastolatki w pełni korzystają ze swojej indukowanej wiekiem głupoty i beztroski, a w międzyczasie bebok z drugiego sezonu kontratakuje, opętując gościa, który miał robić za ostoję ludzkiego zła w tym nadprzyrodzonym chaosie. Żeby dopaść Płateczka, buduje sobie ciało z kilku mieszkańców i miejscowej populacji szczurów - bebok buduje, gość ma własne ciało - i po tym młodzież orientuje się, że ojej, sielanka się skończyła. Równocześnie dorośli i część dzieciarni - osobno - dowiadują się, że Sowieci jednak wiedzą o sąsiednim wymiarze i łowią materiał na eksperymenty pod miejskim symbolem konsumpcjonizmu.

No tak. Nagle tory się rozjeżdżają i jeśli nie pamiętać poprzednich sezonów, da się przełknąć ten barszczyk po radziecku. Jeśli pamiętać, to nagle dostaje się halunów od Czerwonej Gorączki i wrażenie, że to już nie jest Kansas, tylko Floryda. Po huraganie. (Bo, no, wariactwo.) Taki numer po ledwie kilku wzmiankach w poprzednich latach to trochę za dużo, jak na bonus do szkaradziejstwa ze stopionego mięsa.

To mój najbardziej nieulubiony sezon. Więcej nastolatkowych kocha-nie kocha, więcej pogadanek od serca (tylko jedna była przydatna, JEDNA), wreszcie ten blockbusterowy, w pełni pikselowy bebok, odbierający wszelkiego ducha tej produkcji - to było po prostu zbyt radosne i kompletnie niedopasowane do ponurego zadupia przy bazie naukowej.

Jestem zdziwiona, że w końcu Płateczek (Eleven w mojej nomenklaturze) przestała przywoływać u mnie tiki nerwowe wygaśnięte od matury. Naprawdę, naprawdę zdziwiona. Po dwóch sezonach udało jej się porzucić funkcję bezużytecznego słodziaka (czyli postaci, która ma przyciągać widownię i jej rola po pierwszym sezonie jest nadmuchiwana na siłę) na rzecz postaci z osobowością; może i scenariusz porzucił bezpieczne wody fanfiku do Kinga na rzecz burdelu na kółkach, ale przynajmniej odpuścili dziewczynie robotę Wybrańca. Trochę słabości i władowanie tyłka w tarapaty, i od razu człowiek robi się jakiś taki przyjaźniejszy.

Znośna jest też w końcu Nancy, dla równowagi Jonathan robi się jeszcze bardziej zmarnowany, niż miał to wpisane w grę; ich dynamikę ogląda się nieco dziwnie, może dlatego, że aktorzy to para (już podczas zdjęć czy po premierze? Nie śledzę tego), ale mieli najciekawszą scenę całych siedmiu godzin z hakiem - tę z ucieczką w szpitalu (której stanowczo nie powinni zygzakować z nastoleczkowatymi miłostkami). Miałkość to zresztą powszechna przypadłość wśród weteranów obsady, ci nowsi jeszcze się trzymają (z chlubnymi wyjątkami Steve'a i Dustina). Billy ostatecznie wypełnia swoją rolę lokowania odżałowanego Henry'ego Bowersa i odwala kitę - po jakże dla niego potrzebnej zmianie serca. Zniczyk przegrywu* dla Willa, któremu nie dość, że scenarzyści nie umieli znaleźć aktywnej roli, więc kazali się snuć za resztą (nie przypominam sobie żadnej sceny z nim poza rozwalaniem szałasu), to jeszcze in-universe olewają go po równo kumple i matka. Przynajmniej wyjaśniła się dzięki temu zagadka, kiedy przestaje się być istotnym dla społeczeństwa - czternaście lat. Czy to przypadkiem nie trochę OOC ze strony Joyce, nawet przy jej koncentracji tunelowej, przypomnieć sobie o niedołężnym według własnej oceny potomku w, ile, dwa dni?, podczas trzeciej edycji dziwnych wydarzeń?

Tytuł najgorszej sceny otrzymuje... NeverEnding Story. Biedny Dustin, szacunek dla widza i minuta wyjęta z życia (dziękujmy Bogu za przewijanie!). Nie jest to jednak najgorszy wątek, bo zęby rozbolały mnie dopiero przy Milczącej Akcji™ Joyce i Hoppera, jeszcze bardziej pogrążonym przez komentarz Baumana (który w jakichśtam okolicznościach może i byłby zabawny, ale na litość Matuchny Przenajświętszej, ten facet robi tak no-to-ry-cznie!) oraz zdecydowane OOC Hoppera - jego czasy sceptycyzmu IMHO minęły wraz z wplątaniem się w robotę papierkową z Rządem i drugim przypadkiem ratowania szczeniażerii przed czymś, z czym nie radzili sobie dorośli. Poza tym flashbacki Billy'ego byłyby ciekawsze bez muzyki.

O tym, jak bardzo na kolanie wymyślali ten sezon, świadczy nacisk na kapitalizm - nie tylko się go ratuje przed Złymi Socjalistami I Ich Brakiem Wszystkiego, ale i nabija kabzę na product placement niezdrowych przekąsek i coli, dyskrecją rodem z TVP. Dialog o "nowym, lepszym" beboku w przedostatnim odcinku był tylko i wyłącznie po to, nikt mi nie mówi, że nie.

Proponuję brać łyka za każdym razem, gdy zmienia się narracja, bo postać mija poprzednią scenę. To nie będzie groźne dla zdrowia, ale zwróćcie uwagę, ile można korzystać z tego chwytu w jednym sezonie!?

I najważniejsze - JAK ruskie wiedziały o portalu w Hawkins? To tylko ja, czy serio nikt nie poruszył tego na ekranie? Domyślnie, że od jakiegoś szpiega? Showrunnerzy wyjaśnili to jakoś w zakamarkach socjali?


* Gugiel nie wie, co to jest.

https://rzekaswiadomosci.blogspot.com/2024/12/modziezowkowe-bingo.html

______________
ilustracja: strangerthings.fandom.com

Stranger Things - sezon 4 (2022)

To jest ten moment, kiedy niektóre grzyby w barszczu okazują się halucypkami. Chwila, w której z opóźnieniem wpada cały na biało rząd USA, w...