18 lipca 2026

Titans - sezon 2 (2019)

Przygód niewesołej gromadki (choć w materiale wyjściowym też wolą rozwiązywać problemy wrzaskami, kanapkami z piąchy i przemilczaniem) ciąg dalszy! Kolejny będzie szybciej, bo publikuję po kanonicznych datach.

Start to ostatnie dechy poprzedniego sezonu, przez co jest strasznie z dupy, bo załatwiają tego Szatana z Aliexpress w pół godziny i znowu See You Again. Całe napięcie nabudowane przed cliffhangerem psu w ryj. Albo bardzo wstydzili się efektu i odwlekali nieuniknione, albo zaklepywali drugi sezon.

Wdeptując w sam środek akcji - tamta promowana na siłę parka ptasich wrestlerów zgarnia zostawionego samopas w rezydencji Jasona (i nie, nadal nie wiadomo, po cholerę on był Rachel), bo reszta ekip starej i się formującej już jest na miejscu i wspólnie dziczeją w halunach, bo Lucyfer z TEMU potrzebuje zmiażdżyć córce serce (dosłownie), sprasować w kamień i wbić to serce biednej w czoło, przez co zaczęły fiksować jej moce - co kica po fabule, bo dwa razy Rachel się wypsnęła i zaatakowała kolegów (raz porządnie), i ożywiła gargulca, co to zmasakrował przychlastowatego ojca nowopoznanej w schronisku młodzieżowym koleżanki. No i wzięła i zabiła starego, wszyscy happy, Dick rozlicza się pokojowo z Brucem i zgarnia młodzież na drugi koniec kraju, bo nadal ma kryzys tożsamości (bycie nauczycielem nie jest tym powołaniem).

A potem jest reszta sezonu, która wygląda jak osobny sezon.

Timeskip: Hank i Dawn mają farmę, Donna i Kory szpiegują z vana, a Dick partaczy trenuje nową generację Tytanów w Jump City San Francisco, czego obiecał nie robić, bo poprzednia wersja skończyła się śmiercią niepowiązanego nieletniego, przez mniej godną fazę Dicka (co tenże postanowił przemilczeć), bo stary dzieciaka ustrzelił Gartha (który był całkiem miłym gościem i walczył hydrantem). I nagle nie ma farmy a trening zostaje zmacoszony, bo wyżej wymieniony stary - samiuśki DEATHSTROKE TERMINATOR - dowiaduje się o comebacku Tytanów dzięki pajacowaniu Jasona przed kamerą i nasyła na nich gościa, który kanonicznie był gwałcicielem (przed 2011, aktualnie nie wiem), a tu jest pacanem z obsesją na punkcie żarówek i fatalnymi manierami (przez które rzuciłabym picie, gdybym piła). Wysyła im też (Deathstroke znaczy) konia trojańskiego (Judas Contract?) w postaci swojej córki (nie JC), o czym trochę później i prawie wykańcza Jasona (tu trochę się pogubiłam, czemu jego, ale wyglądało na to, że to mógł być dowolny Tytan, a na pacana po prostu bęc), żeby dowalić emocjonalnie Dickowi (on tak lubi). I osiąga to rozbicie Tytanów, kiedy Dick wreszcie wysprzęgla się ze Strasznej Tajemnicy™, żeby ściągnąć z dachu wieżowca Jasona wpędzonego tam PTSD, załamaniem nerwowym i wyczarowanym z cylindra wkurwem reszty drużyny. I, jak to z kiszeniem ważnych informacji (ma to po mentorze, nie powiem), wybucha mu to w twarz (gongiem od Hanka) i wszyscy strzelają focha. Od tego momentu startuje Wielki Konkurs Kto-Upadł-Gorzej [wdech]: Donna zgarnia Rachel, ale gubi ją w taryfie i usiłuje złapać kogokolwiek, Rachel dołącza do mini-kolonii (nie wiem, jak to nazwać) nastoletnich uciekinierek, Kory dostaje od świata przypomnienie, że jest koronowaną głową i źle się dzieje na planecie tamarańskiej, więc w sumie głową potencjalnie do rozłączenia z ciałem, pozostawiony sam w domu z dwoma stworzeniami na poziomie emocjonalnym trzylatka Gar nie sprawdza się w roli Kevina i wraz z jednym z tych stworzeń (Connerem) wpada w łapy Cadmusa i Wściekłej Baby (drugie stworzenie, Krypto, gdzieś się posiewa), Jasona i Rose wywiewa na przeciwne wybrzeże i nie mają za wiele czasu antenowego, Hank i Dawn wracają na wiochę, tylko do lasu, bo farmy już nie ma, dochodzą do wniosku, że wątek ich związku jest bez sensu i Dawn wywala wszystko poza zdjęciem drużyny bez Gartha, a Hank wdaje się w walki kogutów w swoim superbohaterskim kostiumie Człowieka KFC, który sprzedaje na haju za kolejną porcję haju, ale i tak zwycięzcą jest Dick, który po dostaniu kopa od pani ex-Wilson w żałobie postanawia, że jeszcze "lepszym" pomysłem od przeprowadzki na Grenlandię będzie strzelenie w pysk mundurowego na lotnisku i zostanie zapuszkowanym na jakimś totalnie krzywym wypizdowie, gdzie jest wycieraczką (poza pomocą w jailbreaku imigrantom) i halucynuje Bruce'a [PFIUUU!]. Płeć piękna jednoczy się w jakimś barze na kółkach podsuniętym podprogowo, gdzie wbrew reklamie nie ma pączków z dżemem, Hank doczołguje się z rynsztoka, Dick w niejasny sposób ucieka z pierdla i po półtora sezonu zostaje w końcu Nightwingiem, a Gar i Conner kontrolowani przez Wściekłą Babę rozdupcają kawał festynu, ale sytuację ratują Tytani i Magia Przyjaźni™ Rachel (bez Rose, która zrobiła cameo by ubić starego i przejąć jego dybuka; Jason miał dość po ujawnieniu tego całego Judasza i wypisał się totalnie - chyba pierwszy raz oficjalnie zaadresowano te epickie problemy z zaufaniem, które powinien mieć). No i Donna umiera i We Are Family.

Tym razem moje ogarnięcie świata przedstawionego jest jeszcze bardziej wybiórcze, niż poprzednio - nie mam pojęcia, czym jest Cadmus...

LORE DUMP
...a Connera kojarzę li i jedynie z pierwszego sezonu Young Justice (które raczej nie jest dobrym miejscem na start z DC) plus mało radosnego posta na IG, i jak raz przydałaby się ekspozycja, czemu ma być klonem, skoro ma dwóch dawców jak standardowy organizm (to jak z Parkiem Jurajskim?). I jak mu zrobili tatuaż, igłą z kryptonitem?

Jericho to dla mnie pewna nowość (widziałam go raz, w arcu A Lonely Place of Dying), Rose faktycznie zbuntowała się przeciw ojcu dzięki interwencji Dicka (acz kanonicznie to BYŁA interwencja, a nie aura farming [nie znam tego zwrotu, LOL]), Donna przed 2011 mogła umrzeć, albo ja mogłam pomieszać rzeczywistości, o Tamaranie szkoda gadać, bo nie oglądałam tych odcinków TT uważnie.

Czyli jak zwykle moje kompetencje ograniczają się do okołobatmanich. W takim razie jasne, Dick nie skakał ze szczęścia na widok następcy i najlepszymi kumplami to raczej nie byli, i jego żadne podejście do problemów behawioralnych młodego to równia pochyła do Death in the Family, ale nie odwalał aż takiej partaniny! Jasne, miał zjazdy, ale żaden nie poskutkował czynną napaścią i zinstytucjonalizowaniem, podczas którego podopieczni zrobią ze swoich życiorysów większy burdel (metaforyczny) niż pod komendą Dicka (choć raz było blisko, przed 2011 za Blockbustera [nie chcecie znać szczegółów tego załamania, trust me]). Z innej beczki - wydaje mi się, że tutaj nie było za dużo współpracy Batmana i Supermana, skoro Dick wziął nowego alta nie z kryptońskiej legendy, tylko mitu z Corto Maltese.
(po loredumpie)

Zaangażowanie totalnie nierozpoznawalnego gościa jako Bruce'a Wayne'a to pewien poziom geniuszu - raz, że realnie miliarderzy są zwykle mniej charakterystyczni od aktorów, dwa, że dzięki temu Batmana trudniej połączyć z konkretną twarzą. Everyman Bruce Wayne agenda! (BTW - w pierwszej chwili myślałam, że to Alfred.)

Stosunek Rachel do Jasona zrobił się jeszcze mętniejszy, odkąd okazało się, że jednak nie szukała go w tym... wymiarze duchowym?, zadowalając się rzuceniem nazwiska niedoszłym niańkom. To miło, że go nie victimblamingowała za porwanie, choć wcześniej odbił sobie na niej pod wpływem Syndromu Jedynaka Niebędącego Dłużej Jedynakiem, tylko w takim razie skąd ta pewność, że to właśnie on zagraffitował jej pokój!? A banda doświadczonych dorosłych (zwłaszcza Hank, najzapalczywszy orator akcji ratunkowej, "wiedzący, jak to jest tkwić samemu z oprawcą"?) zgadza się z nią, radośnie merdając ogonkami. Nieee, zmieniam zdanie, TO jest najgłupszy plot hole międzyludzki - Deathstroke, Kurwa, Terminator, mistrz manipulacji, uwziął się na nich, a ci rzucają kośćmi, kręcą kołem fortuny i sprawcą jest koleś na stresie pourazowym (uznali, że w circa dobę zdołał wyprać mu mózg?).

Od kiedy Jason dostał się do czołówki, scenarzyści nie mogli się zdecydować, jaka to ma być postać - głównie się złości, czyli czerpanie z nowszych wersji, w drugiej kolejności odpowiada za najbardziej krindżowe teksty edycji, i jest jeszcze ta kwestia sympatii widowni po ucioraniu przez wrogów i sojuszników... która wyszła mu na dobre (szczęście w nieszczęściu postaci). Flashbacki z upadku i załamanie na dachu to chyba jego jedyne sceny, przy których scenarzyści się postarali, pierwsze są pomysłowe, drugie chwytliwe.

W przeciwieństwie do relacji Jasona i Rose, która opiera się na woli wielkiego Bo Tak - on najpierw, że "twardzielka", a kilka godzin później po spotkaniu na żywo "wykopmy", ona inicjalnie wykazuje zainteresowanie nim jak śledź sałatką, aż nagle wyjeżdża z tanecznym podrywem... Czemu wybrali swoje towarzystwo podczas grupowego pokazania Dickowi faka, nie wiadomo, co trochę psuje dalszy rozwój interakcji (który albo miał być retconem historii Jasona, bo po pierwszym sezonie w końcu scenarzyści rzucili okiem do komiksów, albo in-universe zaprezentować, że Dickowi nie za bardzo ufał z takimi detalami, a Rose już tak), który jest miejscami niezręczny, ale... stara się? (BTW - kanonicznie ich związek to też "diabli wiedzą".) Nie umiem nic powiedzieć o kanonicznej Rose, bo nawigowanie po komiksach to dokładanie do terapii, ale tutejsza wersja nie chwytała za serce.

Jako że w poprzednim sezonie nie było de facto antagonisty (no, poza ostatnim odcinkiem... i tą przewloką na premierowy 2-ki), w drugim rekompensują aż dwoma - i jest to przypadek "naprawdę, nie trzeba było". Deathstroke się broni, więc o nim później, za to Cadmus wygląda jak na jedną nogę (mogę być zbiasowana, bo nie znam tła). I ta Wściekła Baba™ Graves, z tylko dwoma dobrymi tekstami i frojdowską wymówką dupkowatymi najbliższymi. Jakoś poważniej ich brałam w Young Justice (może dzięki tej scenie z pobieraniem DNA do klonowania... od kilkunastoletnich dzieci [styczeń 2026 miesiącem "Ick!"]). Wisienką na torcie jest sterowanie szałem Gara kluczykiem samochodowym. Od, na oko, Audi. Nie ogarniam rekwizytorów, uznali, że skoro Liam Neeson mógł gadać przez damską golarkę...?

CGI znowu poziom "smoku, jesteś piękny!" - najwyraźniej postanowili wziąć sobie do serca motto serialu i zakryć śmieszkowy kasting czymś jeszcze memiczniejszym, bo nie wierzę, że czerwony krewniak tego wielkiego orka z Hobbita wydający odgłosy człapania w gumiakach miał być Tym Złym heroldowanym przed cliffhangerem. Krypto w locie i zielonemu tygrysowi daruję, szok minął w poprzednim sezonie.

Trzepnięcie w ucho kostiumografowi za tę gumową zgrozę, którą musiała nosić Dove (w pierwszym sezonie myślałam, że to komputerowe...) i za maskę Ravager, trzymającą się chyba tylko na modlitwę. Za to nie zauważyłam, żeby jej włosy wyglądały na sztuczne. Oraz - Nightwing, technicznie akrobata, mający na sobie tyle pancerza co BWP Borsuk (oj, ktoś nie lubił, że kolo normalnie lata w spandeksie (i chyba lekkim kevlarze?*)).

* Nightwing vol 2 ('96) zeszyt 71

Najciekawszy był odcinek piąty, bo miał dwie fajne piosenki i Deathstroke'a pozytywnego w byciu creepem.

Co może brzmieć oksymoronicznie, jeśli... nie wychowywało się na Teen Titans. I wróciło do niego po latach z olśnieniem "ach, to to było traumatyzujące" (i po odkryciu TVTropes - polecam, nic tak nie niszczy dzieciństwa i dorastania). O wersji komiksowej (pre-2011) dowiedziałam się raczej niedawno i z luźnych wzmianek, więc w sumie dobrze, że ten serial pominął Terrę. Już i tak miałam fleszbeki z Wietnamu, gdy typ dzielił tę samą przestrzeń z dzieciakiem (w sumie to w fazie prawnie liminalnej, ale się liczy).

Gdzieś się natknęłam, że "nigdy nie wiesz, którą wersję Slade'a Wilsona dostaniesz (bo to loteria)", a tu zaskoczka, bo lajtową. W medium, które ma R-kę. Dopóki nie spieprzyli finału dla Baby Z Pilotem Do Audi Garfield, Deathstroke był o niebo bardziej kompetentny od demoniszcza z fafdziesiątego kręgu piekieł w czajeniu się w mrocznych zakamarkach umysłu. Nie mówię, że Esai Morales to cudotwórca, ale kiedy scenariusz już dostarczył mu dobrej gliny, umiał z nią pracować - tryb zastraszania? Mógł sobie zostać w sferze small talku a i tak ugasił wyszczekanego smarka bez poczucia autorytetu. Nawet nie to, że młody ucichł, bo gościu akurat ostrzył miecz - zaczął, jak już był cicho, wystarczyły mu same przygotowania. Kozak. Trochę szkoda, że później już mieli problemy z utrzymaniem tego poziomu. Podziwiam też jego układ immunologiczny (nawet bez pokazu przyspieszonego leczenia), że bez strachu zżarł zasyfione krwią jabłko. Z podłogi w jakimś magazynie-torturowni. Jeszcze raz - kozak.


Tradycja!
odcinek 1
▶ czyli nie szukała go sama w astralu [Rachel Jasona];
▶ równie urocze, co smutne [zamiar Jasona w pilnowaniu pleców Dicka];
▶ żart uciekł przez tłumaczenie beauty jako laska;
▶ spoko, będziecie mieli Supermana light, ale za jakiś czas;
▶ skipnęli tę bójkę o zastępstwo o jednego Robina;
▶ Bruce też lubi(ł) wystrój a la Muzeum Bursztynu!
▶ kardiotomia Mola Ram!
▶ ciekawe, co CPS na ciągłe łapanie Teagan Croft za gardło?
▶ jak się Dawn przyfuksiło z lądowaniem na kanapie! 😃
[część mnie (Dicka) zostanie w rezydencji] w słoiku po ogórkach na strychu;
▶ kinda cringe prezentacja starej gwardii;
▶ i nie wyjaśniło się, po co Rachel był Jason;
odcinek 2
▶ i to jedyna wzmianka o Royu na serial;
▶ taaak, Ziemia JEST jak gimnazjum. dla specjalnych przypadków;
▶ fikołek dla rozpędu?
▶ przynajmniej [Rose] nadal ma ciuchy, w których straciła przytomność...
▶ ...i talent do wymyślenia głupiego eufemizmu za "szkółka dla młodych gniewnych";
▶ "może jej ideałem raju nie jest dzielenie łazienki z tobą" XD
▶ imaginujcie nastoletniego Dicka wczepionego w nogę Batmana i wrzeszczącego "nie zostawiaj mnie!";
▶ żabi soundtrack;
▶ i wspierają się! w narzekaniu na twoje ciasto kalafiorowe;
odcinek 3
▶ logiczne, że wychowanek Batmana skojarzył A-klasowca;
▶ taaa, miły pobyt w San Francisco 😕
▶ "pogodzi nas armia psychologów albo leki" XD
▶ jestem trochę mniej "nie stąd", a też nie kapuję [gwiazdki Miszlę];
▶ kiepskie ojcowskie figury to tu jak wpisowe;
▶ dodajmy, że nowego składu lepiej nie zostawiać samopas, a Jasona na pastwę silent treatment Bruce'a;
▶ daj mu kredyt, [Jason] to nastolatek...
odcinek 4
▶ bardzo naturalna poza do czytania;
▶ czemu tak dużo złoli ma tytuły naukowe?;
▶ zdecydowanie nie znają tu maksymy "jeśli kochasz, pozwól odejść";
▶ slo-mo wskazuje na tragedię za rogiem (rzeczywiście);
▶ wyzwól swojego wewnętrznego Batmana!
▶ ...co u Dicka oznacza trub obłudnej szui;
odcinek 5
▶ no to jeszcze 23 godziny 38 minut, a że [Jason] to dzieciak, nie dożyje;
▶ to raczej był krzyk dorosłego...
▶ TERAZ podłapali, żeby go nie zostawiać samopas?;
▶ Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju. Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju. Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju...
▶ "o kurwa" indeed - B, dlaczego wszczepiłeś to cholerstwo w UDO!?;
[Light kipnął] chyba wszyscy tego oczekiwali (+ muzyka to Burn It to the Ground Nickelback);
▶ ostatnio opuszczenie dzieciaków skończyło się zaginionym Jasonem, geniusze. może choć raz odpuścić ten Batmani szajs?;
▶ aaaw, przywiązałeś się!;
▶ dlaczego wszyscy trzymają buty na blacie kuchennym!?;
▶ wydostał się, nie będąc nieufnym dupkiem, a nie jak Batman. i tak, nie umie prosić o pomoc;
▶ mam na składance kawałek z listy płac (The Killing Moon, Echo & the Bunnymen);
odcinek 6
▶ wyobraźcie sobie wspaniałe słowa... i chemię;
▶ nie wierzę, że gość tak długo łaził bez gaci;
▶ "channel czy chardonnay?" XD
▶ "szukam już nowych ludzi, bo nie wszyscy z was wrócą" XD
▶ w tej chwili to ona [doktor] może chcieć się zrzygać na rauszu. ciekawość potem;
▶ enter Alien Ressurection;
▶ nie po imionach, Dick!
odcinek 7
▶ standardowa reakcja Dicka na stres - haluny;
["zdechł pies"] pierdol się, Graves;
▶ jeśli to podryw, za szybko idzie;
▶ w gadkę i charyzmę to ta wersja nie umie XD
▶ halun ma time of his life;
▶ jak szkolna potańcówka. na której żadne pewnie nie było;
▶ tja, to romans i za szybko idzie;
▶ ale by było, gdyby szampan był naszprycowany;
▶ może lepiej sprzątnąć zdjęcia, zanim ktoś niepowołany je znajdzie? co, Dick?;
odcinek 8
▶ kumple dawno po szkole, WCALE nie podejrzane;
▶ jabłko tak z ziemi, jeszcze uwalane krwią?
▶ jak ci dają piwo, to wiej;
▶ zatamuj to, ośle!;
▶ brak filtra [w informacjach] i pierwsza ręka tłumaczą stosunek Dicka do Bruce'a;
odcinek 9
▶ byłaby niezła scena, gdyby nie dobór piosenki;
▶ zostawisz ich tu samych? to się nie skończy dobrze (spoiler - tak będzie);
▶ 2-gi dzień i już się wypalił XD
▶ i co zrobią z tą miską płatków po ujęciu? na stół z przekąskami?;
▶ ona wygląda jak opętany gołąb;
▶ może wycieczkę na miasto trzeba było zacząć od wytłumaczenia, czym jest policja;
▶ kilka dni bez smyczy i już im odbija;
odcinek 10
▶ oj, Bruce się wkurwi za trafienie do systemu;
▶ psiarnia i ich kolesiostwo 🙄;
▶ a on sam nie był gliną? odszedł w międzyczasie?;
▶ nie odszedł. LOL;
▶ iiiii Rachel dała nogę. jeszcze niech tylko Jason i Rose znikną z radaru i możemy nazwać to dniem;
▶ tych gości może skrzywdzić, oni chcą skrzywdzić jego;
▶ wal w nią, to ona chce cię skrzywdzić!;
odcinek 11
▶ i udało jej się nie zarzygać włosów;
▶ znowu miota ich po całym kraju?;
▶ ...a poza tym moi synowie to emocjonalne łamagi, zwłaszcza starszy, i trzeba ich w relacjach uszczęśliwiać na siłę, bo sami na to nie wpadną;
▶ to był kluczyk od Opla?
odcinek 12
▶ scena wyrowa superkonieczna;
▶ no [DS] nie ma zbyt rodzicielskich uczuć po ostatniej porażce;
▶ nadal dziwię się, że kostium [Dicka jako Robina] nie był ognioodporny;
▶ zrozum go, to było ciężkie zerwanie [ze starym alter-ego];
odcinek 13
▶ technicznie to byli magdaleńczycy, neandertalczycy nie byli aż tak dokładni;
▶ teleportował się? helloł, montażysto?;
[Rachel leczy Kory] nie zamknęłaś jej w ranie pocisku?;
▶ ...szybko poszło. szkoda, nawet dziada lubiłam;
▶ nie mogę, po kolei na niego idą XD
▶ koszulka też jest kuloodporna?;
▶ moment, gdzie jest Krypto!?;
▶ ...a Jason na gigancie. Bruce ma go chociaż na oku? bez nadajnika?


______________
poster: titans.fandom.com

Titans - sezon 2 (2019)

Przygód niewesołej gromadki (choć w materiale wyjściowym też wolą rozwiązywać problemy wrzaskami, kanapkami z piąchy i przemilczaniem) ciąg ...