Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alien Day. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alien Day. Pokaż wszystkie posty

25 kwietnia 2026

O powstawaniu "Obcego", cz. 5: Uściski na śmierć i życie

Jest taki typ pomysłów, na które wpada się nocą, odparowując po "dłuższej chwili tentegowania w głowie" - to coś mówi, że Shusett musiał zrywać waletującego u niego O'Bannona z kanapy, z "przeleceniem jednego z członków załogi" jako rozwiązaniem problemu władowania ufoka na statek. Dekady później O'Bannon stwierdził, że to już on wybrał na ofiarę faceta, żeby uniknąć niewłaściwych pomysłów od męskiej części widowni, i bo to było mniej oczywiste (nie przypuszczaliście, że to film feministyczny, niet?).

OBCY, FAZA PIERWSZA. Małe stworzenie, mogące przypominać ośmiornicę, które czeka w pojemniku, aż zjawi się ofiara. Gdy ktoś dotknie pojemnika, pokrywa opada, a mały obcy (w fazie pierwszej) wyskakuje ze środka i przywiera do twarzy ofiary.
- list do Gigera, 11 lipca '77 [za: Robert Filipowski]
Cobb i coś, co niebezpiecznie przypomina ten strzępek z Life

Tak jak Jajo, Twarzołap był ściśle jednej funkcji - co w tym przypadku oznaczało organ reprodukcyjny. Zmysł praktyczny Gigera miał się na czym wyżyć.

Latający omlet in question

Wyglądało to jak latający omlet. [...] Dodałem więc ogon, który działał niczym sprężyna zabawki wyskakującej z pudełka. Spodobał mi się ten pomysł, bo był w duchu Lovecrafta. Zacząłem od ciała, który przypominało wielki narząd płciowy, bo tak naprawdę nim było, i dodałem dwie dłonie, którymi stwór mógł się trzymać głowy. Ponieważ musiał otworzyć usta ofiary, dodałem też narząd przypominający instrument, którym starożytni Egipcjanie otwierali usta zmarłym, żeby wypuścić duszę.
- Giger o redagowaniu O'Bannonna [za: RF]

Praca 364, nie do końca łapiąca twarz
Praca 365, z... pijawką?

Projekt przeszedł chrzest bojowy, siejąc panikę wśród celników na lotnisku w Los Angeles, co zmusiło producentów do pofatygowania się po aerografy osobiście. Druga faza testów, na ciele producenckim, wypadła wprawdzie pomyślnie, ale aż za bardzo - w końcu to był, jakby nie patrzeć, przywierający narząd. Zresztą pojemnik nań, o, eee, przeciwnej inspiracji anatomicznej, też nie wzbudził sympatii. Po chrześcijańsku.

Drugi pomysł Gigera, który przeszedł tylko w nowelizacji Fostera

Odpowiedzialność zepchnięto na Dickena, skoro i tak miał się zająć Rozrywaczem. W teorii model wystarczyło zmniejszyć, a w praktyce jeszcze tu ująć, tam dodać, co bardzo szybko zmieniło się w chaos przepychania własnych gustów, niezłagodzony nawet wizualizacją Scotta przy pomocy Necronomiconu (albumu Gigera, nie magicznej księgi). Totalnie przebodźcowionego Dickena przejął O'Bannon i skleili wersję-Frankensteina, która dostała zatwierdzenie. O dziwo, ta wersja przetrwała z grubsza nienaruszona, poza zmianą koloru z zielonego na skórę człowieka rasy kaukaskiej w ramach nowego i uwiarygadniającego sytuację gamechangera.

Zaprojektowaliśmy Twarzołapa jako coś, co właśnie wyszło z łona. Z tego powodu postanowiliśmy zostawić naturalny kolor skóry. Ilekroć próbowaliśmy przemalować go na inny kolor, wyglądał sztucznie i mniej przerażająco.
- Scott przypisuje sobie zasługi, choć to O'Bannon, of all the people, przyklepał zmianę

Dicken i modele

A że nie ma łatwo, "penis we wczesnym stadium" i mały Alien stały się kością niezgody w zimnej wojnie Gigera i Rogera Dickena, absolutnie na życzenie tego pierwszego, który był oddelegowany wyłącznie do fazy dojrzałej, ale uparł się, że Dicken nie umie w 3D-fikację jego dzieł.

Strzelanie gumową wersją w Johna Hurta sfilmowano w dokrętkach, 22-23 i 30 listopada. O dziwo, nie był to najbardziej każący przemyśleć wybór kariery element scenariusza. Czy to w ramach swojego perfekcjonizmu, czy dziwnego solidaryzowania się, dyrektor użyczył własnych rąk, nawet, jeśli wyraźnie za grubych w porównaniu. I mimo, iż ciągle piszę o "rzucaniu" kukłą, w realu pacali nią, przyczepioną do rękawiczki, po obiektywie.

Zamontowaliśmy jajo do góry nogami na scenie, a następnie wystrzeliliśmy. Kiedy już wszystkie bebechy wyleciały, wsadziliśmy do środka gumowego twarzołapa. Jeden z ludzi wspiął się na jajo i przez jego podstawę wypchnął twarzołapa prosto w obiektyw kamery.
- Nick Allder, nadzorca efektów specjalnych [za: RF]

Inspiracja dla proszonej kolacji z Beetlejuice?

Pozostałe trzy sceny uwzględniające Twarzołapa - nieudaną próbę usunięcia z zachowaniem twarzy (11 i 14-15 sierpnia), trupa ex sufit i autopsjo-nekropsjo-whatever (16-17 sierpnia) - bez większych wpadek niż zacięcie się leżanki. Maseczka ubrzydniająca na bazie poliuretanu i oleju do skalpeli trzymała się na recepturki (albo gumę od gaci, nie podali detalu), a kwas na styropianowej podłodze skomponowali z chloroformu, acetonu, cykloheksyloaminy, kwasu octowego i te de, co wcale nie brzmi bezpieczniej od tego, co miał grać. Choć w sumie mniej obrzydliwie od faktycznych wnętrzności z robaków morza po kilkunastu minutach pod słynnym morderczym oświetleniem Shepperton.

Nadal lepsze od Gali Met
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]
Jakby sytuacja i tak nie była niekomfortowa, poprawki dorzucał sam reżyser
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]

Scottowi zamarzyło się, żeby pęcherze wersji nagłownej pulsowały na żelu, a nie na pusto, co skończyło się zapchaniem przewodów. Więcej szczęścia miała rurka w przecinanym odnóżu, może dlatego, że farba nie była taka gęsta (nie ma mowy, żeby to był kwas, jak podają źródła, nie przy głowie jednego aktora i rękach drugiego (choć, skoro palili na ciasnym jak komórka Pottera mostku...)).

____________________
źródła:

26 kwietnia 2025

O powstawaniu "Obcego", cz. 4: Kinder-Niespodzianka, której nikt nie chciał (a teraz chce każdy)

[Temat prawie że okolicznościowy - tydzień temu była Wielka Sobota]

Na ironię, nie wiadomo, jak ab ovo wyszła historia Jaja - przypuszczalnie nie był to aż tak pasjonujący proces myślowy, żeby uznano go za warty spisania. Na materiałach pozascenariuszowych Jajo zawsze figurowało zgodnie z esencjonalną funkcją jako pojemnik na większą gwiazdę (o której za rok):

POJEMNIKI. Skórzaste przedmioty w kształcie jaj, wysokości około metra, zawierające larwy obcego. Zwieńczone są małą „pokrywą”, która odskakuje, gdy podchodzi ofiara.
- list O'Bannona do Gigera, 11 lipca '77 [za: Robert Filipowski]

(Warto dodać, że oryginalna nazwa tej fazy to Spore Pods, czyli strąki zarodnikowe).

Praca 363i. Większość projektów uwzględnia Jajo wraz z twarzołapem,
więc przygotujcie się na powrót tego drania za rok

Lista z 17 lutego '78 podaje trzy wersje Jaj: mętne (wiele sztuk, te do interakcji elastyczne), przezroczyste (kilka) i przezroczyste do wyplucia twarzołapa. Giger i Peter Voysey rozpoczęli fermę na początku września, gdy tylko "góra" przestała się płonić na widok wersji testowej.

Giger skorzystał z wykształcenia z wzornictwa przemysłowego, żeby nie przekombinowywać - od tego film miał Ridleya Scotta - i zaprojektował jajo zgodnie z jego funkcją. A że był Gigerem, nie obeszło się bez fundowanie grubym rybom Niebieskich Ekranów Śmierci, od producenta Carrolla kwękającego o panice wśród chrześcijan, przez kwiat scenografa planowego, po Scotta, któremu szczelina wylotowa kojarzyła się z cipą; skądinąd słusznie.

(Praca 381) Przyjrzyjcie się, a potem obejrzyjcie Obcy: Romulus
 i wyobraźcie sobie, jaki cyrk zrobiliby czterdzieści pięć lat temu
Ridley, masz obcego biegającego z metrowym penisem na głowie. Na statku obcych są trzy czteroipółmetrowe waginy, a ty twierdzisz, że jajo jest obsceniczne?
- Carroll na powyższe [za: RF]

Giger zrepetował iście w swoim stylu - dublując srom, żeby zadowolić i kwiatolubną część decyzyjną, i chrześcijan. Nikt chyba nie przejrzał tego sarkazmu, bo dalsze problemy ten etap miał już tylko natury fotograficznej.

Wyróżnienie w konkursie na pisankę

Jaj wykonano łącznie około 130, większość gipsowych lub polyestrowych. To "wypluwające" było gumowane, a na mechanizm otwierający musiało czekać do końca września. Ładownię sfilmowano 29 września (zaraz po kokpicie, gdy tylko "armia" wymieniła fotel z Pilotem na Jaja), powtórki 10 października, po czym wszystko na szrot - sam koniec terminu wynajmu hal. Otwieranie Jaja z "wypluwaniem" kręcono już w postprodukcji, 22 listopada.

Przemyślajcie głupotki scenariuszowe, bo skończycie, przez cały boży dzień rzucając typowi w twarz gumowym peniso-skorpionem

Zafascynowany walorami estetycznymi wyściółki krowich żołądków, Scott codziennie posyłał kogoś na targ po żołądki i owcze jelita, bo wypadały o wiele taniej niż sztuczne. Trupy pakowano do zmechanizowanego jaja, wyściółkę dookoła a w jelita przewód od sprężonego powietrza, i na sygnał wszystko wystrzeliwano prosto w obiektyw, jelita miotając jak szatan. Doświadczenia olfaktoryczne musiały być nieziemskie.

Taka ciekawostka, że jednoszczelinowym jajom udało się ponoć dostać do oficjalnej wersji, jako statyści ostatniego planu.

*

BONUS [bo i tak go wykasowano]: eggmorphing, czyli ostatnio-pierwsze stadium cyklu życiowego. Nie jest to kanon, a więc briefing - zamiast jajo złożyć, Big Chap obślinił truchła kilku ofiar, żeby przepoczwarzyć je w Jaja (z czego konkretnie miałyby powstać same twarzołapy - no idea).

W tym momencie Luke poczuł, że już nie jest na Dagobah
W wolnym czasie Scott projektował muzea sztuki nowoczesnej

Produkcja jest owiana mgłą niejasnej chronologii - Giger i Voysey zajęli się projektowaniem już po Wielkim Sromowym Szoku, a więc na początku września - prawdopodobnie 4-go. Pierwszy "jajomorf" był gotowy na 10 września, drugi kilka dni później - na pewno najpóźniej 15-go, kiedy Scott uznał, że trzeba przewrócić dekorację do góry nogami.

(Praca 393) Trzeci do brydża i dopiero chrześcijanie by się rozszaleli

Wersja Dallasa wymagała sklejania wszystkiego na odlewie Toma Skerritta, bo jako późniejsza ofiara musiał być jeszcze rozpoznawalny. Harry Dean Stanton miał pod tym względem o tyle wygodniej, że Brett po takim czasie był usmarkany do pełnej anonimowości i wystarczyło pracować na kukle. Dodatkowo do scen palenia potrzebne były jeszcze cztery lateksowe figury (okablowane, bo Dallas miał płonąć żywcem) do czterech kątów ujęć. Ze względów estetycznych postanowiono obłożyć Skerritta żywymi robakami.

Zanim zrobiło się gorąco, Dallas wymyślił już sześć przyczyn,
przez które znalazł się w tej niewygodnej sytuacji 

Po obsuwie z 17 września na 25 udało się w końcu sfilmować przedśmiertną rozmowę z Dallasem. Następnego dnia skok do Bray, gdzie "jajomorfy" (ze Skerrittem już jako widzem) poszły z dymem. Albo wtedy, albo wcześniej doszło do incydentu ogniowego:

Musieli nauczyć Sigourney używać miotacza ognia. Ćwiczyła więc za studiem na wielkim trawniku. Ten sprzęt wypluwa płomienie na sześć metrów. Kiedy przygotowywali scenę, w której Tom jest w kokonie, Ridley nakazał: "Ognia!". W tym momencie technik od efektów specjalnych krzyknął: "Cięcie!". Gdyby odpaliła miotacz, cała ekipa, łącznie z nią samą, usmażyłaby się. Mogła być z tego wielka tragedia, ale akcja dodała scenie napięcia.
- Veronica Cartwright [za: RF]

Ostatecznie robota poszła na darmo, gdy w bliżej nieokreślonym terminie między drugą połową kwietnia 1979 a początkiem maja (kilkanaście dni przed premierą) scena poszła w cholerę jako spowalniacz, za czym opowiadali się Scott, montażysta Terry Rawlings, producent David Giler, współscenarzysta O'Bannonna Ron Shusett, Carroll, a nawet Skerritt.

Chyba, że macie wersję reżyserską.


26 kwietnia 2024

O powstawaniu "Obcego", cz. 3: Czy leci z nami Space Jockey?

Prapoczątki Pacjenta Dentystycznego (ten fotel) są niejednoznaczne - z jednej strony zrzynka z Planety wampirów aż krzyczy, z drugiej O'Bannon i Scott mieli przed pracami nie widzieć tego filmu, co stwierdza na swoim podwórku John Landis. Oba da się pogodzić czymś podobnym, czym ja ogarniam mniej-więcej Grę o Tron, choć w życiu nie widziałam nawet pięciu minut żadnego odcinka [ciekawe, o ile to by było krótsze, gdyby wyciąć seks]:

Wiedziałem o Planecie wampirów, ale nie sądzę, żebym widział to w całości. Oglądałem urywki i uderzyła mnie ich wymowność. Była w tym ta ciekawa mieszanka, którą spotyka się we włoskich filmach o spektakularnie dobrej scenografii przy agresywnie niskobudżetowym myśleniu.
- O'Bannon, Reel Terror, str. 297

Choć sytuację nieco komplikuje, że pomysł O'Bannona sugeruje obejrzenie nieco więcej niż urywków, idąc za tropem "kosmiczni przechodnie przywabieni wołaniem o pomoc kończą jako bio-mechanoidy draństw usiłujących dać nogę z tonącego statku, ale utykają jak fauna jeziorek asfaltowych La Brea". To musiały być długie i konkretne urywki.

Jeden z trzech pechowych prosiaczków turystów (oraz randomowi turyści z innego biura podróży)

Mania przekombinowania Scotta ogarnęła nie tylko statek kosmiczny/magazyn/whatever, co jest całkiem logiczne - po co ograniczać się do zmian jednego elementu, skoro odebranie kontroli wykonawczej autorowi otwiera tyle nowych możliwości? O'Bannon miał prawo być wkurzony, że jego pokojowy rozbitek transmutował w kierowcę bombowca (a Obcy zgłupiał, o czym za cztery lata).

Obojętnie od sfery ontologicznej, fizycznie Pilot został, jak na początku, jako truposz w krześle. Nawet przez krótki i straszny moment w październiku '77, kiedy stał się człowiekiem, jedną siódmą wsiąkniętej załogi (znacie tę melodię!), zanim to Scott go wybronił (co byłoby ironią, gdyby nie miał ukrytego a szczwanego planu). Aż w trakcie zdjęć nastała Wielka Czystka Budżetowa, która targetowała Pilota za bycie zbyt drogim elementem jak na bardzo krótką scenę (poczekajcie na 1990 i drużynę taneczną z innego świata), oraz trzytygodniowe opóźnienie; ale Scott zaparł się jak wilk na chałturę pracownika rozbiórkowego, i Pilot musiał być, inaczej się udusi, nawet, jeśli gdzieś w tle!

No to 14 maja '78 wylądował w tle.

Ridley-O-Gram! Do wersji scenariusza z czerwca '78?

Istotność dla fabuły grała rolę drugorzędną - Scott na storyboardach to kazał załodze przystanąć i podumać jak nad grobami poetów romantyzmu, to przegapić trupa, bo tak bardzo stopił się ze skałą (wulkaniczną!), to pół na pół, bo tylko robot miał zauważyć na nagraniu (co było foreshadowingiem jego wyłamania na miarę XXI wieku). 

Ileż by było materiału do pareidolii!

Studio odpuściło 4 lipca, po półtoramiesięcznej kampanii dezinformacyjnej Scotta, gdy plan kokpitu był już w zasadzie na wykończeniu.

Odejście od "braku podobieństwa do ludzkiej sylwetki" nie jest do końca jasne, ale najpewniej miało coś wspólnego z pracą już podczas zdjęć, przypominającą bieg po kołowrotku dla chomików, przełajowy, z tą kulą od Indiany Jonesa na ogonie (imię kuli - Ridley "Zróbmy Coś Odwrotnego" Scott). Co akurat O'Bannonowi najwyraźniej nie przeszkadzało, bo lobbował za pomysłem swojego starego kumpla Cobba:

Dla wnętrza [wraku] Ron Cobb zrobił szkielet - który później nazywano Space Jockeyem - i to było coś doskonałego! Bardzo mała żuchwa, żadnych zębów. Oczywiście spodziewam się okropieństwa, kiedy pierwszy raz pojawia się w filmie, ale jeśli przyjrzycie mu się bliżej, odkryjecie, że to nie ma dużych zębów czy szczęk, ani niczego z tych innych cech typowych dla mięsożerców, i może wtedy zaczniecie sobie wyobrażać go jako zupełnie niegroźnego roślinożercę podróżującego w kosmosie.
- Dan O’Bannon, Cinefex, 1979

Stary, dobry Cobb, jak zwykle na początku

Ale jako że O'Bannon nie miał na planie nic do gadania, wygrał kumpel Scotta, Giger - skoro zajął się kosmitą innej rasy, dla ułatwienia zrobi i tego. Kompletnie nic o nim nie wiedząc (ale nadal będąc o krok dalej niż Alan Dean Foster ze zleceniem nowelizacji, który musiał pracować ze zdezaktualizowanym skryptem, w którym Pilota niet).

Ze scenariusza widziałem, że był wielki i miał dziurę w piersi, i tyle. Ridley sugerował kolejne z moich Necronomowych stworzeń jako wzór. Nie wyglądały zbyt podobnie do tych dzisiaj, ale to był punkt startowy. I Space Jockey jakby wyrósł stamtąd po kawałku i z kawałków. Stwór, którego nareszcie skończyliśmy budować, jest biomechaniczny do stopnia, w którym fizycznie wrósł, a może i wyrósł, w fotel - jest całkowicie zintegrowany z pełnioną funkcją.
H.R. Giger, Cinefex1979

Był to bardzo rzadki przypadek, kiedy Scott był dokładnie zdecydowany, czego chciał. Sugestie z ridleyogramów były żywcem zerżnięte z Necronomu V Gigera, co w zasadzie rozwiązywało problem. 

Rzeczony obraz, obiekt zainteresowania w lewej górnej części

To właściwie jak fanart

Aparat pilocki i brak większego psioczenia zarządu później Giger (na spółkę z Peterem Voyseyem, który jako jedyny umiał nie sknocić dziwacznej perspektywy) zajął się transfiguracją wymiarową Space Jockeya osobiście. Z błogosławieństwem reżysera skonstruował trupa i fotel jako jedno, biomechanoidalne cudactwo, które zajęło "tylko" ¾ tego, co w filmowej rzeczywistości (tak z osiem i pół metra wysokości), oraz tydzień.

Praca Gigera jest trudna do przełożenia na trzy wymiary, ale najbardziej w kwestii skali. Jego rysunki bardzo przypominały rzeźby, a przy talencie takim jak Petera Voyseya - absolutnego mistrza modelowania dokładnie jak na projekcie - daliśmy radę złapać jakość całkiem nieźle.
- Michael Seymour, scenograf

Praca 380 k

Voysey z miniaturką

Nadal model, pełnoskalowy

Finalnie dekoracją miało się łatwo manipulować, ze względu na recykling planu zdjęciowego, dlatego była z poliestru (na teleskop poszedł styropian), odlanego w formie po glinie i drewnianej ramie. Giger przejął "koronkową" robotę nad głową, oddając resztę Voyseyowi i rzeźbiarzom, a prace wykończeniowe przejął całościowo - szkliwo koloru sepia, oskrobany lateks naśladujący rozkładającą się epidermę, dopieszczanie szczegółów aż do ostatnich chwil przed zdjęciami pod koniec września. I jak przystało na artystę, zapierał się, że gdyby miał więcej czasu, efekt byłby lepszy, ale na film wystarczy.

Trup niezrośnięty z fotelem

Komplet przed malowaniem

Ściany kokpitu na planie był tylko wycinek, co oznaczało skonstruowanie obrotowej platformy. Pilot wylądował na niej 25 września, 29 już trwały zdjęcia, co nie powstrzymywało Gigera przed retuszem głowy, na potrzeby bliższych kadrów.

Giger przy pracy (chyba właśnie 29 września). 

Plan kokpitu / ładowni-in-spe (za fatalną rozdzielczość autorka bloga nie odpowiada)

Po zdjęciach kokpit przemontowano na ładownię z jajami.

Pilota wykorzystano w kampanii promocyjnej w kinie Egyptian w Los Angeles, co okazało się tragicznym końcem wartego 200 tysięcy rekwizytu, gdy 25 maja podpalił go szurnięty chrześcijanin. Żeby było śmiesznie, producenci uznali to za świetną reklamę (ależ musieli nienawidzić tego elementu).

Ładne to kino

Ostatnie zdjęcie przed zniszczeniem, ozdoba notki prasowej Starlog

Pozostałe elementy akcji promocyjnej najwyraźniej były za mało diabelskie, bo przetrwały.


Czemu akurat Space Jockey, to też pewna zagadka. Całkiem możliwe, że była pokłosiem wkładu redakcyjnego Gilera i Hilla, w którym zaszaleli zbyt blisko realizmu:

Dallas: “One dead space jockey, no sign of the other crew members, the old L-52’s generally went up with a compliment of seven…”
(Tłumaczenie: Dallas: Jeden martwy kosmiczny dżokej, zero śladów reszty załogi, stare L-52 zwykle są siedmioosobowe...)
- scenariusz z października '77

Gdzie termin miał być neologizmem z "desk jockey", po naszemu gryzipiórek, próbującym zaznaczyć, że w filmowej rzeczywistości loty w kosmos są tak samo ekscytujące co praca za biurkiem. Sam termin pojawił się w świecie jeszcze w 1947 jako tytuł opowiadania Roberta Henleina (tak, tego od Kawalerii Kosmosu, którą jako przygotowanie czytała obsada Aliens) traktującego o pilocie rakietowym chałturzącym w rejsach dla szarych ludków.

_____________________
źródła:

Jak powstał Obcy, J.W. Rinzler, wydanie I, 2021, wyd. Vesper

1000 Films Blog: #253 Planet of the Vampires/Terrore nello spazio

Monster Legacy: Pilot of the Derelict

Alien Explorations: Alien: The Space Jockey

Alien Explorations: Alien: Space Jockey's origins in "Swiss Family Robinson"?

Alien Explorations: Alien: Landscape with alien astronaut corpse

Alien Explorations: Alien: Building the Space Jockey in cockpit

Strange Shapes: The Pilot

26 kwietnia 2023

O powstawaniu "Obcego", cz. 2: To nie ten nawiedzony dom, którego szukacie

Zanim Ridley Scott zepsuł wszystkim zabawę trzydzieści trzy lata po premierze, teorie o statusie ontologicznym koromysła, z którego wytargali gapowicza, wahały się od statku kosmicznego (bitewnego - tu Scott dopiął swego), przez obserwatorium kosmiczne (ten fotel), po magazyn. Świątyni, z tego co czytałam, nie obstawiano zbyt popularnie. Tymczasem to właśnie ona była najbliższa prapoczątkom.

Przynajmniej prapoczątkom magazynu. Funkcję statku z kościotrupem pełnił... statek z kościotrupem.

Idąc za kolejnością ze scenariusza, pierwszy znaleziony byłby wrak - jako źródło sygnału odstraszającego (pomylonego przez załogę z ratunkowym, ale skąd ich komp miałby program deszyfrujący kosmiczną komunikację? Abstrahując od tego, że w kosmosie nikt nie usłyszy twojego niczego, bo to cholerna próżnia.). Powiązania z ksenomorfami miało nie być, inna cywilizacja, ufok to tylko pechowy podróżnik (jeszcze Scotta powyklinam, widzimy się za rok).

Poznajecie? Ron Cobb, który odpadł za bycie racjonalistą

Do projektowania rzucono wszystkich, mniej lub bardziej za zgodą studia, ale Scottowi zawsze coś nie pasowało - zbyt NASA, zbyt nieoniryczny, zbyt drogi do konstrukcji, bla bla bla... Cobba przeniesiono do Nostromo i technologii, bo "jedynym problemem był jego racjonalizm... Zdecydowałem się polecić mu robienie pęknięcia na wraku statku, ale kiedy poprosiłem o irracjonalny kształt, był wstrząśnięty. Nie mógł tego unieść. Chciał zatrzymać konwencjonalną technologię w stylu latającego spodka, lub innego UFO", mówił Scott.

"Gnomi zamek" Chrisa Fossa

"Brązowy Homar", wersja 10. Ale czy na pewno jest do dołu brzuchem?

Foss zaszedł dalej - było dziwnie, było nieziemsko, ale nie strasznie. Taki "zamek gnomów - kolorowy, interesujący i piekielnie dziwaczny, ale nie przerażający", jak stwierdził O'Bannon. Druga próba "to piękna, brązowana konstrukcja w kształcie homara osiadła na piasku. Była bardzo technologiczna, bardzo dziwna i trudno było zgadnąć, jak mogłaby się wznieść w powietrze". Dalej nie to.

Nawet Moebius nie przeszedł

Szanse Jeana Girauda przepadły, gdy już podczas produkcji fantastyczna otoczka zaczynała schodzić coraz bardziej ku realizmowi (jednak Cobba już nie chcieli na tym stanowisku), o krwawa ironio. Jednak Scott polubił prace na tyle, żeby umieszczać tę wersję na ridleyogramach.

Ridleyogram z "wrakiem Moebiusa"

Nawet za bardzo ku realizmowi. W październiku '77, tuż przed zatwierdzeniem przez Foxa zajęcia się robotą, Giler i Hill przedobrzyli w drugą stronę - po co przekombinowywać, skoro raz, że nie możemy się dogadać, a dwa, że studio nadal podchodzi do pomysłu jak pies do jeża - i... wywalili wszystko kosmiczne na rzecz ludzkiego ośrodka z bronią biologiczną. Równie dobrze mogliby zrobić film o tirze na bezludziu Arizony za Zimnej Wojny.

Sześć siódmych załogi L-52 znikła w pustkowiu (Niezwyciężony... wiem, jestem monotonna), zostawiając po sobie zdeformowany szkielet, chwilowo rozwiązując finansowo uciążliwy problem Space Jockeya. Chyba wiem, do którego pomysłu wrócił Scott, kombinując Prometeusza.

Australia drugim końcem Wszechświata. Szkoda, że nie znałam tego obrazu dwa lata temu

Szczęśliwie dla kina, wiosną Fox dał się przekonać do powrotu do innych form życia, i do zatrudnienia nad pracami Gigera (to drugie nadal niechętnie, ale przy ciągłych zmianach koncepcji trzeba było w końcu złapać przynajmniej jedną myśl, zdjęcia startowały za klika tygodni). Tak oto, podczas bezsennej nocy na oparach LSD, Giger dał się poprowadzić swoim lękom i aerografowi. I od tej pory projekt został.

Giger podszedł do sprawy organicznie - oto "aerodynamiczna kość"

Żeby nie było zbyt pięknie, wskoczył problem zbudowania praktycznego modelu z jak najdokładniejszym podobieństwem do projektu - coś, co wygląda pięknie w dwóch wymiarach, w trzech wypada inaczej. Do tego w lipcu wariujący przez ciągłe odganianie od prac O'Bannon przekonał Carrolla (jednego z producentów), że wrak jest za mało mechaniczny, i widzowie mogą go nie odróżnić od krajobrazu (też bardzo bio, dzieło Gigera ze żwiru i kości. Sterta "budulca" przed warsztatem w Shepperton budziła konsternację). Odpuścili wejściu, bo i tak mieli gotową dekorację (autorstwa Petera Voyseya, którego Giger bardzo cenił za wyłapanie ducha rysunków). Giger już i tak miał dość tej dwójki przez regularne wizyty z pomysłami.

Pierwszy obraz Gigera był nokautujący. Jedno spojrzenie i już wiedziałem - to jest to! Inni tego jednak nie rozumieli, musiałem się postawić i powiedzieć: "Nie dostaniecie lepszego wraku, nie kombinujcie". Wiesz, Giger to szczególny przypadek, a kiedy coś jest takie dobre, musisz to rozpoznać i zostawić w spokoju.
 - Scott

Carroll uznał jednak, że Giger "sypie pomysłami z rękawa" (według słów samego zainteresowanego), ale szczęśliwie dla Szwajcara, "czas działał na jego korzyść" - razem ze Scottem zagrali na zwłokę, przetrzymując stary projekt nienaruszony, aż do końca deadline'u.

Voysey i model - jak z obrazka (Gigera)!

Plan planetoidy i wejścia na statek
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]

Na dodatek przywrócili Pilota. Bo głupio by wyszła sama dziura w podłodze.

*

O ile w filmie i jego kontynuacjach Obcy nie sprawia wrażenia, jakby umiał wymyślić proch, to jego gatunek był odpowiedzialny za świątynio-piramidę - więcej, to było centrum ich religii i cyklu rozrodczego. Aby zostawić trochę tematu na następne lata, uprośćmy, że cykl wymagał udziału żywiciela dla larwy/noworodka/whatever, i budowano na tych żywicieli specjalne ołtarze. 

Cobb reklamuje - dlaczego mam skojarzenia z lovecratfowskimi Przedwiecznymi, nie wiem

Foss nie kombinował aż tak, jak z "zamkiem" i "homarem" - w końcu inni kosmici

Podoba mi się to skamieniałe drewno

Na początku '77 Piramida rozrosła się w całe miasto - Czerwone Miasto, "łańcuch stumetrowych czerwonawych wzgórz z piaskowca majaczących w oddali" (W górach szaleństwa?) - ale budżet kazał przywrócić pojedynczy budynek. W październiku, wtedy, gdy wrak skończył jako zrzynka z lemowskiego "Kondora", Piramida (de)ewoluowała w plastikowy Cylinder, wyglądający jak jeden z tych silosów zbożowych z Australii.

Świątynia miejska Elliota Scotta, część wizualizacji kosztorysu

Od pierwszego czytania Giler i Hill nie byli uszczęśliwieni piramidą, kojarzącą im się zbyt vondanikenowsko. Scottowi też zbyt przypominała Ziemię, dlatego po odstawieniu "ludzkiej placówki bioinżynieryjnej" postawili na prostszy Silos. W kształcie cyca. Wchodziło się przez "brodawkę". W kontekście płodnościowym przybytku miało to sens, ale czy tylko ja dopatruję się w tym podświadomej antytezy podtrzymywania życia? Opuszcza się Silos z czymś odbierającym życie w gardle (to moja dygresja, nigdzie nie ma, czemu taki stan rzeczy).

Zaszaleli i wrzucili do gry Zamek Harkonnena z tragicznie zmarłej Diuny Jodorowskiego, ale można się dopatrywać także nostalgii Scotta za "wrakiem Moebiusa". 

Mnie tam przypomina purchawkę

Ale wiosną '78 "cyc" zniknął, bo był za drogi - wymagał modeli zewnętrza, wierzchu, i paru innych perspektyw. Scott doszedł też artystycznie do wniosku, że przedstawienie i tego elementu wymagałoby rozciągnięcie filmu do trzech godzin. Życiokradne wnętrze zakopano, i przygnieciono wrakiem. Teraz "silos trafił pod statek tak, jakby na mrowisku wylądowało małe UFO, a mrówki przeżarły się na statek niczym pasożyty".

*Wizualizacja*

Złączyli te dwa miejsca w jedno, niepokojące. [...] Według mnie przedstawia ona [pierwotna wersja] znacznie bardziej złowieszczą sekwencję wydarzeń i jest znacznie bardziej pomysłowa niż spojenie tych dwóch kultur.
- O'Bannon

Na "to do liście" otrzymanej przez Gigera 11 lipca '77 wnętrze magazynu zawierało ołtarz w samym centrum, pionowy tunel powyżej, i "pojemniki" rozmieszczone wokół. 

Jako że oryginalne wejście "się zapadło", droga załogi Nostromo prowadziła przez tunel zrzutowy, do którego gatunek Obcego składał jaja. Giger dodał też transportery (prawo, dół)

Przez moment, na samym początku zdjęć (gdzieś w trzecim tygodniu), "koalicja" zażądała uproszczenia magazynu do sześciu jaj, co Giger i Scott uznali za niedorzeczne (vide: salka ofiarna z AVP aka Jak Zepsuć Najsłynniejszych Kosmitów). Stanęło na recyklingu kokpitu Pilota, zmieniając opinię Gigera o filmach, w których jedna dekoracja korytarza udawała całą sieć. Nie do wiary.

Carroll odrzucił też i "ciężarne" kapsuły

Podczas tej wojny tak się ułożyło, że w hali obok gościli The Who, szykujący album Who Are You na sierpień, i mieli lasery do testowania przed najbliższą trasą koncertową. Scenografowie Obcego wypożyczyli rzutnik po znajomości (i dość łatwo, bo właściciel Holoco Ltd. pragnął ich wykorzystania w produkcji pełnoformatowej), i sprzedali Scottowi pomysł na membranę nad jajami.

Magazyn, rzutnik lasera, i kamera. I chyba Kane?

To i tak była tańsza wersja "błony", którą Broussard/Kane miał przebić na ridleyogramach. Trochę taka termoklina.

Magazyn filmowano na samym końcu zdjęć (właściwie niecałe dwa tygodnie przed, na początku października), tuż po Wielkiej Czystce Budżetowej, w pośpiechu i kiepskich nastrojach.


Jak na ironię, największym problemem ciemnego, ciemnego wraku było... oświetlenie. Dla wymarzonego przez Scotta efektu wizualnego używano lamp kwarcowych, które podgrzewały halę w i tak upalne lato do stopnia, w którym "pot zalewał oczy i umierało się z pragnienia". A to tylko ekipa - Cartwright, Hurt i Skerritt nosili autentycznie ciężkie skafandry, z ochraniaczy hokejowych i futbolowych, w których robiło się nawet czterdzieści stopni. Były też autentycznie szczelne, do stopnia, że gdy urządzenie imitujące parę w egzemplarzu Skerritta wpuściło mu do hełmu dwutlenek węgla, obecność butli tlenowych stała się normą. Hurtowi trzeba było cały czas podawać tlen podczas taszczenia go po scenie z twarzołapem. 

I te buty księżycowe. Założyli nam też pomalowane rękawice hokejowe, które się nie zginały. Czuliśmy się jak w ochraniaczach do futbolu i mieliśmy na sobie jakieś dwadzieścia kilogramów. Poruszanie się wymagało ogromnej energii. Pociliśmy się jak świnie. Oddychanie przychodziło nam z trudem. Zapomnieli zrobić nam otwory na powietrze. Nagle pomyślałam: "Nie jest mi aż tak gorąco". Zaczęłam machać rękami... i Tom złapał mnie, kiedy zemdlałam na szczycie siedmiometrowego statku.
 - Cartwright

Scott pozostawał głuchy na błagania, choć "nie winił aktorów, bo to nie on musiał w tym chodzić". Sytuacji nie ułatwiały zmiany trasy przemarszu przez pustkowie, mimo przytwierdzenia skał do podłogi, dmuchawy miotające sztucznym żużlem i olejowy dym. Nie przeszkodziło mu to nawet w kandydowania do nagrody Ojca Roku, gdy wysłał swoich dwóch synów, i dziecko innego filmowca, w mniejszych skafandrach, do scen ze złudzeniem gabarytów.

Dzieci chodziły w skafandrach, widać było tylko ich zmęczone, czerwone buzie. Było tak gorąco, że biedne dzieciaki omdlewały. Przygnębiający widok.
- Cobb

Dopiero instynkt ojcowski nakłonił Scotta do modyfikacji wszystkich skafandrów. Ciekawe, co na to pani Scott.

__________________
źródła:
Jak powstał Obcy, J.W. Rinzler, wydanie I, 2021, wyd. Vesper
Strange Shapes: The Derelict/Pyramid/Silo
Alien Explorations: Alien: The Derelict

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirt...