Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ByTheWay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ByTheWay. Pokaż wszystkie posty

16 sierpnia 2025

Oceniam postery "Pogromcy Zabójców"

Istnieje jakaś moda na postery postaciowe, i te się w sumie wliczają - są maini segmentów, są ich Predatorowi oponenci (rozpoznawalni)... Oraz wyżyny kreatywności, które nie funkcjonowały w tym uniwersum od malunków na skórze dla Preya.

bloody-disgusting.com

Segment pierwszy - "Tarcza". Trochę zmarnowany potencjał - widzę inspirację płaskorzeźbami w drewnie, jednak tekstura bardzo przypomina drukarkę 3D. Jest też zbyt realistyczne, na mój gust. Najlepszym wyjściem byłoby zawzorowanie się na faktycznych zabytkach, albo chociaż sięgnięcie po style zdobiennicze - do epoki pasowałby Oseberg (może nieco skomplikowany wizualnie) albo figuratywki. Miejsce: 3.

reddit.com

Segment drugi - "Miecz". Ewidentnie jest to byōbu (屏風), parawan - podobny, jak występujące na ekranie kabeshiro (壁代), stosowane w sanktuariach. Nieco zdezaktualizowane, jako że monochromy były popularne głównie w okresie Muromachi - na początku Edo, kiedy jest akcja segmentu, uznawane byłyby raczej za "biedne", bo wymyślono już barwność i złocenia. Plus za stylizowanie Predatora (czy tylko mnie wydaje się jakiś... karłowaty?). Miejsce: 2.

impawards.com

Segment trzeci, "Pocisk". Klasyczna drugowojenna propagandówka. Zdecentralizowany w stosunku do innych wersji tytuł trochę na minus, komizm sytuacyjny na plus (bawią mnie parodie Wujka Sama, mam w domu wersję z Darthem Vaderem). Gramatykę angielskiego litościwie przemilczę. Predator przypomina mi trochę ten obraz Jakuba Różalskiego. Miejsce: 1.

31 maja 2025

Wnioski z "To"

Zostawmy kwestie, czy ekranizacje z 1990 i 2017-2019 były udane czy nie - budżety i możliwości techniczne mieli, jakie mieli. Odpowiadając, czemu To Kinga wymaga specjalnego traktowania - jest w cholerę długie. Banał.


Dlaczego trudne do ekranizacji?

🤡 Przede wszystkim tam jest wszystko - flashbacki, teraźniejszość, flashbacki flashbacków, wycinki gazetowe (kinda jak w Carrie), programy historyczne/przyrodnicze/oba naraz; w pewnym momencie następuje dłuższy kawałek o geologii i historii białego osadnictwa, zakończony wnioskiem, że dany kawałek ulicy nie zapewniał możliwości obrony przed stadkiem troglodytów. Możliwy konflikt priorytetyzowania względem istotności dla fabuły a zadowolenia fanów (wiem, że sporo osób interesowała śmierć Eddiego Corcorana).

🤡 Poziomy flashbacków zasługują na specjalny graf - główną linią jest "dorosłość", która dzieli się na flashbacki "dzieciństwo" i "książkę Mike'a", a oba mają jeszcze własne odgałęzienia - w tym sceny z przeszłymi tragediami. W dodatku "dzieciństwo" jest podane dość niechronologicznie - wiadomo, gdzie jest koniec (tam, gdzie koniec książki, DUH), mniej więcej wiadomo z początkiem (teoretycznie początek książki, ale we wspominkach pojawiają się jeszcze wcześniejsze daty od śmierci George'a), a pomiędzy sieczka (są części, gdzie lipiec występuje przed sierpniem, ale again - flashbacki).

🤡 Młyn powyżej jest spowodowany dopasowaniem flashbacków do przeżywających teże - czyli nie tylko głównej siódemki (od pewnego momentu szóstki), ale i Henry'ego Bowersa, Audry, męża Beverly... Co nie brzmi na duży kłopot, ale na papierze - na ekranie pokazanie związków pomiędzy scenami musiałoby zająć trochę ekwilibrystyki.

🤡 Sami-Wiecie-Która-Scena (A-Jeśli-Nie-Toście-Szczęściarze). I to nie tylko ona, ale i parę innych. Kwestia dzieci i seksualności istnieje, ale jeśli targetem książki/filmu są Amerykanie i ludzie z XX i XXI wieków, lepiej udawać, że nie ma tematu.


Co wypadałoby zrobić (w 2044???)

🎈 Iść z trendem filmów '17-'19 i umieścić akcję "współcześnie" w roku premiery, a "przeszło" 27 lat wcześniej (czyli w 2017 i 2044, jeśli producencka góra utrzymałaby prawidłowość) - książkowe plany 1958 i 1985 byłyby za drogą imprezą, jeśli chciałoby się zgrać to z dobrymi efektami; powiem tak - reżyser musiałby mieć renomę Spielberga albo Nolana, żeby zdobyć takie finansowanie. Mogą pojawić się za to problemy ze zblazowaniem dzieci i komórkami, albo przeciwnie - dałoby to pole dla nowych pomysłów Tego. Wszystko byłoby zależne od tego, czy chcianoby zadowolić fanów Kinga, czy ówczesną widownię składającą się głównie z ludzi, którzy nie będą wiedzieć, co to lata 50..

🎈 Serial limitowany - przy tak pokaźnym materiale 3 godziny 12 minut i 5 godzin 4 minuty spaliły jako niedosyt; 8-10 odcinków byłoby w sam raz (najmniej 6 godzin, najwięcej 10), na co zezwala format książki, podzielonej na części i interludia. Ta sama formuła sprawdzała się już przy innych Kingach. [Kiedy to piszę, serial Welcome to Derry jeszcze nie miał premiery - planują ją coś na 2026?]

🎈 Nie zapominać o roli Mike'a Hanlona! IMHO był jedną z najciekawszych postaci, a oddawanie jego roli kompendium tragedii Derry w filmie z 2017 gościowi, który i tak już miał hobby, to blisko strzału w stopę.

🎈 Pozostanie przy braku seksu to dobra droga - Sami-Wiecie-Którą-Scenę łatwo wyciąć, bo nie tworzy za szczególnie ciągu przyczynowo-skutkowego z poprzednią, następną ani flashbackiem, wprowadzenie do śmierci Hockstettera będzie wymagało edycji; reszta to kawałki strumieni świadomości, więc siłą rzeczy się je pomija.

🎈 Dobrym pomysłem byłoby zaangażowanie podobnych aktorów do ról dorosłego Henry'ego Bowersa i Toma Rogana - rozdział 22 (Rytuał Chüd) zaznacza, że bardzo się przypominali. To by nawet pasowało do postawionej parę rozdziałów wcześniej teorii, że Derry ścigało Przegrywów przez całe życie.

09 grudnia 2024

Młodzieżówkowe bingo

Zalecane zastosowanie przy książkach i serialach (oryginalnych, nie opartych na książkach) targetujących młodszą młodzież (klasy 5-8), czasem i starszą, przekwalifikowując się na YA. Budowana na bazie twórczości Riordana i jego polecajek, więc najlepiej się sprawdza przy fantastyce.

Nie uwzględniam: narracji pierwszoosobowej, obecności romansu per se, protagonisty jako misfita wśród rówieśników, porad o byciu silnym i innych morałów, nastolatków nierzucających mięsem, buntu na domowym pokładzie, motywacji z nicości ani poszukiwań McGuffinów (żywych i nieożywionych) - albowiem to albo rzeczy typowe dla gatunku, albo po prostu styl autora.

De Czołzen Łan - podmiot przepowiedni, zaburza ład tym, że oddycha, tylko on(a) może uratować ludzkość, szczeniaczki i demokrację.

Tajna Organizacja z Supermocami - najlepiej stojąca na straży magicznego (czasem kosmicznego) ładu. Stosowane też do eksperymentów genetycznych. Protagonist(k)a do nich należy lub ma należeć.

Sierotka Tragiczna - jedno lub oboje rodziców nie żyją, najlepiej z przyczyn nienaturalnych.

Snołflejkowa Supermoc - taka, co jej nie ma w rejestrach/jest, ale rzadka jak śnieg w Egipcie/jest celem organizacji (dowolnej)/clou fabuły.

Bezczelna Samica Naczelna - kiedy sarkazm protagonistki zahacza o pyskatość, a melodią jej życia jest "Bo mi się należy!". Dotyczy także protagonistów, love interestów i drugich najczęściej występujących postaci.

Hybryda Człeko-Fantastyczna - jeden rodzic ludzki, drugi z mitu (albo innej planety). Nie dotyczy, jeśli oboje rodziców nie było standardowo rozumianymi ludźmi (w tym magic userami; potomek człowieka i magic usera nadal się liczy).

A Potem Była Wielka Bitwa - strona protagonisty(-ki) musi liczyć innych uczestników poza rzeczonym(-ą) protagonist(k)ą. Antagonista może już samodzielnie. Nie dotyczy, jeśli fabuła traktuje o działaniach wojennych.

Dyskusja Lekiem Na Całe Zło - akcja wre, zegar tyka, sytuacja absolutnie nie sprzyja siadnięciu i gawędzeniu? Siadnijmy i gawędźmy! Im dalej ad rem, tym lepiej.

Straszne Wydarzenie w Wieku Maina (Gdzie Zostaje (pół)Sierotą) - głównie konflikty mniej lub bardziej zbrojne, takie, co to skończyły się wkrótce po rzeczonej stracie, i aktualnie są już tylko anegdotą ku ostrzeżeniu. Generalnie wszystko, w czym zginęło dużo osób, i miało wpływ na fantastyczne społeczeństwo.

Moce z Zupki Błyskawicznej - uzyskane bez treningu/przez połączenie z poprzednim wcieleniem/macanie magicznych obiektów. Opanowane na pstryk.

Trójkąt Miłosny Bez Ściany - panna ma dwóch adoratorów (wersji kawalera z adoratorkami jeszcze nie spotkałam; zwykle kawaler zrywa dla innej), co to tłuką się o nią jak w sezonie godowym. Taka figura to technicznie kąt, bo trójkąt wymaga biseksualności u uczestników tej samej płci. Dotyczy także trójkątów jednopłciowych, jeśli tylko jeden uczestnik(-czka) ma dwójkę love interests.

Śpiączka Bezobjawowa - zwana też Śpiączką Opkową, klisza dramatyczna, ignoruje problemy z układem pokarmowym, nerkami i odleżynami po utracie przytomności dłuższej niż 12 godzin. Trwa kilka dni.

Ju! Es! Ej! - liczy się jako setting (jakość litościwie przemilczmy). Brak pola za Amerykańców za granicą. Zagraniczniacy w Ameryce jak najbardziej. Kanadę zostawcie w spokoju.

Mędrzec z Siódmej Klasy - siły zła/mityczne stworzenia/bóstwa/krynice mądrości, choćby nie wiadomo jak starożytne i doświadczone życiowo, na tym samym poziomie mentalnym i emocjonalnym co protagonist(k)a. Dają się wciągać w pyskówki, mają tendencje do wielkich przemów.

To Tylko Draśnięcie - urazy fizyczne odczuwane tylko dla efektu dramatycznego, magicznie znikające, gdy sytuacja tego wymaga. Dotyczy też skutków psychologicznych, typu występujący wybiórczo wstrząs po zabójstwie.

Potrzebuję Wakacji od Tych Wakacji - akcja w dni świąteczne, ferie i wakacje. Nie dotyczy weekendów.

Miłość Wymaga Kopniaka - ckliwe teksty/wyjawianie sobie uczuć w krytycznym momencie. Patronem tego zjawiska jest "pocałunek wśród kul" z filmu Miasto 44.

Kto Się Nie Znosi, Ten Się Lubi - "enemies to lovers", które napędza ku "lovers" tylko jedna strona/rozwinęło się błyskiem. Nie dotyczy, jeśli autor(ka) umie prowadzić ten wątek, lub "enemies" stali się dopiero w którymś momencie znajomości (a zaczęli neutralnie lub przyjaźnie).

"Wspólny" W Każdej Czasoprzestrzeni - wielowiekowe istoty z innych kultur szprechają w zrozumiałym dla protagonisty(-ki) języku, zamiast w jakimś wymarłym.

Ostrzeżenia Są Dla Nudziarzy - ignorowanie przestróg rodziców/osób doświadczonych/zdrowego rozsądku skutkujące punktem zapalnym fabuły.

Nówka na Dzielni - przeprowadzka, najlepiej podczas roku szkolnego.

Siemanko, Inne Dzieciaki! - "umłodzieżawianie" języka na siłę, często slangiem niedopasowanym do czasów.

Tęczowy Wiatr Odnowy - LGBT na planie dowolnym. Wątek uwzględniony, bo stał się "typową składową" dopiero niedawno.

Słabość Jest Ich Siłą - protagonist(k)a ma w otoczeniu ciamajdę, coby uwrażliwiać czytelników na prawa ciamajd.

Wzrost Fotosyntetyczny -  zbyt rzadkie lub biedne posiłki w stosunku do wysiłku fizycznego; wymienione, bo nastolatki powinny jednak sporo jeść, zwłaszcza chłopcy. Nie dotyczy, jeśli to dieta lub dystopia z marnymi racjami żywnościowymi.

26 lipca 2024

"Fantologia" - co jest o czym

Ze względu na współudział recenzji nie zrobię. W zamian zdanie-dwa o każdej historii:


1. Serce Pustyni - Alicja Paterek
Alternatywna historia z Teoretycznie Możliwej Katastrofy, gdyby na pustyni w 2100 coś przeszkodziło w dotarciu do Milo.

2. Odnaleźć Nikę Pawłowną - Sebastian Tauer
Podróż koleją w alternatywnej rzeczywistości na oko radzieckiej bolszewickiej.

3. Nibykot - Katarzyna Wilczyńska
Miesiąc po Innym Jutrze Felixa, Neta i Nikę śledzą koty.

4. Dziobacza przysługa - Lidia Wojciechowska
Latem po Zero Szans (?) (względnie w alternatywnej rzeczywistości w miejsce Sekretu Czerwonej Hańczy) w odwiedziny przybywa powinowata rodzina Neta, i Net zamienia się z nie-kuzynem na jeden dzień.

5. Kamienica rosła przy ulicy Bocznej - Karolina Zdunek
W Warszawie losowo pojawiają się kamienice, wzbudzając zainteresowanie mediów i zarządu budowlanego. Trochę weird fiction.

6. Jaskrawoczerwone - Konrad Domagała
Krótko po Innym Jutrze ekipa dostaje wgląd w świat, w którym frisbee nie wylądowało między wtyczką a gniazdkiem.

7. Déjà vu - Mateusz Kaczyński
Klasa głównych bohaterów organizuje galę jubileuszową dyrektora (alternatywna rzeczywistość w czasie Sekretu Czerwonej Hańczy lub rok później).

8. Przesadne hipopotamienie - Krzysztof Kietzman
Kiedy SI od generowania ilustracji jest rozumne jak Manfred. Sroga abstrakcja, przyda się kojarzenie nazwisk.

9. Piętnasta Rocznica - Miłosz Konarski
Wypad na piętnastolecie znajomości (w rzeczywistości cudownie niedotkniętego coroną 2020) kończy się zleceniem PR-owym od krasnoludów.

10. Noc ropuchy - Aleksandra Kosowska (czyli ja)
Między (nie)Bezpiecznym Dorastaniem a Końcem Świata, Jaki Znamy ekipa wraz z Laurą podpatrują wykopaliska archeologiczne nawiedzane przez dziwne zbiegi okoliczności [na oko. Nie umiem opisywać własnych prac].

11. B0.06 - Justyna Łuć
Notatki terapeutki z IBN krótko po Świecie Zero.

12. Zagubiona - Patrycja Łukaszyk
Rekonwalescencja amnezji nietypowymi metodami. 

13. (Nie)spełnione marzenia - Aleksandra Łukowska
Zakręcony Piątek w klasie 2a.

14. Miasto - Natalia Maleszewska
Jak poznali się babcia Lusia z dziadkiem Leonem, oraz jeden z pierwszych dni Powstania Warszawskiego.

15. 1997 - Anastazja Nocoń
Przeszłość mamy Niki, w tym co się stało na Książu.

16. Felix, Net i Nika oraz Siekierezada - Michał Tadeusz Noworyta
Alternatywny świat rządzony przez morderczą księżniczkę.

17. Klucz do szczęścia - Kalina Pawełczak
Jak Aurelia radzi sobie z żałobą po śmierci babci.

18. Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego - Bartłomiej Przybylski
Klasowa wycieczka, szczegóły w tytule.

19. Mazurska maskarada - Robert Solski
Polowanie na stuletnie (właściwie 80-letnie) itemy prowadzi do awangardowych odkryć.

20. Numer seryjny LP20 - Bogna Szymankiewicz
Trochę ciężko powiedzieć, ale jest powiązane z Trzecią Kuzynką i fabryką.

21. Qsmos - Rafał Kosik
Ekipa zapisuje się na symulację marsjańskiego habitatu. 

10 sierpnia 2023

Seeing orange, czyli ślepota kolorów osiąga nowy poziom

Wzrok Predatorów jest drugą najbardziej frapującą w nich rzeczą, zaraz po wysokiej śmiertelności, która każe wykluczać filmy z ich udziałem ze slasherów (chyba, że pociągnąć je pod Krzyk). Wszędzie w kosmosie zasady fizyki są takie same - czyli termolokacja działa tak samo. 

(Chyba, że już na starcie masz wpisane w egzystencję, żeby dać Arniemu fory w sytuacji, w której NPC przetrwałby kilka sekund.)

Prequel poszedł o krok dalej... w dziwnym kierunku. Nie wiem nawet, czy to kierunek dopuszczalny w trzech wymiarach. Nowatorskie, jak również rodzące pytania do kogoś, kto zna się na botanice. Ja się na ten przykład nie znam, za to mam babcię znającą się na ziołolecznictwie. Co ma się do sytuacji jak optyka do astrofizyki, ale przydałoby się wyjaśnić, na jakiej zasadzie właściwie opiera się roślina z Prey.

Najwyraźniejsza stopklatka, jaką się dało. Liście niżej, musiałam szukać osobno

Wizualnie kwiatek przypomina nagietka (Calendula), i na pewno został przez niego "zagrany". Nagietki rzeczywiście działają przeciwzapalnie i przeciwinfekcyjnie, zwłaszcza na grzyby, podawać go można jako napar do okładów i przemyć, a doustnie na problemy z jelitami. Moja babcia robi z niego maść na otarcia i skaleczenia. 

C. officinalis, zdjęcie z lipca 2023

Jest tylko jeden problem - to roślina eurazjatycka. I to bardziej euro. Więc albo koloniści przywlekli ją tak w XVII wieku i Komancze nauczyli się ją wykorzystywać w raptem kilka pokoleń, albo...

Astrowate (Asteraceae) to na tyle stara i rozległa rodzina, że przedostała się i przez Beringię. To, co można spotkać w Ameryce, nazywa się aksamitka (Tagetes) i niektóre odmiany mają płatki podobne do tych nagietkowych, więc mamy zwycięzcę! Pomarańczowa totsiyaa to aksamitka! Działanie lekarskie podobne, skupione głównie na chorobach oczu, układu trawiennego, oddechowego, profilaktyce nasercowej i przeciwpasożytniczo. Kwitnie wrześniem, czyli wtedy, co akcja filmu. Ma też bardzo ciekawe wykorzystanie w celebracjach Día de Muertos jako cempasúchil, co jest wprawdzie częścią kultury meksykańskiej, ale to film o zgonach, czyli hej, zauważyliście, że pannę utrzymała przy życiu roślina służąca do nakierowywania duchów? [Koleś, na którym przypadkowo przetestowała maskowanie ciepłoty, nie miał tyle szczęścia, a z drugiej strony niedoszły obiad pumy na pięćdziesiąt procent nie kipnął, więc dwa do jednego].

T. erectazdjęcie z lipca 2023 (klimat wariuje, to i rośliny kwitną poza sezonem)

Obniżenia temperatury zewnętrznej zażywających - w różnych stanach zdrowotnych, do temperatury bliższej otoczeniu - nie skomentuję, jako że nie jestem lekarzem. Zastanawia mnie tylko ogólnie dobra forma protagonistki pomimo wprowadzenia się w ten stan. Musiała się szybko przyzwyczajać do zimna. Albo technologia optyczna Predatorów nie jest zbyt subtelna.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że odpowiedź na najskuteczniejszy kamuflaż przeciwtermiczny cały czas mamy pod nosem, zawsze (crossoverów nie wliczam, to było dno).

02 kwietnia 2023

"Amazonia", James Rollins (ale głównie narzekanie na niego)

James Rollins ma problem.

Od lat jego warsztat jakoś nie chce wyjść poza schemat "ooo, jaki ładny, bezcenny zabytek/cud natury/dziedzictwo narodowe/whatever. Roz*ebmy to!".

Nie będę pastwiła się nad jego wikipedystycznymi opisami, spowalniaczami akcji wciskanymi z dupy, dialogami godnymi Listów do M tysiąc pięćset sto dziewięćset, ani nawet zero-jedynkowymi postaciami. Może to tylko efekt żenującego tłumaczenia, nie chcę mi się jakoś sprawdzać. Więc o co się ciskam?

O filmowość. Amerykańskofilmowość.

"Amazonia" to nie jest akcyjniak z elementami nauki, nie dajcie się zwieść. To akcyjniak z elementami nauki jako wymówką do akcyjniaka. Bo choć otoczka kulturowo-technologiczno-biologiczna opisana jest pięknie (no dobra, wymyślona, ale nie uprzedzajmy faktów), jest niczym innym jak wymówką do czasem widowiskowych morderstw. Nieprawdaż, że brzmi jak kolejna wypluwka Holiłudu, jak Putin udający żywego człowieka, jak świat filmowy udający tolerancyjne i inkluzywne społeczeństwo? Niby wszystkie elementy są na miejscu, niby widać efekt zamierzony, ale gdy tylko przesunie się parę kroków, nagle się wszystko rozjeżdża.

Nie twierdzę, że Rollins jest fatalnym pisarzem, po prostu brak mu duszy. Tego czegoś, dzięki czemu poczuliśmy, że przeżyliśmy coś fascynującego, i mogącego istnieć naprawdę. Bez czego Rollins ląduje na smutnej półeczce "świetny pomysł, ale nie". A tak to po prostu kolejny popkorniak, do przeczytania na raty. No ładne, były wybuchy, byli jajogłowi, nawet z sensem gadali, next!

Nie pomaga nawet czynnik Aliens (który, jak sądzę, stał się sobą, bo film Camerona jako pierwszy użył tej fabuły i zyskał sławę), zapewne przez zmarginalizowanie go do upartego przekonania, że wyszkoleni, odznaczający się nadprzeciętną formą komandosi - nie jakieś tam poborowe trepy, elita, panocku! - mają o wiele mniejsze szanse przeżycia niż banda mieszczuchów, których jedyne zetknięcie z "sytuacją zagrożenia życia poza cywilizacją" było wezwanie helikoptera ratowniczego do upadku ze skały, względnie niepomylenie kroków przy opatrywaniu ukąszenia grzechotnika (to Ameryka). Co robi się tym bardziej kuriozalne, gdy już się obczai czyhające w bezludziu niebezpieczeństwa:

Dziesięciu rangersów
Biegnie raźno poprzez chaszcze,
Jeden dał nura
W kajmana głodną paszczę.
 
Dziewięciu rangersów
Zatrzymało się na popas,
Jednego nieboraka
Capnęła wiedźma zła.
 
Ósemce rangerów
Ognisko powoli gaśnie,
Dowództwo wsparcie wysłało
I już jest im raźniej.
 
I znów dziesiątce rangersów
Zebrało się na zwiedzanie,
Gdy, wtem!, o rety!
Na ląd wychodzą piranie!
 
Ośmioro rangersów
Ucieka przed szarańczą,
Jeden został w tyle,
Robale chcąc wykańczać.
 
Siedmioro rangersów
Spływ rzeką urządziło,
A tu, niczym zła karma,
Kajmany powróciły.
 
Czwórka smętnych rangersów
Wspina się na skały,
Połowę z nich pożarły
Krwiożercze jaguary.
 
Już tylko dwójka rangersów
Na wroga łypie hardo,
Czemu do końca dotrwali –
Tego nie wie nawet autor.

Nie zaspoileruję, wspominając, że po dotarciu do czegoś istotnego przyrodniczo, wysadzili to ze spektakularnymi fajerwerkami, kilkoma rdzennymi mieszkańcami, i całą gamą cholernie rzadkich i/lub zagrożonych gatunków.

31 października 2022

Prometeusz w górach szaleństwa

Dziwiło mnie kiedyś, że jak na taką estymę, Lovecrafta jakoś dziwnie rzadko ekranizują. A potem go poczytałam i wszystko stało się jasne - ciutnie Lem, w sensie większego zainteresowania tłem i przekazem, zamiast akcją. Co zauważył Del Toro, przez co jego scenariusz do W górach szaleństwa  napuchł scenami, których w materiale źródłowym nie było (jedyną sytuacją wymagającą większego wysiłku od postaci było polezienie za białymi pingwinami i z powrotem), co jednak nie uratowało projektu przed zawieszeniem do Świętego Dygdy - pierwszym powodem był brak happy endu i romansu (oraz niechęć Del Toro do wciśnięcia na protagonistę Toma Kruza - nie dziwota, gościa trudno sobie wyobrazić jako naukowca, ja bym tu lepiej widziała Jamesa McAvoya). Drugim powodem...

Prometeusz nie jest tu z przypadku - poza oczywistym kopiuj-wklej z AvP i pewnymi niepokojącymi zbieżnościami z Astronautami (to nie pierwszyzna, vide - Alien i Niezwyciężony) trudno w nim przegapić pewne, hm, ADAPTACJE z Gór wzięte. Co technicznie jest raczej dopuszczalne, biorąc pod uwagę ograniczoność motywów i połączeń, ale Lovecraft zrobił to lepiej.

1. Natura nie lubi bystrych. Dziwną popularnością w horrorach s-f cieszy się wykopanie grupki gości z doktoratami i wyżej na totalne i nieprzyjazne zadupie - w filmie na planetoidę na drugim końcu kosmosu, w opowiadaniu na lodówkę Ziemi - bo ciekawości się nudzi i musi zabić kilka kotów. Jeszcze raz - H.P. zrobił to lepiej, goście z Nowej Anglii ogarniają BHP bardziej od korposzczurów sto pięćdziesiąt lat później.

2. Pokaż kotku, co masz w środku. Nic tak nie obrazuje ducha nauki jak szoarma z prastarego kosmicznego truposza. W Przedwiecznego przynajmniej nie wpuszczali prądu, żeby zobaczyć, jak śmiesznie kiwa mackami.

3. Gdy wieje dziki wiatr. Czy to największy płaskowyż Ziemi, czy lewitująca skała na drugim końcu kosmosu - wszędzie te urywające łeb wichry.

4. Plan zagospodarowania powierzchni pionowych. Wielkie rasy z cywilizacjami uwielbiają bazgrać po ścianach - ludzie to chyba odziedziczyli. Szkoda, że nie zgłębiono tego aspektu u Inżynierów, bo tak to wygląda, jakby ograniczyli się do jednego małego reliefu, i wypadają blado na tle całego skronikowanego miasta Przedwiecznych.

5. To żyje! To żyje! Przedwieczni okazują się ogarniać hibernację, acz nieco siermiężną w porównaniu do Albinosów z Kosmosu*. Niespodzianka, madafakas!

6. Wywalmy na plażę kanapkę, co się może stać? Okazaliśmy się dziełem przypadku z genetycznej zupy (nie, żeby mnie to zaskoczyło). Nie pójdę o zakład, że Inżynierowie to planowali, nic w filmie tego nie sugerowało (o ileż interpretacja byłaby prostsza, gdyby trzymali się scenariusza Spaihtsa).

7. I na koniec został... a nie, jednak nie żyje. Pobudka ze świadomością, że epoki temu wybiło wam ziomów, a wy jesteście ostatnią okazją, by ujrzeć, to słaba wizja. Zwłaszcza, jak okazja szybko się kończy, bo żmija na piersi wychowana robi comeback.

Jeszcze z tym wrócę.


* Czemu to brzmi jak Who Goes There??

26 kwietnia 2021

Obcy vs Niezwyciężony

[EDIT 9.08.21] Aktualizacja. Dla ułatwienia poprawki będą na żółto.

Czy Dan O'Bannon zgapił Aliena od Lema? (Rany, to brzmi jak nagłówek z brukowca.)

Angielskie tłumaczenie (z niemieckiego) Niezwyciężonego wydano w 1973, a scenariusz Aliena powstał gdzieś w '76. Co prawda na żadnej stronie choć trochę zahaczającej o ten film nie było takiej wzmianki, ale jak kto czytał, to łatwo zauważy, że początki są niemal bliźniacze.

1. Pobudka. Wielki kosmiczny pojazd płynie majestatycznie poprzez ciemny przestwór próżni, wewnątrz jego trzewi komputer pokładowy budzi załogę z hibernacji - brzmi znajomo? Różnica tylko taka, że "polski" autopilot celował daleko od domu, no i sygnału nieznanego pochodzenia nie było.

2. Jest tu ktoś? Po lądowaniu na kosmicznej piaskownicy w teren wyrusza ekipa szukająca statku kosmicznego - u Lema wiedzą, co znajdą, bo po to właśnie przybyli, a u O’Bannona to marsz na ślepo. Dosłownie i w przenośni - widoczność na Acheronie jaka była, każdy widział, czy może raczej nie widział. 

3. Puszka Pandory. Statek kosmiczny - w książce to była ludzka jednostka "Kondor", "bliźniak "Niezwyciężonego"", która zaginęła w rejonie z nieokreślonych (początkowo) powodów, a w filmie koromysło niejasnego pochodzenia (bądź przeklęty, Ridleyu Scott, za Prometeusza!) - skrywający mocno przeterminowane trupy i wrogą formę istnienia. 

4. Nikogo nie ma w domu. Tego podobieństwa w filmie nie znajdziecie, bo usunięto je z powodów budżetowych. Początkowo bowiem komora z jajami miała być skitrana w para-piramidzie, której design sugerowałby, że wybudowała go inna kultura niż ta od wraku. Finalnie jednak skończyło się na... magazynie (bo na ładownię to-to zdecydowanie za głębokie było)?, na którym miałby rozbić się/wylądować statek.

5. Eksterminaaacja! Roboty bzikują, w innych okolicznościach, ale z podobnym skutkiem - dezaktywacją ze względów bezpieczeństwa załogi.

I to by było na tyle. Ale gdyby Ripley i spółka nie mieli obowiązków, albo ludzie Horpacha postanowili skończyć dochodzenie wcześniej, to byłoby tego więcej.

Jak tylko to zobaczyłam, skojarzyło mi się z "Kondorem"
(concept art do Aliena by Ron Cobb)

Tak w sprawie Lema, to przypomniała mi się anegdota: amerykański pisarz SF Philip K. Dick (o którym może kiedyś coś wspomnę) był święcie przekonany, że ktoś taki jak Stanisław Lem zwyczajnie nie istnieje, nie jest pisarzem, i nie pochodzi z Bloku Wschodniego, a tak poza tym to przykrywka jakiejś komunistycznej grupy. Dowodami na to miały być niesłowiańskie nazwisko, które na pewno było akronimem, oraz różne style pisarskie. W liście z 1974 próbował nawet przekonać do tej wersji FBI. Do dziś nie wiadomo, czy to wpływ romansu z prochami, czy jednak problemów egzystencjalnych (podejrzewa się załamanie nerwowe lub schizofrenię). Żeby było śmieszniej, Lem uważał Dicka za jednego z najlepszych współczesnych mu pisarzy.

__________
źródło ilustracji: alien.fandom.com/pl

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirt...