[Żeby było śmiesznie, premiera 39 lat temu też była w piątek.]
Praca nad "ryżym pasierbem" oznaczała zajeżdżanie się jak koń na westernie, takim kręconym przez Kubricka: tylko sześć tygodni na zameldowanie się na planie, bo wstrzymywanie zdjęć nie wchodziło w grę, poza tym już i tak stopowali miesiąc, a szef SWS traktował sprawę osobiście, bo to w zasadzie przysługa.
Masajsko-Cameronowski miszmasz później pozostało tylko znaleźć jelenia kogoś, kto zgodzi się kisić średnio kilkanaście godzin dziennie w piance, przy ponadtrzydziestostopniowych upałach - oczywiście po tym, jak przetrzyma chrzest bojowy w formie odlewniczej. Stanęło na Kevinie Petrze Hallu, który był po prostu idealny - nie dość, że znacznie górował nad dobranymi mu na oponentów eks-rugbystami, weteranami i kulturystami (poza Shanem Blackiem. On dostał rolę, bo producent chciał mieć go na oku w trakcie tworzenie scenariusza do Zabójczej Broni), to w zasadzie był bardziej aktorem niż kaskaderem i miał już doświadczenie w graniu w kostiumie, dość podobnej roli (Ostrzeżenie / Without Warning [płaczę], taki horror z dolnej półki, za to z przyszłym Horejszjo Kejnem). I sasquatcha imieniem Harry.
![]() |
| Hall w formie odlewniczej (pre-formie?) |
Nad kostiumem pracowało w porywach do siedmiu osób - a głównie Steve Wang i Matt Ross (i chyba mniej aktywnie Shannon Shea?), kiedy resztę wykruszył Dyniogłowy, bo Stan Winston złapał fuchę reżyserską. Wangowi dostało się najgorzej, bo ciało (i zasymilowana z tymże zbroja) - a kiedy nie pomagali mu Alec Gillis, Shane Mahan i Shea (dwaj pierwsi przed zmianą filmu), miał na głowie jeszcze malowanie. Dosłowną głowę dostał Ross, stopy John Rosengrant a karwaszo-bransoleto-cosie Tom Woodruff, Jr.. W ten sposób starczyło im czasu tylko na dwa kostiumy i trzy głowy.
Przynajmniej mieli o tyle mniej pod górkę niż Boss Film Studio, że najbardziej skomplikowany był łeb, a reszta jak najbardziej człekokształtna. Jak to ujął Stan Winston: "Człowiek w kostiumie działa tak długo, jak pamiętasz o humanoidalności postaci jako o jej sednie.".
![]() |
| Wang z aerografem |
![]() |
| Tu też |
Zastanawiając się, co mogło się skićkać w animatronice, obstawiacie pewnie żwaczki - i macie rację.
To były trzystawowe żwaczki, więc koniuszki się ruszały, i odginały się, ale dolne człony nie rozwierały się. Musiałem użyć siłowników liniowych, co jest najgorszym mechanicznym osiągnięciem na świecie, generalnie ciągną od centrum zamiast rozwierać jak bramę.- Richard Landon, konstruktor mechanik (?)
![]() |
| Jedyne zdjęcie mechanizmu, jakie znalazłam. Ugór |
Ostatecznie sterujący dolnymi żwaczkami serwomotor Tonegawa-Seiko SSPS-102 wylądował na plecach, koło apteczki, ratując tym straszącą modelarzy szczerbę powstałą po wyschnięciu grubej warstwy gumy.
Powiedziałem: okej, tam będzie mój serwomotor. I tak wielki mechanizm wylądował gościowi na plecach. Wtedy ktoś, nie wiem kto, ubrał go w te wszystkie kości, pancerze, pióra i resztę, a ktoś inny wziął pęk kręgów i umieścił na tym wszystkim.- Landon
Rypnęła też jedna z brwi (mechanizm to to w garbie na ciemieniu).
Jedna strona działała bez zarzutu. Druga wystawała. Nie działała poprawnie. Spędziliśmy godzinę na telefonie z Davem [Nelsonem] opisującym nam, jak przeprowadzić i przewiercić dziurę z boku śruby, żebym mógł przepchnąć tę śrubę przez gwintowaną część "unoszącego się fistaszka" [ksywa mechanizmu od brwi - przyp. aut.]. I nie mam pojęcia, ile wyniósł Stana [Winstona] rachunek za telefon.- Landon
![]() |
| Montowanie zmechanizowanej maski, bo ugór |
Ostatnie szlify - bo zmiany na półmetku to tradycja w branży - oznaczały: pozbycie się przedłużanych palców po Gillmanie z The Monster Squad i rzeźbienie nowych dłoni, zamaskowanie nieudanego eksperymentu z optycznym przedłużeniem nóg szmatą, i wreszcie maska (ta in-universe).
Pierwsza wersja była spoko - ładna, groźna i jednak funkcjonalna. Zdania nie podzielał organ decydujący (czyli producent), uznawszy - słusznie - że drugą po "niewidzialności" częścią tajemniczości Predatora jest stopniowe ukazywanie się, a stara maska za bardzo zdradzała, co pod nią jest.
![]() |
| Nie obawiajcie się, ten design jeszcze powróci |
[Korzystając, że jeszcze są w cywilizacji, studio nalatało się za składnikami do pomarańczowej krwi, żeby skończyć z zieloną, bo choćby skały srały, płynu do lightsticków koloru zażyczonego sobie przez producenta nie było w sprzedaży. Producent przyjął porażkę, gorzej z Hynkiem od efektów komputerowych, bo trzeba było poprawiać wszystkie ujęcia z pomarańczowych na zielone.]
Ekipa od kostiumu poznała lokalizację planu dopiero w styczniu '87. Czy Hall też wtedy, nie znalazłam, ale zamówił system chłodzący, który dowalił kolejnej bolączki - składał się z kamizelki pełnej przewodów, przez które płynęła chłodna woda, a ustrojstwo od chłodzenia małe nie było i ważyło jakoś z 11 kilo, co otworzyło wakat na tragarza (goście ze studia mieli swoje granice, a jeden z firmowych gońców był z tych nienarzekających).
W samej dżungli wylądowali chwilę po skończeniu prac - i rajdzie po urzędach za paszportami w nieprzepisowym terminie (jak Hollywood chce, to potrafi) - w lutym. Reszta jest historią.
Co noc odklejaliśmy kostium z Kevina Petera Halla i wrzucałem go na pakę. Raz na jakiś czas myślałem sobie: "Jeżdżę z Predatorem! Hej, kto chce zobaczyć, co mam na pace?". Pamiętam wieszanie tego stroju w łazience mojego małego mieszkania [meksykańskiego? - przyp. aut.], z małym osuszaczem powietrza do wysuszenia tych obrzydliwych, śmierdzących pianek noc w noc.- Howard Berger, nadal nie znam jego profesji (ale odpowiadał za suszenie kostiumu)
![]() |
| Dla porządku - kostium w lokacji |
źródła:
➡ Stan Winston School of Character Arts: Celebrate The Predator: Revisiting the original PREDATOR Behind the Scenes at Stan Winston Studio
➡ Monster Legacy: Hunter - Predator
➡ Monster Legacy: Monster Gallery: Predator (1987)
➡ First Person Monster Blog: Part 45: The Saga of THE PREDATOR, Part 1
➡ First Person Monster Blog: Part 46: The Saga of THE PREDATOR, Part 2
➡ First Person Monster Blog: Part 47: Will you EVER finish with THE PREDATOR?








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz