02 sierpnia 2026

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirtować (tak - to zapożyczenie z francuskiego na przełomie wieków) i "freak show" (znowu tak, w Polsce też wtedy znali tę "rozrywkę", tylko, skoro istniał polski termin, po co angielski? Albo któryśtam zagraniczny akurat w modzie). Błąd początkującego.

Sytuacji nie ułatwia blurb - przyjazd aktorki Jadwigi Rathe do Czarnego wydarzył się raczej późno w fabule, od szpitala psychiatrycznego się zaczyna, a spirytyści... Powiedzmy, że właściwszy opis to "Po powrocie do Warszawy z sanatorium bohaterka zostaje wplątana przez Towarzystwo Spirytystyczne w amatorskie śledztwo w sprawie śmierci aktorki teatralnej" - żeby nie zdradzać za wiele.

Nic tu nie jest proste, z narratorką na czele - wiemy o niej wszystko poza imieniem, a później okazuje się, że trzeba w to wątpić. Samo "śledztwo", jak sugerowałoby lekkie oderwanie narratorki od rzeczywistości, przypomina przemieszanie wspomnień z wyobrażeniem ruchów aktorki - zwłaszcza, kiedy narratorka wraca do Czarnego (notabene faktycznej miejscowości). Ba, nawet wspomnienia są posklejane albo połatane.

Zakończenia albo nie ma, albo jest otwarte, co tutaj jest w zasadzie jednym i tym samym. Wydanie drugie Powergraphu, którym dysponuję, ostatnie rozdziały zrobiło w kontrze, więc interpretacje można opierać albo na całości, albo bez czarnych stron... co niczego nie ułatwia.

Bez czarnych stron powiedziałabym, że to albo 1) to całe śledztwo, w którym dowody, a raczej ich niepewność przez percepcję narratorki, wskazują, że być może nie było wcale żadnej Jadwigi Rathe, za to wątpliwość - 1914 czy 1935 - nabiera sensu; albo 2) rozliczenie się z dzieciństwem (i spojrzeniem z innej perspektywy na własną rodzinę), skończonym wraz z tragedią u przejścia w dorosłość, do czego zmusza narratorkę impuls.

Z czarnymi stronami... Oj, brachu. Czas miota macką do 1863, rozwiązania robią się dwa (albo i się nie robią - zgodnie z blurbowym "To co zdarzyło się raz, nie zdarzyło się nigdy"), Uroboros pożera własny ogon, niepotrzebnie biorę to na logikę.

W każdym razie lepiej to czytać, nie mając żadnych założeń.

Koniec końców jestem pewna dwóch rzeczy: że las coś mi przypomina i wkręciły się nieoczekiwane gatunki literackie, oraz że nazwy rozdziałów brzmiały jak notatki.

18 lipca 2026

Titans - sezon 2 (2019)

Przygód niewesołej gromadki (choć w materiale wyjściowym też wolą rozwiązywać problemy wrzaskami, kanapkami z piąchy i przemilczaniem) ciąg dalszy! Kolejny będzie szybciej, bo publikuję po kanonicznych datach.

Start to ostatnie dechy poprzedniego sezonu, przez co jest strasznie z dupy, bo załatwiają tego Szatana z Aliexpress w pół godziny i znowu See You Again. Całe napięcie nabudowane przed cliffhangerem psu w ryj. Albo bardzo wstydzili się efektu i odwlekali nieuniknione, albo zaklepywali drugi sezon.

Wdeptując w sam środek akcji - tamta promowana na siłę parka ptasich wrestlerów zgarnia zostawionego samopas w rezydencji Jasona (i nie, nadal nie wiadomo, po cholerę on był Rachel), bo reszta ekip starej i się formującej już jest na miejscu i wspólnie dziczeją w halunach, bo Lucyfer z TEMU potrzebuje zmiażdżyć córce serce (dosłownie), sprasować w kamień i wbić to serce biednej w czoło, przez co zaczęły fiksować jej moce - co kica po fabule, bo dwa razy Rachel się wypsnęła i zaatakowała kolegów (raz porządnie), i ożywiła gargulca, co to zmasakrował przychlastowatego ojca nowopoznanej w schronisku młodzieżowym koleżanki. No i wzięła i zabiła starego, wszyscy happy, Dick rozlicza się pokojowo z Brucem i zgarnia młodzież na drugi koniec kraju, bo nadal ma kryzys tożsamości (bycie nauczycielem nie jest tym powołaniem).

A potem jest reszta sezonu, która wygląda jak osobny sezon.

Timeskip: Hank i Dawn mają farmę, Donna i Kory szpiegują z vana, a Dick partaczy trenuje nową generację Tytanów w Jump City San Francisco, czego obiecał nie robić, bo poprzednia wersja skończyła się śmiercią niepowiązanego nieletniego, przez mniej godną fazę Dicka (co tenże postanowił przemilczeć), bo stary dzieciaka ustrzelił Gartha (który był całkiem miłym gościem i walczył hydrantem). I nagle nie ma farmy a trening zostaje zmacoszony, bo wyżej wymieniony stary - samiuśki DEATHSTROKE TERMINATOR - dowiaduje się o comebacku Tytanów dzięki pajacowaniu Jasona przed kamerą i nasyła na nich gościa, który kanonicznie był gwałcicielem (przed 2011, aktualnie nie wiem), a tu jest pacanem z obsesją na punkcie żarówek i fatalnymi manierami (przez które rzuciłabym picie, gdybym piła). Wysyła im też (Deathstroke znaczy) konia trojańskiego (Judas Contract?) w postaci swojej córki (nie JC), o czym trochę później i prawie wykańcza Jasona (tu trochę się pogubiłam, czemu jego, ale wyglądało na to, że to mógł być dowolny Tytan, a na pacana po prostu bęc), żeby dowalić emocjonalnie Dickowi (on tak lubi). I osiąga to rozbicie Tytanów, kiedy Dick wreszcie wysprzęgla się ze Strasznej Tajemnicy™, żeby ściągnąć z dachu wieżowca Jasona wpędzonego tam PTSD, załamaniem nerwowym i wyczarowanym z cylindra wkurwem reszty drużyny. I, jak to z kiszeniem ważnych informacji (ma to po mentorze, nie powiem), wybucha mu to w twarz (gongiem od Hanka) i wszyscy strzelają focha. Od tego momentu startuje Wielki Konkurs Kto-Upadł-Gorzej [wdech]: Donna zgarnia Rachel, ale gubi ją w taryfie i usiłuje złapać kogokolwiek, Rachel dołącza do mini-kolonii (nie wiem, jak to nazwać) nastoletnich uciekinierek, Kory dostaje od świata przypomnienie, że jest koronowaną głową i źle się dzieje na planecie tamarańskiej, więc w sumie głową potencjalnie do rozłączenia z ciałem, pozostawiony sam w domu z dwoma stworzeniami na poziomie emocjonalnym trzylatka Gar nie sprawdza się w roli Kevina i wraz z jednym z tych stworzeń (Connerem) wpada w łapy Cadmusa i Wściekłej Baby (drugie stworzenie, Krypto, gdzieś się posiewa), Jasona i Rose wywiewa na przeciwne wybrzeże i nie mają za wiele czasu antenowego, Hank i Dawn wracają na wiochę, tylko do lasu, bo farmy już nie ma, dochodzą do wniosku, że wątek ich związku jest bez sensu i Dawn wywala wszystko poza zdjęciem drużyny bez Gartha, a Hank wdaje się w walki kogutów w swoim superbohaterskim kostiumie Człowieka KFC, który sprzedaje na haju za kolejną porcję haju, ale i tak zwycięzcą jest Dick, który po dostaniu kopa od pani ex-Wilson w żałobie postanawia, że jeszcze "lepszym" pomysłem od przeprowadzki na Grenlandię będzie strzelenie w pysk mundurowego na lotnisku i zostanie zapuszkowanym na jakimś totalnie krzywym wypizdowie, gdzie jest wycieraczką (poza pomocą w jailbreaku imigrantom) i halucynuje Bruce'a [PFIUUU!]. Płeć piękna jednoczy się w jakimś barze na kółkach podsuniętym podprogowo, gdzie wbrew reklamie nie ma pączków z dżemem, Hank doczołguje się z rynsztoka, Dick w niejasny sposób ucieka z pierdla i po półtora sezonu zostaje w końcu Nightwingiem, a Gar i Conner kontrolowani przez Wściekłą Babę rozdupcają kawał festynu, ale sytuację ratują Tytani i Magia Przyjaźni™ Rachel (bez Rose, która zrobiła cameo by ubić starego i przejąć jego dybuka; Jason miał dość po ujawnieniu tego całego Judasza i wypisał się totalnie - chyba pierwszy raz oficjalnie zaadresowano te epickie problemy z zaufaniem, które powinien mieć). No i Donna umiera i We Are Family.

Tym razem moje ogarnięcie świata przedstawionego jest jeszcze bardziej wybiórcze, niż poprzednio - nie mam pojęcia, czym jest Cadmus...

LORE DUMP
...a Connera kojarzę li i jedynie z pierwszego sezonu Young Justice (które raczej nie jest dobrym miejscem na start z DC) plus mało radosnego posta na IG, i jak raz przydałaby się ekspozycja, czemu ma być klonem, skoro ma dwóch dawców jak standardowy organizm (to jak z Parkiem Jurajskim?). I jak mu zrobili tatuaż, igłą z kryptonitem?

Jericho to dla mnie pewna nowość (widziałam go raz, w arcu A Lonely Place of Dying), Rose faktycznie zbuntowała się przeciw ojcu dzięki interwencji Dicka (acz kanonicznie to BYŁA interwencja, a nie aura farming [nie znam tego zwrotu, LOL]), Donna przed 2011 mogła umrzeć, albo ja mogłam pomieszać rzeczywistości, o Tamaranie szkoda gadać, bo nie oglądałam tych odcinków TT uważnie.

Czyli jak zwykle moje kompetencje ograniczają się do okołobatmanich. W takim razie jasne, Dick nie skakał ze szczęścia na widok następcy i najlepszymi kumplami to raczej nie byli, i jego żadne podejście do problemów behawioralnych młodego to równia pochyła do Death in the Family, ale nie odwalał aż takiej partaniny! Jasne, miał zjazdy, ale żaden nie poskutkował czynną napaścią i zinstytucjonalizowaniem, podczas którego podopieczni zrobią ze swoich życiorysów większy burdel (metaforyczny) niż pod komendą Dicka (choć raz było blisko, przed 2011 za Blockbustera [nie chcecie znać szczegółów tego załamania, trust me]). Z innej beczki - wydaje mi się, że tutaj nie było za dużo współpracy Batmana i Supermana, skoro Dick wziął nowego alta nie z kryptońskiej legendy, tylko mitu z Corto Maltese.
(po loredumpie)

Zaangażowanie totalnie nierozpoznawalnego gościa jako Bruce'a Wayne'a to pewien poziom geniuszu - raz, że realnie miliarderzy są zwykle mniej charakterystyczni od aktorów, dwa, że dzięki temu Batmana trudniej połączyć z konkretną twarzą. Everyman Bruce Wayne agenda! (BTW - w pierwszej chwili myślałam, że to Alfred.)

Stosunek Rachel do Jasona zrobił się jeszcze mętniejszy, odkąd okazało się, że jednak nie szukała go w tym... wymiarze duchowym?, zadowalając się rzuceniem nazwiska niedoszłym niańkom. To miło, że go nie victimblamingowała za porwanie, choć wcześniej odbił sobie na niej pod wpływem Syndromu Jedynaka Niebędącego Dłużej Jedynakiem, tylko w takim razie skąd ta pewność, że to właśnie on zagraffitował jej pokój!? A banda doświadczonych dorosłych (zwłaszcza Hank, najzapalczywszy orator akcji ratunkowej, "wiedzący, jak to jest tkwić samemu z oprawcą"?) zgadza się z nią, radośnie merdając ogonkami. Nieee, zmieniam zdanie, TO jest najgłupszy plot hole międzyludzki - Deathstroke, Kurwa, Terminator, mistrz manipulacji, uwziął się na nich, a ci rzucają kośćmi, kręcą kołem fortuny i sprawcą jest koleś na stresie pourazowym (uznali, że w circa dobę zdołał wyprać mu mózg?).

Od kiedy Jason dostał się do czołówki, scenarzyści nie mogli się zdecydować, jaka to ma być postać - głównie się złości, czyli czerpanie z nowszych wersji, w drugiej kolejności odpowiada za najbardziej krindżowe teksty edycji, i jest jeszcze ta kwestia sympatii widowni po ucioraniu przez wrogów i sojuszników... która wyszła mu na dobre (szczęście w nieszczęściu postaci). Flashbacki z upadku i załamanie na dachu to chyba jego jedyne sceny, przy których scenarzyści się postarali, pierwsze są pomysłowe, drugie chwytliwe.

W przeciwieństwie do relacji Jasona i Rose, która opiera się na woli wielkiego Bo Tak - on najpierw, że "twardzielka", a kilka godzin później po spotkaniu na żywo "wykopmy", ona inicjalnie wykazuje zainteresowanie nim jak śledź sałatką, aż nagle wyjeżdża z tanecznym podrywem... Czemu wybrali swoje towarzystwo podczas grupowego pokazania Dickowi faka, nie wiadomo, co trochę psuje dalszy rozwój interakcji (który albo miał być retconem historii Jasona, bo po pierwszym sezonie w końcu scenarzyści rzucili okiem do komiksów, albo in-universe zaprezentować, że Dickowi nie za bardzo ufał z takimi detalami, a Rose już tak), który jest miejscami niezręczny, ale... stara się? (BTW - kanonicznie ich związek to też "diabli wiedzą".) Nie umiem nic powiedzieć o kanonicznej Rose, bo nawigowanie po komiksach to dokładanie do terapii, ale tutejsza wersja nie chwytała za serce.

Jako że w poprzednim sezonie nie było de facto antagonisty (no, poza ostatnim odcinkiem... i tą przewloką na premierowy 2-ki), w drugim rekompensują aż dwoma - i jest to przypadek "naprawdę, nie trzeba było". Deathstroke się broni, więc o nim później, za to Cadmus wygląda jak na jedną nogę (mogę być zbiasowana, bo nie znam tła). I ta Wściekła Baba™ Graves, z tylko dwoma dobrymi tekstami i frojdowską wymówką dupkowatymi najbliższymi. Jakoś poważniej ich brałam w Young Justice (może dzięki tej scenie z pobieraniem DNA do klonowania... od kilkunastoletnich dzieci [styczeń 2026 miesiącem "Ick!"]). Wisienką na torcie jest sterowanie szałem Gara kluczykiem samochodowym. Od, na oko, Audi. Nie ogarniam rekwizytorów, uznali, że skoro Liam Neeson mógł gadać przez damską golarkę...?

CGI znowu poziom "smoku, jesteś piękny!" - najwyraźniej postanowili wziąć sobie do serca motto serialu i zakryć śmieszkowy kasting czymś jeszcze memiczniejszym, bo nie wierzę, że czerwony krewniak tego wielkiego orka z Hobbita wydający odgłosy człapania w gumiakach miał być Tym Złym heroldowanym przed cliffhangerem. Krypto w locie i zielonemu tygrysowi daruję, szok minął w poprzednim sezonie.

Trzepnięcie w ucho kostiumografowi za tę gumową zgrozę, którą musiała nosić Dove (w pierwszym sezonie myślałam, że to komputerowe...) i za maskę Ravager, trzymającą się chyba tylko na modlitwę. Za to nie zauważyłam, żeby jej włosy wyglądały na sztuczne. Oraz - Nightwing, technicznie akrobata, mający na sobie tyle pancerza co BWP Borsuk (oj, ktoś nie lubił, że kolo normalnie lata w spandeksie (i chyba lekkim kevlarze?*)).

* Nightwing vol 2 ('96) zeszyt 71

Najciekawszy był odcinek piąty, bo miał dwie fajne piosenki i Deathstroke'a pozytywnego w byciu creepem.

Co może brzmieć oksymoronicznie, jeśli... nie wychowywało się na Teen Titans. I wróciło do niego po latach z olśnieniem "ach, to to było traumatyzujące" (i po odkryciu TVTropes - polecam, nic tak nie niszczy dzieciństwa i dorastania). O wersji komiksowej (pre-2011) dowiedziałam się raczej niedawno i z luźnych wzmianek, więc w sumie dobrze, że ten serial pominął Terrę. Już i tak miałam fleszbeki z Wietnamu, gdy typ dzielił tę samą przestrzeń z dzieciakiem (w sumie to w fazie prawnie liminalnej, ale się liczy).

Gdzieś się natknęłam, że "nigdy nie wiesz, którą wersję Slade'a Wilsona dostaniesz (bo to loteria)", a tu zaskoczka, bo lajtową. W medium, które ma R-kę. Dopóki nie spieprzyli finału dla Baby Z Pilotem Do Audi Garfield, Deathstroke był o niebo bardziej kompetentny od demoniszcza z fafdziesiątego kręgu piekieł w czajeniu się w mrocznych zakamarkach umysłu. Nie mówię, że Esai Morales to cudotwórca, ale kiedy scenariusz już dostarczył mu dobrej gliny, umiał z nią pracować - tryb zastraszania? Mógł sobie zostać w sferze small talku a i tak ugasił wyszczekanego smarka bez poczucia autorytetu. Nawet nie to, że młody ucichł, bo gościu akurat ostrzył miecz - zaczął, jak już był cicho, wystarczyły mu same przygotowania. Kozak. Trochę szkoda, że później już mieli problemy z utrzymaniem tego poziomu. Podziwiam też jego układ immunologiczny (nawet bez pokazu przyspieszonego leczenia), że bez strachu zżarł zasyfione krwią jabłko. Z podłogi w jakimś magazynie-torturowni. Jeszcze raz - kozak.


Tradycja!
odcinek 1
▶ czyli nie szukała go sama w astralu [Rachel Jasona];
▶ równie urocze, co smutne [zamiar Jasona w pilnowaniu pleców Dicka];
▶ żart uciekł przez tłumaczenie beauty jako laska;
▶ spoko, będziecie mieli Supermana light, ale za jakiś czas;
▶ skipnęli tę bójkę o zastępstwo o jednego Robina;
▶ Bruce też lubi(ł) wystrój a la Muzeum Bursztynu!
▶ kardiotomia Mola Ram!
▶ ciekawe, co CPS na ciągłe łapanie Teagan Croft za gardło?
▶ jak się Dawn przyfuksiło z lądowaniem na kanapie! 😃
[część mnie (Dicka) zostanie w rezydencji] w słoiku po ogórkach na strychu;
▶ kinda cringe prezentacja starej gwardii;
▶ i nie wyjaśniło się, po co Rachel był Jason;
odcinek 2
▶ i to jedyna wzmianka o Royu na serial;
▶ taaak, Ziemia JEST jak gimnazjum. dla specjalnych przypadków;
▶ fikołek dla rozpędu?
▶ przynajmniej [Rose] nadal ma ciuchy, w których straciła przytomność...
▶ ...i talent do wymyślenia głupiego eufemizmu za "szkółka dla młodych gniewnych";
▶ "może jej ideałem raju nie jest dzielenie łazienki z tobą" XD
▶ imaginujcie nastoletniego Dicka wczepionego w nogę Batmana i wrzeszczącego "nie zostawiaj mnie!";
▶ żabi soundtrack;
▶ i wspierają się! w narzekaniu na twoje ciasto kalafiorowe;
odcinek 3
▶ logiczne, że wychowanek Batmana skojarzył A-klasowca;
▶ taaa, miły pobyt w San Francisco 😕
▶ "pogodzi nas armia psychologów albo leki" XD
▶ jestem trochę mniej "nie stąd", a też nie kapuję [gwiazdki Miszlę];
▶ kiepskie ojcowskie figury to tu jak wpisowe;
▶ dodajmy, że nowego składu lepiej nie zostawiać samopas, a Jasona na pastwę silent treatment Bruce'a;
▶ daj mu kredyt, [Jason] to nastolatek...
odcinek 4
▶ bardzo naturalna poza do czytania;
▶ czemu tak dużo złoli ma tytuły naukowe?;
▶ zdecydowanie nie znają tu maksymy "jeśli kochasz, pozwól odejść";
▶ slo-mo wskazuje na tragedię za rogiem (rzeczywiście);
▶ wyzwól swojego wewnętrznego Batmana!
▶ ...co u Dicka oznacza trub obłudnej szui;
odcinek 5
▶ no to jeszcze 23 godziny 38 minut, a że [Jason] to dzieciak, nie dożyje;
▶ to raczej był krzyk dorosłego...
▶ TERAZ podłapali, żeby go nie zostawiać samopas?;
▶ Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju. Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju. Deathstroke sam z dzieckiem w jednym pokoju...
▶ "o kurwa" indeed - B, dlaczego wszczepiłeś to cholerstwo w UDO!?;
[Light kipnął] chyba wszyscy tego oczekiwali (+ muzyka to Burn It to the Ground Nickelback);
▶ ostatnio opuszczenie dzieciaków skończyło się zaginionym Jasonem, geniusze. może choć raz odpuścić ten Batmani szajs?;
▶ aaaw, przywiązałeś się!;
▶ dlaczego wszyscy trzymają buty na blacie kuchennym!?;
▶ wydostał się, nie będąc nieufnym dupkiem, a nie jak Batman. i tak, nie umie prosić o pomoc;
▶ mam na składance kawałek z listy płac (The Killing Moon, Echo & the Bunnymen);
odcinek 6
▶ wyobraźcie sobie wspaniałe słowa... i chemię;
▶ nie wierzę, że gość tak długo łaził bez gaci;
▶ "channel czy chardonnay?" XD
▶ "szukam już nowych ludzi, bo nie wszyscy z was wrócą" XD
▶ w tej chwili to ona [doktor] może chcieć się zrzygać na rauszu. ciekawość potem;
▶ enter Alien Ressurection;
▶ nie po imionach, Dick!
odcinek 7
▶ standardowa reakcja Dicka na stres - haluny;
["zdechł pies"] pierdol się, Graves;
▶ jeśli to podryw, za szybko idzie;
▶ w gadkę i charyzmę to ta wersja nie umie XD
▶ halun ma time of his life;
▶ jak szkolna potańcówka. na której żadne pewnie nie było;
▶ tja, to romans i za szybko idzie;
▶ ale by było, gdyby szampan był naszprycowany;
▶ może lepiej sprzątnąć zdjęcia, zanim ktoś niepowołany je znajdzie? co, Dick?;
odcinek 8
▶ kumple dawno po szkole, WCALE nie podejrzane;
▶ jabłko tak z ziemi, jeszcze uwalane krwią?
▶ jak ci dają piwo, to wiej;
▶ zatamuj to, ośle!;
▶ brak filtra [w informacjach] i pierwsza ręka tłumaczą stosunek Dicka do Bruce'a;
odcinek 9
▶ byłaby niezła scena, gdyby nie dobór piosenki;
▶ zostawisz ich tu samych? to się nie skończy dobrze (spoiler - tak będzie);
▶ 2-gi dzień i już się wypalił XD
▶ i co zrobią z tą miską płatków po ujęciu? na stół z przekąskami?;
▶ ona wygląda jak opętany gołąb;
▶ może wycieczkę na miasto trzeba było zacząć od wytłumaczenia, czym jest policja;
▶ kilka dni bez smyczy i już im odbija;
odcinek 10
▶ oj, Bruce się wkurwi za trafienie do systemu;
▶ psiarnia i ich kolesiostwo 🙄;
▶ a on sam nie był gliną? odszedł w międzyczasie?;
▶ nie odszedł. LOL;
▶ iiiii Rachel dała nogę. jeszcze niech tylko Jason i Rose znikną z radaru i możemy nazwać to dniem;
▶ tych gości może skrzywdzić, oni chcą skrzywdzić jego;
▶ wal w nią, to ona chce cię skrzywdzić!;
odcinek 11
▶ i udało jej się nie zarzygać włosów;
▶ znowu miota ich po całym kraju?;
▶ ...a poza tym moi synowie to emocjonalne łamagi, zwłaszcza starszy, i trzeba ich w relacjach uszczęśliwiać na siłę, bo sami na to nie wpadną;
▶ to był kluczyk od Opla?
odcinek 12
▶ scena wyrowa superkonieczna;
▶ no [DS] nie ma zbyt rodzicielskich uczuć po ostatniej porażce;
▶ nadal dziwię się, że kostium [Dicka jako Robina] nie był ognioodporny;
▶ zrozum go, to było ciężkie zerwanie [ze starym alter-ego];
odcinek 13
▶ technicznie to byli magdaleńczycy, neandertalczycy nie byli aż tak dokładni;
▶ teleportował się? helloł, montażysto?;
[Rachel leczy Kory] nie zamknęłaś jej w ranie pocisku?;
▶ ...szybko poszło. szkoda, nawet dziada lubiłam;
▶ nie mogę, po kolei na niego idą XD
▶ koszulka też jest kuloodporna?;
▶ moment, gdzie jest Krypto!?;
▶ ...a Jason na gigancie. Bruce ma go chociaż na oku? bez nadajnika?


______________
poster: titans.fandom.com

07 lipca 2026

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy - sezon 2 (2025-2026)

2024 najwyraźniej umknął nie tylko mi, ale i producentom PJO - od poprzedniego sezonu dzielą go dwa lata. Niestety robi się to coraz bardziej widoczne wśród głównej obsady, która niedługo dołączy do najmłodszych ze Strendżer Fings i będą czekali na sweet sixteen, mając za sobą maturę (przynajmniej aktor od Grovera będzie we właściwym wieku Grovera, LOL). Do tego Walker Scobell wstrzelił się w growth spurt i luuudzie, ta różnica wzrostu między nim a Leah Savą Jeffries! (nie neguję wiarygodności - miałam w klasie gimnazjalnej kolegę ponad metr osiemdziesiąt).

Znowu mam wrażenie, że Riordan poprawia tu to, co przestało mu się podobać przez dwadzieścia lat, na przykład tę bezdomność w pudle po kartonie Tysona czy żeby syreny stały się użyteczne. Zmiany wątku, którego obawiałam się najbardziej po Meduzie w "jedynce", nie ogarniam - czemu nagle mizoandryczna Kirke i jej bezczłonkowa komuna stała się kołczką z syndromem porzucenia dla koedukacyjnej bandy? To ma coś wspólnego z polityką w Stanach, czy ki czort? Dołączenie brand new Rudej Alison też jest dla mnie zagadką logistyczną (coś, że element paranoi, bo stary znajomy może zmienić strony, ale czemu widz ma się przejąć jakąś stworzoną od zera laską? Nie lepiej zaadaptować kogoś rozpoznawalnego?). Doceniam za to bardziej ogarniętych Tysona i Polifema.

Czego nie rozumiem od książki, a zachowali, to 1) Tantal - z jakiej paki dowalać zagrożonej operacji kierownika, który zagrozi jeszcze bardziej? To zupełnie tak, jakby bogowie CHCIELI stracić jak najwięcej sił; 2) Czy to ja, czy jak na literaturę dla podrostków Riordan zaskakująco często sięga po śluby nieletnich? (enter ten mem z "gdybym dostawał dolara...").

Moce Percy'ego nadal randomowe - przypomnieli sobie o hydrokinezie raz, pod koniec czwartego odcinka (środek sezonu!), a potem wsiąkło; torpedowe pływanie najwyraźniej nadal do odblokowania, za to nawigację mieli na uwadze najwyraźniej przez istotność dla momentów fabularnych. BTW - nie poszłoby szybciej z leczeniem Percy'ego (po Wielkiej Bitwie Pod Sosną), gdyby ciepli go na plażę? Taka drobna myśl.

Lokowaniem tell-not-show tego sezonu został Tyson - przez dwa lata widzowie mieli prawo zapomnieć, co to "heros" (w książce też tak jest).

Zgodnie z obietnicą przyczepiam się do designu cyklopów. Nie Tysona, bo jako dziecko nie musiał mieć kłów, ale, kurde, Polifem? Sławne potworniszcze? Wprawdzie teoria, że cyklopy wymyślono na podstawie czaszek słoni karłowatych, nie ma odpowiednich czasokresowo dowodów (jak, no nie wiem, w jakimś traktacie opisano wykopaną na polu czaszkę, lub coś takiego), ale takie dwa ciosy wyglądałyby super.

To akurat młody słoń afrykański, z Għar Dalam na Malcie, na nie też musieli natrafiać (niestety nie mogę się dokopać do katalogu zbiorów muzealnych)
Palaeoloxodon falconeri, za którego biorą tego powyżej (tu egzemplarz z Regionalnego Muzeum Archeologicznego w Syrakuzach na Sycylii); też nie znalazłam katalogu

Jestem też rozczarowana brakiem mundurka więziennego u Tantala, typek wyglądał po prostu jak pierwszy lepszy starożytny. W kolorowych soczewkach (istnieją takie jasne oczy?). I ile mankamentów nie miałaby wersja filmowa (której nie ratuje nawet piękne lico Logana Lermana, no sory), Wyrocznię mieli ciekawszą - mumia miała być wysuszona na wiór, a nie soczysta jak Imhotep po kilku siłach życiowych 😆, jestem tu team ADI (film z testów). Kolejny punkt leci za brak przygnębiającego aflastonu "Księżniczki Andromedy" - tej rzeźby na dziobie, znaczy.

Wychodzą w sumie na zero, jeśli zsumować mieszanie się outfitów w wizjach empatycznych, najwyraźniej jedynopierścieniowe wpływy na wizualia świata czapeczki-niewidki, prezentowanie wizji tylko na ciemnych plamach lustra Kirke (acz same wizje już kiczowate) i okazjonalnie rzymską fryzurę Percy'ego.

Sarkofag Kronosa zbił mi ćwieka. Po telefonie [no, WhatsAppie] do specjalizującej się w antyku przyjaciółki okazuje się, że żaden typ stosowanej na terenie Hellady za jej świetności trumny nie był w takim frymuśnym kształcie. Czyli wpływy egipskie (trochę bez sensu czy dziwny przeskok rzymskiej wersji (bo nie wykluczam, że dla rzymskich odpowiedników niektóre rzeczy mogły wyglądać odrobinę inaczej)?) albo unowocześnienie. Z wpływami japońskimi, skoro kintsugi i ten cały symbolizm składania do kupy... choć mnie tam wyglądał jak żyłkowany marmur.


odcinek 1
🖵 duch Indiany Jonesa wiecznie żywy...
🖵 ależ się szkielecik zarąbiście trzyma. w tropikach;
🖵 [8:34] "trójząb" zrozumiałam jako "twój ząb";
🖵 ten odcień szminki...
🖵 [Graja, że z Percy'ego ciacho] możemy odpuścić sobie takie komentarze o nieletnich?
🖵 ["Czego się tu szwendacie?"] bo dopiero przybyliśmy i nie wiedzieliśmy o procedurze?
🖵 no nie nazwałabym pegaza w locie szczytem gracji;
🖵 a więc sosna to generalnie transmutowane zwłoki;
🖵 dlaczego Zeus polecił kanibala, który go wkurzył - się nie dowiemy;
🖵 [26:55-27:04] i potrzebował aż makiety do prezentacji;
🖵 [Tantal do Annabeth: "Chciałabyś coś dodać?"] cue Zabielski z Gier Małżeńskich ("No to już nie mam nic do dodania, brawo, popisałeś się");
🖵 [Percy: "Posejdon to nasz ojciec, ale..."] idąc tym tropem, są też braćmi ze Złotym Runem, najszybszym koniem świata i Pegazem, więc Percy has a point;
🖵 dojrzale złoszczą się o oszczędność na czarną godzinę (jak ta taryfa);
🖵 Walker Scobell ma trochę typ uśmiechu jak Heath Ledger;
odcinek 2
🖵 to Tantal zachomikował wszystkie obozowe drachmy czy nie chcą pożyczać?
🖵 powinni mieć komentatora, jak w quidditchu;
🖵 jedyny świat, gdzie "zasięgnąłem opinii driad" to valid source;
🖵 ["A jak się nazywa coś takiego, że ktoś wyrusza sam?"] to się nazywa "galopująca głupota";
🖵 [Annabeth nie jest szczera z Percym] najwyraźniej część o zdradzie przyjacielskiej (z przepowiedni do odzyskiwania Pioruna) zgubiła w translacji z gazowo-starogreckiego liczbę mnogą;
odcinek 3
🖵 można uszkodzić Wyrocznię bez konsekwencji?
🖵 rytm piosenki fa-tal-ny;
🖵 [około 13:00] synchron dubbingu się rozjeżdża;
🖵 mówka "ku pokrzepieniu serc" 🥴;
odcinek 4
🖵 prezentowanie słabych punktów to świetna strategia przy strateżce z kamuflażem, Clarisse;
🖵 [13:39] "runa" w starożytnej Grecji?
🖵 "sekta herosów" XD
🖵 [bransoletka Annabeth wraca na pokład] nawet ocean uważa, że trochę kiczowata błyskotka;
🖵 [27:42] ktoś coś je!!!
🖵 jest hydrokineza!
odcinek 5
🖵 ładna ta muszla z dewizką, może będzie istotna;
🖵 dziwnie wykrzywione lustro, żeby kamera się nie złapała;
🖵 [Clarisse, że Grover jest dziwny bo uczłowiecza drzewo] ty to chyba rzadko widujesz satyrów;
🖵 GDZIE SŁONIOWE KŁY!?
🖵 muszla z dewizką to strzelba Czechowa;
🖵 odpuścili Zemstę Królowej Anne, bo żaglówka jest prostsza w filmowaniu?
🖵 Percy ma spędzić pozostałe 3 odcinki w chitonie?
🖵 iii Percy znowu daje się związać na rzecz Annabeth;
🖵 Leah Sava Jeffries na serio jest taka niska, czy to ekipa tak dziwnie kadruje?
🖵 to coś znaczy, że [Annabeth] dźgnęła jako pierwszego nie-Percy'ego?
🖵 [Atena z odsieczą] to nadal część syreniej iluzji?
🖵 tjep, nadal. w końcu Atena już udowodniła sezon temu, gdzie ma córkę;
🖵 o, Percy się przebrał;
🖵 syreny są jednocelowe? fokusowo-celowe?
odcinek 6
🖵 porażenie bez osmaleń (jeśli to ono załatwiło wizjo-obozowiczów) - magia!
🖵 ["To on (Luke) zadzwonił"] 🤣;
🖵 *instant PTSD biskupińskie od owczych skór*;
🖵 jestem bardzo ciekawa współpracy dzieci i owiec na planie;
🖵 "wełniste myśli" to miała być jakaś dwuznaczność? (druga na sezon);
🖵 kadrowali ten głaz na następnego Czechowa? (jednak nie);
🖵 [Clarisse złapała spadającego Percy'ego] kuuurde, silna!
🖵 Runo z anielskiego włosia na choinkę;
🖵 dobra, wsm całkiem ładne;
odcinek 7
🖵 ojezu, w drzewie jest ludzka postać;
🖵 [laluś z "Andromedy": "Łaał, Percy Jackson, jestem fanem. Może się umówimy na jakieś -"] chciał się z nim umówić... na randkę?
🖵 nie zabraliście karty Alison czy ją zgubiliście? gdzieś koło Charybdy?
🖵 [Clarisse podjada bezpański chrupek] ale by było, gdyby chrupki były zatrute. bo jest pusto, a to zbrojownia. i intruzi na pokładzie. no najwyraźniej nie mają w szeregach dzieci Ateny, żeby im planowały;
🖵 jest gadanie z końmi! nieprzetłumaczone;
🖵 [Percy: "drapie ta twoja czapka"] wszy.
🖵 [Grover panikuje na pomysł o Percym za kółkiem] trauma po taryfie Hermesa w Vegas XD
🖵 [15:40] naturalna poza czytelnicza, wersja #2;
🖵 [wszyscy lecą za Alison] tacy posłuszni czy idą ją zatrzymać, żeby już nie siekała zwłok?
🖵 "Kronos mi rozkazał" brzmi jak bredzenie nawiedzonego kaznodziei;
🖵 [Percy gapi się wszędzie i obrywa jump scare mieczem] dlatego pilnuje się drzwi;
🖵 o, w śledzionę, jak Tim Drake;
🖵 [długie pożegnanie, ofkors] eee, nie mieliście się spieszyć?
🖵 jaki drobiazg, że zasłania krew na koszulce! kocham!!! 💙😃;
🖵 Percy coś widział, jak go Runo leczyło, tak? [ma thousand yards stare jak Arnie po Val Verde]
🖵 powiedział "syna Posejdona", nie konkretne imię, więęęęc [pewnie zapomną];
odcinek 8
🖵 [Sally zatrzymuje Percy'ego przed wyjściem z auta] pamiętali, że Minotaur powinien zostawić traumę!?
🖵 [5:14] mina tego dzieciaka to WSZYSTKO;
🖵 ["oblężenia były też w moich czasach"] i wyraźnie znasz je z trzeciej ręki, koleś;
🖵 baba-ekstremistka. musieli ten trop, co?
🖵 [Dionizos nie wierzy w powrót Kronosa] to ma vibe Potter vs Umbridge o status Voldemorta;
🖵 oessooo, znowu pokrzepienie serc 🙄;
🖵 nie rozprzęgli rydwanu!?
🖵 i jeszcze zdążyli się przebrać i w zbroje;
🖵 [Percy dostaje pięścią dosłownie w nos] 😮 to było niespodziewane;
🖵 ...a potem była wielka bitwa i Voldemort nie został pokonany, bo go na niej nie było...
🖵 [Posejdon do Percy'ego: "Urosłeś."] jak to przy wieku na growth spurt;
🖵 ["Istnieją siły potężniejsze, synu, od woli bogów."] tak jak dzień spełnienia przepowiedni?
🖵 Śpiączka Opkowa, yayyy!
🖵 [Kronos starym Chejrona] jakby te związki nie były czymś do znalezienia w encyklopedii...
🖵 co oni z tym "wyrosłośże, dziecię me";
🖵 rana śledziony z zeszłego odcinka będzie kiedyś istotna?

_____________
poster: riordan.fandom.com
ilustracje: https://www.reddit.com/r/pics/comments/4z5uus/this_prehistoric_dwarf_elephant_skull_may_have/ ; commons.wikimedia.org

23 czerwca 2026

"Co porusza martwych", T. Kingfisher

Na ile mi wiadomo - a będzie to mgliście - Poe pozostawił przyczynę upadku domu Usherów w mrokach niedopowiedzeń. Daje to niezłe pole do reinterpretacji, biorąc po uwagę rozstrzał między serialem tego gościa od Doktora Sna (i Nocnej Mszy, której nie oglądałam, bo wampiry) a tutaj.

Gdzie "tutaj" ma sporo wspólnego z zającami i świecącym stawem, który był za Poego, więc żaden spojler. Spojlerem jest dopiero blurb, bo lunatykowanie i głosy wchodzą dopiero w połowie.

Czyli i tak szybko, jako że jest to nowelka (a przez czcionkę i rozmiar loga wydawnictwa można by ją pomylić z tworem dla dzieci... gdyby nie reszta okładki). Kolejnym skutkiem tejże jest ścisła jednowątkowość, zero skoków fabularnych w bok - Easton wbija na check-up znajomej, jest podejrzanie (za uprzejmością brata znajomej), i tego dotyczą interakcje z amerykańskim lekarzem i brytyjską mykolożką (oraz grzybów. Są infodumpy (etykieta "grzyby" nieprzypadkowa)) (przy czym Usherowie są prawdziwi, eee, ze źródła, mykolożka tak trochę (jej krewniaczka to faktyczna postać historyczna - ta babka od Wodnikowego Wzgórza (które kojarzę z Donniego Darko))). Właściwie jest tak szybko, że można nie zdążyć nasiąknąć grozą... za to są drobne "niepokojki".

Easton to żołnierz przysięgły, co oznacza kompletnie nowe zaimki - których w gallacyjskim (języku zmyślonym jeszcze bardziej niż rzeczywiste, bo Gallacja, o dziwo, nie istniała) jest od cholery i ciut-ciut; udało mi się nawet zgadnąć, że są osobne dla dzieci, zanim taka informacja padła. Dla żołnierza przysięgłego jest to ka/kan, co przy polskiej gramatyce wymagało od tłumacza stawania na głowie przy rodzaju (który okazał się -u -um), a ode mnie częstych przerw, żeby mózg nie stawał dęba od nowych słów - jak raz przydałby się czas teraźniejszy. Jestem zagorzałą przeciwniczką zamienienia "Alex" na "Aleks" - ani w tym sensu, ani dobrze nie wygląda. Na marginesie - Easton wygląda jak kobieta, co powinno oszczędzić wizualizacji kan w kostiumie hazmata (chwała notce wydawcy!).

Zakończenie było przewidywalne, ale nawet autorka mówiła, że choć go żałuje, zdecydowała się dla realizmu - takie czasy, że tak by postąpili.

11 czerwca 2026

O powstawaniu "Predatora", cz. 6: Łowca ściga się z czasem

[Żeby było śmiesznie, premiera 39 lat temu też była w piątek.]

Praca nad "ryżym pasierbem" oznaczała zajeżdżanie się jak koń na westernie, takim kręconym przez Kubricka: tylko sześć tygodni na zameldowanie się na planie, bo wstrzymywanie zdjęć nie wchodziło w grę, poza tym już i tak stopowali miesiąc, a szef SWS traktował sprawę osobiście, bo to w zasadzie przysługa.

Testy kostiumu, głowa wersja do bio-maski (jeszcze bez dredów); od lewej: Brian Simpson (goniec, który później latał po dżungli z chłodziarką do kostiumu), zasłonięty Matt Rose, Shannon Shea (z którego bloga korzystam jako ze źródła), Stan Winston profilem, Kevin Peter Hall w kostiumie i Richard Landon. W kącie po prawej easter egg Dyniogłowego.

Masajsko-Cameronowski miszmasz później pozostało tylko znaleźć jelenia kogoś, kto zgodzi się kisić średnio kilkanaście godzin dziennie w piance, przy ponadtrzydziestostopniowych upałach - oczywiście po tym, jak przetrzyma chrzest bojowy w formie odlewniczej. Stanęło na Kevinie Petrze Hallu, który był po prostu idealny - nie dość, że znacznie górował nad dobranymi mu na oponentów eks-rugbystami, weteranami i kulturystami (poza Shanem Blackiem. On dostał rolę, bo producent chciał mieć go na oku w trakcie tworzenie scenariusza do Zabójczej Broni), to w zasadzie był bardziej aktorem niż kaskaderem i miał już doświadczenie w graniu w kostiumie, dość podobnej roli (Ostrzeżenie / Without Warning [płaczę], taki horror z dolnej półki, za to z przyszłym Horejszjo Kejnem). I sasquatcha imieniem Harry.

Hall w formie odlewniczej (pre-formie?)

Nad kostiumem pracowało w porywach do siedmiu osób - a głównie Steve Wang i Matt Ross (i chyba mniej aktywnie Shannon Shea?), kiedy resztę wykruszył Dyniogłowy, bo Stan Winston złapał fuchę reżyserską. Wangowi dostało się najgorzej, bo ciało (i zasymilowana z tymże zbroja) - a kiedy nie pomagali mu Alec Gillis, Shane Mahan i Shea (dwaj pierwsi przed zmianą filmu), miał na głowie jeszcze malowanie. Dosłowną głowę dostał Ross, stopy John Rosengrant a karwaszo-bransoleto-cosie Tom Woodruff, Jr.. W ten sposób starczyło im czasu tylko na dwa kostiumy i trzy głowy.

Przynajmniej mieli o tyle mniej pod górkę niż Boss Film Studio, że najbardziej skomplikowany był łeb, a reszta jak najbardziej człekokształtna. Jak to ujął Stan Winston: "Człowiek w kostiumie działa tak długo, jak pamiętasz o humanoidalności postaci jako o jej sednie.".

Wang z aerografem
Tu też

Zastanawiając się, co mogło się skićkać w animatronice, obstawiacie pewnie żwaczki - i macie rację.

To były trzystawowe żwaczki, więc koniuszki się ruszały, i odginały się, ale dolne człony nie rozwierały się. Musiałem użyć siłowników liniowych, co jest najgorszym mechanicznym osiągnięciem na świecie, generalnie ciągną od centrum zamiast rozwierać jak bramę.
- Richard Landon, konstruktor mechanik (?)

Jedyne zdjęcie mechanizmu, jakie znalazłam. Ugór

Ostatecznie sterujący dolnymi żwaczkami serwomotor Tonegawa-Seiko SSPS-102 wylądował na plecach, koło apteczki, ratując tym straszącą modelarzy szczerbę powstałą po wyschnięciu grubej warstwy gumy.

Powiedziałem: okej, tam będzie mój serwomotor. I tak wielki mechanizm wylądował gościowi na plecach. Wtedy ktoś, nie wiem kto, ubrał go w te wszystkie kości, pancerze, pióra i resztę, a ktoś inny wziął pęk kręgów i umieścił na tym wszystkim.
- Landon

Rypnęła też jedna z brwi (mechanizm to to w garbie na ciemieniu).

Jedna strona działała bez zarzutu. Druga wystawała. Nie działała poprawnie. Spędziliśmy godzinę na telefonie z Davem [Nelsonem] opisującym nam, jak przeprowadzić i przewiercić dziurę z boku śruby, żebym mógł przepchnąć tę śrubę przez gwintowaną część "unoszącego się fistaszka" [ksywa mechanizmu od brwi - przyp. aut.]. I nie mam pojęcia, ile wyniósł Stana [Winstona] rachunek za telefon.
- Landon
Montowanie zmechanizowanej maski, bo ugór

Ostatnie szlify - bo zmiany na półmetku to tradycja w branży - oznaczały: pozbycie się przedłużanych palców po Gillmanie z The Monster Squad i rzeźbienie nowych dłoni, zamaskowanie nieudanego eksperymentu z optycznym przedłużeniem nóg szmatą, i wreszcie maska (ta in-universe).

Pierwsza wersja była spoko - ładna, groźna i jednak funkcjonalna. Zdania nie podzielał organ decydujący (czyli producent), uznawszy - słusznie - że drugą po "niewidzialności" częścią tajemniczości Predatora jest stopniowe ukazywanie się, a stara maska za bardzo zdradzała, co pod nią jest.

Nie obawiajcie się, ten design jeszcze powróci

[Korzystając, że jeszcze są w cywilizacji, studio nalatało się za składnikami do pomarańczowej krwi, żeby skończyć z zieloną, bo choćby skały srały, płynu do lightsticków koloru zażyczonego sobie przez producenta nie było w sprzedaży. Producent przyjął porażkę, gorzej z Hynkiem od efektów komputerowych, bo trzeba było poprawiać wszystkie ujęcia z pomarańczowych na zielone.]

Ekipa od kostiumu poznała lokalizację planu dopiero w styczniu '87. Czy Hall też wtedy, nie znalazłam, ale zamówił system chłodzący, który dowalił kolejnej bolączki - składał się z kamizelki pełnej przewodów, przez które płynęła chłodna woda, a ustrojstwo od chłodzenia małe nie było i ważyło jakoś z 11 kilo, co otworzyło wakat na tragarza (goście ze studia mieli swoje granice, a jeden z firmowych gońców był z tych nienarzekających).

W samej dżungli wylądowali chwilę po skończeniu prac - i rajdzie po urzędach za paszportami w nieprzepisowym terminie (jak Hollywood chce, to potrafi) - w lutym. Reszta jest historią.

Co noc odklejaliśmy kostium z Kevina Petera Halla i wrzucałem go na pakę. Raz na jakiś czas myślałem sobie: "Jeżdżę z Predatorem! Hej, kto chce zobaczyć, co mam na pace?". Pamiętam wieszanie tego stroju w łazience mojego małego mieszkania [meksykańskiego? - przyp. aut.], z małym osuszaczem powietrza do wysuszenia tych obrzydliwych, śmierdzących pianek noc w noc.
- Howard Berger, nadal nie znam jego profesji (ale odpowiadał za suszenie kostiumu)
Dla porządku - kostium w lokacji

Stan Winston School of Character Arts: Predator Behind The Scenes: Creating the alien hunter's animatronic head

Monster Legacy: Hunter - Predator

Monster Legacy: Monster Gallery: Predator (1987)

First Person Monster Blog: Part 45: The Saga of THE PREDATOR, Part 1

First Person Monster Blog: Part 46: The Saga of THE PREDATOR, Part 2

First Person Monster Blog: Part 47: Will you EVER finish with THE PREDATOR?

22 maja 2026

Stranger Things - sezon 4 (2022)

To jest ten moment, kiedy niektóre grzyby w barszczu okazują się halucypkami. Chwila, w której z opóźnieniem wpada cały na biało rząd USA, wywołała u mnie flaszbaki z drugiego odcinka Lovecraft County, przy którym dostałam zwarcia na zwojach, usiłując połączyć totalnie randomowe pomysły scenarzystów. Tyle, że sezon 4 przynajmniej obejrzałam do końca.

Wesołą kompanię podzielili na trzy grupy, a właściwie cztery, jeśli liczyć wypad solo Płateczka Śniegu do Krainy (Ponownego) Rozszerzania Granic Umysłu. Szkoda, że nie naćpali jej LSD, żeby przyspieszyć - może by jej się odblokowało coś nowego, na przykład "popchnięcie" (miało być o lataniu, ale ona już przecież lewitowała. Zepsuli mi żart 🙁). Reszta miota się między ratowaniem Płateczka, rozkminianiem rzezi nastolatków [dlaczego zawsze ta grupa wiekowa, dorośli reagują zabawniej] w centrum oka cyklonu, a praniem po mordach Ruskich, co było całkiem satysfakcjonujące.

Akcja w Hawkins wygląda jak kombinacja Ulicy Wiązów z West Memphis Three i jedyny raz na serial pokazuje małomiasteczkowy popłoch milczenia owiec wobec lokalnego basket case (który tym razem naprawdę jest basket case, nareszcie scenarzystom przypomniało się o relacjach społecznych [Jeszcze do tego wrócę]). Mieszkańcy miasta w końcu się ocknęli, że przez ostatnie trzy lata coś się działo, i załatwili to raz a dobrze - szósty odcinek pokazuje, jak głęboko w okrężnicy mają policję (no powaga, nie mieli prawa spacyfikować nawołującego do przestępstwa wariata?), od kiedy wyparował Hopper, jedyny z kręgosłupem - ale nie pomyśleli, że to jakiś spisek rządowy, wzorowi obywatele. Ani nie oskarżali Sowietów. Chryja z Sowietami nie mogła przestać mi się kojarzyć z czwartym Obcym (nie, Dufferowie, nie wmówicie mi, że to była "trójka", nie po ósmym odcinku). Nagle pojawił się problem, że Trzecia WŚ będzie przypominała rozgrywkę D&D. Albo to się skończy inwazją a la Jurassic World. Czyli generalnie w sześć (cztery?) lat przeszliśmy od Szczęk do polityki.

Postaci
Plot twist, że wszystko było połączone przez jednego, wkurzonego na Płateczka złodupca, był jakiś... na siłę. To zaczyna przypominać mem z marionetkami:

Niedługo zacznie brakować marionetek

Ostatecznie złodupiec przejechał się na nadmiernym patetyźmie i kiju od mopa robiącym za drugi kręgosłup; gdy jeszcze był Zbyt Przyjaznym Dyżurnym, ratowała go możliwość poruszania twarzą, ale w makijażu protetycznym miał mniej więcej takie opcje ekspresji co po botoksie. Co wychodzi jeszcze boleśniej, gdy sobie uświadomić inspirację. Modus operandi OK, straszny, ale nie DWADZIEŚCIA razy! Freddy Kruger i To byli kreatywni, Państwo Romans-Kinga-I-Ejtisów. I nie zaględzali do urzygu - zwłaszcza siedmiolatek, które nie mają możliwości skupić się na takim monotonnym słowotoku.

W związku z czym Brenner deklasuje go o lata świetlne jako Zło. Ten facet jest... całkowicie pozbawiony jakichkolwiek redemption qualities. Wiadome już od pierwszego sezonu, a ten tylko to potwierdza - jedyna sytuacja, kiedy wykazuje ludzkie odruchy, żartując z jednym z obiektów testowych, pikuje do "creepy" w pierwszej sekundzie spotkania po latach z Płateczkiem. Nawet Slade z Teen Titans wzbudza sympatię, a do obu tych gości ma się ochotę wezwać policję, gdy tylko znajdują się mniej niż dwieście metrów od dowolnego dziecka lub nastolatka. Jedną z bardziej niepokojących oznak tego, jak bardzo Brenner zniszczył umysły eksperymentowanych dzieci, jest infantylne zachowanie tych najstarszych - nie mówiąc już o szczuciu na siedmiolatkę i obroży elektrycznej. I o co mu chodziło z trzymaniem niestabilnego emocjonalnie dorosłego, potężnego Pacjenta Zero (Jeden?) tuż przy małych dzieciach? To jakiś pokrętny odpowiednik komór gazowych, żeby odciążyć psychikę żołnierzy w razie likwidacji nieobiecujących egzemplarzy? Przeżyją najbardziej obiecujący? Zdechnięcie w piachu i wzgardzie ostatniej ofiary to odpowiednia karma.

Motyw "Zabijmy Nowe Lubiane Mięso Armatnie" ma się świetnie. Eddie, pomimo Momentu Rolanda, był zdecydowanie ciekawszy niż stała obsada... gdzieś do przedostatniego odcinka, bo Sacrifice™! I szkoda, że śmierć Chrissy nakręcili przed sceną w lesie, bo podobno mogłaby wytrwać dłużej; choć z drugiej strony - uratowało ją to przed niechybną dekompozycją charakteru. Jakimś za to cudem ten były klawisz, Antonov, doczołgał się do finału (a miał nie) chyba nie chwytając aż tak widowni za serca, więc już nie wiem, na jakiej zasadzie działa ten odstrzał - ruletka, kurwa? Bo Robin jest lubiana, a przeżyła dwa bajzle bez złamanego palca, a nawet zdobyła dziewczynę.

Wytrwale trzyma się i degradacja Starego Mięsa Armatniego W Sezonie Ochronnym - nie dlatego, że postaci było za dużo jak na trzynaście godzin, ale... 
piękny rozwój Nancy jako badassówy kręci się w miejscu przez pierdolony, odgrzewany kotlet quasi-trójkąta (nawet spece od dźwięku się zgadzają - kawałek lecący przy jednym z tych kopniętych flirtów z byłym to ten sam, co gdy ostatni raz widziała Barb. A co wtedy Barb mówiła? "Nancy, zachowujesz się jak nie ty". Posłuchaj przekazu podprogowego, dziewczyno);
 u Jonathana boleśnie widać, że nie mieli na niego żadnego pomysłu niż naćpać w trzy dupy i szoferować księciu poszukującemu księżniczki (z przerwą na bycie emotional support petem brata);
 wszystkie statki Steve'a zatonęły ale i tak każą mu wtryniać się w sytuację koleżanki, jakby nie mógł się pogodzić z koszem. Słowo daję, ten typ miał lepszą chemię z Eddiem niż Nancy (nie, nie shippuję - byli po prostu bardziej wiarygodni jako ludzie). Ktoś na górze musi go nie znosić;
 relacja Hoppera i Joyce (która ostatecznie przestała przejmować się potomstwem i znalazła nową pasję) była tak samo pasjonująca co wędkarstwo przeremblowe dla ADHD-yka;
 Mike istnieje wyłącznie dla robienia maślanych oczek na Płateczka - i żeby uratować sytuację w finałowym odcinku Atomową Siłą Miłości™ (Strażnicy Galaktyki 2 zrobili to lepiej)...
 ...a Will na niego. Przykro patrzeć, jak chłopak najpierw spędził dwa sezony jako ofiara tortur, a następne dwa w toksycznej pseudo-przyjaźni z egoistą, trzymając się w fabule chyba tylko jako token. Nic, tylko chomik spóczucia 🐹.

Finał postawił mnie w pewności, że showrunnerzy nie umieją pozbyć się postaci z długim stażem. Skrewili trzykrotnie, to czemu by nie czwarty raz? Z takim nastawieniem ciężko się wczuć w niebezpieczeństwo.

Aż się dziwię, że to mówię: Jason, ten koleś, który zapoczątkował nagonkę na Eddiego - szkoda mi go. Naprawdę. W jednym wywiadzie aktor od Lucasa powiedział, że dziwi się, że więcej ludzi współczuje zatwardziałemu psycholowi i rasiście Billy'emu, niż Jasonowi, który tylko dziwnie znosił żałobę po drastycznej śmierci ukochanej. Jasne, Jason był religijnym świrem, ale w chwilach poczytalności dusza człowiek. To, że kamera nie przejęła się jego śmiercią, było podłe - wizja jechała dalej, jakby gość był losowym pechowcem z fafdziesiątego planu. Trudno było pokazać go, jak próbuje się ratować?

Nietrudno też nie zauważyć, że prześladowczynie - Carol, Angela, na upartego ta dziewczyna, która śmiała się z Max i Płateczka w obuwniczym sezon temu - to wredne suczydła, ale prześladowcy? Na prawie każdego znajdzie się jakiś smuteczek, za który chce się go poklepać po pleckach. Dlaczego dorośli ludzie upierają się robić z nastoletnich dziewcząt jednowymiarowe, głupie krowy rodem z poprzedniodekadowych blogasków, is beyond me.

Za pierwszym obejrzeniem - trzeba było aż dwóch - nie rozumiałam, o co chodziło Max z tym żalem po Billym, dlatego tym z podobną zagwozdką polecam Wszyscy mówią na mnie Max; może i nie do końca ten sam tier wiarygodności, ale staje się jasne, że Max miała wobec niego podejście I Can Fix Him, a przynajmniej zrozumienie, jak bardzo zniszczył go jego stary i żal napędzany gdybaniem.

(W ogóle - był kiedyś taki fanon [actanon?] Winony Ryder i Davida Harboura, że Jonathan mógłby być dzieckiem Hoppera; najstarsze źródło to chyba z 30 kwietnia 2023 i generalnie Harbour i Ryder przedstawili to Dufferom, ale wyszło na nie - co chyba byłoby pierwszym przejawem konsekwencji lore'u przez nich, biorąc pod uwagę wpływ Agent Orange na długo przed '67/'68, a Jonathan nie ma problemów zdrowotnych.)

Wizualia, logistyka, blaski i cienie
Ten sezon jest smutnym przykładem na to, że więcej czasu nie oznacza automatycznie lepszego budowania historii. Miałam wrażenie, jakbym oglądała trzy kompletnie różne filmy, które przypadkowo zmontowano razem i dla niepoznaki wstawiono wspólne zakończenie, że taki był plan - cokolwiek by narzekać na nowy, flashy klimat sezonu 3, tamtejsze wątki wyglądały jak spod tej samej ręki. Tu? Każdy ma inny klimat, estetykę, nawet tempo. Całość sprawia wrażenie, jakby usiłowano przedłużać na siłę - stąd te wszystkie romanse goniące własne ogony. Cały wątek Max i Lucasa - spoko, to bym zostawiła, zaczynam lubić Max. Szkoda, że nie mogłam się na tym skupić, bo paplanina innych smażyła mi mózg.

Najgorsze, że zapowiadało się nieźle - pierwszy odcinek był bardzo dobry, ale od trzeciego wątki zaczynają żyć własnymi życiami; potem początek odcinka piątego i już zapominam, o co chodziło w każdym, taki pierdolnik. Drugą połowę sezonu muszę się posiłkować wiki, a finał to masakra dla szarych komórek, za którą odpowiada uwielbienie Vecny do słuchania własnego głosu (którego spokojnie można by uniknąć, zostawiając sam obraz i rezygnując z tej mętnej ekspozycji) oraz domykanie KAŻDEJ DUPERELI - jest powód, dlaczego prezentowanie pobitewnych aftermatchów nie jest popularne, a tym ciołkom oficjalnie udało się pobić scenki rodzajowe z Shire po koronacji. I zapewne na darmo - założę się, że powtórzą część tych smętów w piątym sezonie [notka: piszę to przed jego premierą]. To chyba jedyny raz, kiedy cieszę się z pójścia na łatwiznę (podpalenia stworów na Kamczatce), bo NIECH JUŻ SKOŃCZĄ, TO SIĘ WLECZE GODZINĘ! I tak dramatyzm śmierci Eddiego i (tymczasowo) Max poszedł się tarmosić w krzaki.

Efekty specjalne, zwłaszcza od czwartego odcinka, są niesamowite, bynajmniej nie na swoją korzyść. Trzy z hakiem razy wyższy budżet (względem poprzedniego sezonu) rozdrobnili na pnączomacki, demogorgona-białasa, demogorgoniątka, łamanie kołem kończyn, twarz Millie Bobby Brown, Drugą Stronę przed wjazdem Ubermenscha... co oznacza, że wszystko wyszło po równo niedopracowanie - ale najbardziej gryzie w oczy ta twarz Brown na siedmioletniej stand-in (nie wiem, czy mapowali dorosłą, czy archiwalne z pierwszego sezonu, ale efekt i tak był zbyt nieproporcjonalny i rozmyty) i Vecna lecący przez napierdalającą w niego burzę. Wzmianka specjalna pod adresem zbyt płynnego prowadzenia kamery na pustyni w przedostatnim odcinku.

Że sens trzyma się w tym interesie na ślinę i przyklepane, wiadomo nie od dziś, ale dziury w scenariuszu jak na polskich drogach wywołały całą masę mindfucków, których nie warto wrzucać w osobny post. Nad tymi rzeczami nie da się dyskutować, po prostu... są jak współczesne domy w Sudetach. Chyba, że ktoś mi wyjaśni, jakim cudem ruska lala nie zapaliła czerwonych lampek w urzędzie pocztowym; jaki miałby być cel istnienia ekranów wewnątrz cysterny deprywacyjnej inny niż dekoracja; czemu psiarnia nie przejęła się jadącą na pełnym regulatorze konferencją międzywymiarową (której uczestników mieli przesłuchiwać); czemu dopiero teraz złote cząsteczki sygnalizują prąd (skoro w pierwszym sezonie radzili sobie bez nich); po kiego te dwa tłuki siedzą w przyczepie, zamiast zablokować bramę przed gackami i spierdalać (imperatyw GOT?); skąd roczny pustostan nadal ma bieżącą wodę; albo O CO, U DIABŁA, CHODZI Z TYM POŚWIĘCENIEM? Nie widzisz wyjścia, to przynajmniej utoruj innym drogę doń? To już urasta do kultu, to nie jest zdrowe. Amerykańców to jara?

Oraz - o rondlu Willa litościwie milczałam przez trzy rundy, ale patrząc, jak zajebiście wyglądała Płateczek (zanim ją ostrzygli na Słowiańskiego Blokersa) - nie, Joyce, nie masz faworytów, wcale [to akurat LOL, nie JPRDL].

Mimo wszystko mieli te nieliczne przebłyski dużo powyżej poprzeczki, vide zmiana sceny liceum-niebo-przyczepy (nie znalazłam, czy to ma techniczną nazwę) w odcinku 2; mastershot z inwazją domową i płonąca kołyska w odcinku 4; treningowe ciskanie dziećmi o ściany, jakkolwiek okropne, o fenomenalnym montażu oraz jedyny dobry żart sezonu, gdy Max zabiera lornetkę - oba odcinek 6; scena z wymianą gróźb między Lucasem a Ericą (ni mnie grzeją, ni ziębią, ale aktorzy zagrali bardzo fajnie) w odcinku 7; i jak zwykle wspaniała aktywacja świateł z drugiego wymiaru (sentyment do początków), jakkolwiek niejasne są same światełka.

[https://rzekaswiadomosci.blogspot.com/2024/12/modziezowkowe-bingo.html]


Najwyraźniej robi się z tego tradycja:
odcinek 1
▶ Płateczek zmiotła cały projekt i wybuch na Alfa-Biczę? Dufferowie, whattaya doin'?
▶ to już 3 innuenda, a to dopiero 43 minuta sezonu 😬
▶ jak się fajnie złożyło, że Max mieszka naprzeciwko Eddiego
▶ "Happy Screams" przy Chrissy i Eddiem - touché, montażysto
odcinek 2
▶ znowu przerzut wątku mijanką!
▶ ciekawe, czy „słoń” to wadliwy, czy standardowy egzemplarz ruskiej myśli technicznej?
▶ diler ogląda filmy o ćpaniu? Pffft!
odcinek 3
▶ polski lektor – przyrodni to z 50% pokrewieństwem, nie adopcyjny
[powiązanie teoretyczne z przyczepami] starożytne cmentarzysko Indian XD
▶ żarcie w łagrze apetyczniejsze niż w kapitalistycznych liniach lotniczych (bo chowałam się na strączkowych i razowym?) 
odcinek 4
▶ ciągle cola – produkt placement wraca
▶ dlaczego ona ciągle mówi „cycki”!? 😫
▶ że też paranoik jak Murray nie domyślił się z naszprycowaną kawą
▶ dlaczego nie zabrałeś całego plecaka, ośle, tylko jeb na maskę i multum kaset w objęcia!? 🤦
odcinek 5
▶ Max niezgorzej rysuje (tylko nie ludzi), wyprztykała Holly z czerwonych kredek
▶ a Nancy składanie obrazków idzie lepiej, niż w 1 sezonie
▶ raz 7Up nie cola
▶ miło, że pamiętają o ściganym przez psycholi Eddiem 😭
odcinek 6
▶ znowu cola – nie mają w tym świecie pepsi?
▶ czemu tacy zdziwieni, że las był wokół jeziora? że niby że Eddie nie zwiał dalej?
odcinek 7
▶ czy potworny nietoperz skamlał jak szczeniaczek!?
▶ doba od Patricka i Max się rozluźniła z Kate Bush
▶ bramy i klątwa – oficjalnie przeszliśmy do fantasy
▶ kotłownia jako nawiązanie do Ulicy Wiązów? Subtelnie, jak na ten serial
▶ zgadnijcie? cola! (+ wzmianka o spricie)
▶ ofkors, że 11 przeżyła jako jedyna, bo była najwyjątkowsza z wyjątkowych 🙄
odcinek 8
▶ te macki na krześle to już estetyczna przesada, wystarczyłyby uwięzi 
▶ albo ruski demogorgon jest wytrzymalszy od przeciętnego ksena, albo ruskie karabiny do luftu
▶ nic dziwnego, że Jonathan ma papkę zamiast mózgu, skoro spędza tyle czasu z reggae (no hard feelings, ale dobór kawałków… zgrywają się rytmem z prędkością serialu)
▶ Jason, weź nie naruszaj jej przestrzeni osobistej!
▶ stary to creep – dlaczego dotykasz jej twarzy!?
odcinek 9
▶ 5–te (?) innuendo? Mam dość, ten sezon to więzienie
▶ jasne, że zsześdziesionował ich MAGA–owiec
▶ chwila, kto to był Chrissy?
▶ to slo–mo z otwartymi buźkami, I can’t XD
▶ legitnie zapomniałam, że Nancy była częścią ekipy (i kto to ta laska w berecie?)
▶ wolność złowa to ZŁO – przestań siać panikę, dziadzie! I tak jest burdel
▶ Karen – przez dwa dni nie kontaktowałam się z 1/3 potomstwa, luz!
▶ Jonny, kopiesz sobie grób; dajcie już Nancy żyć bez tych dwóch cymbałów!
▶ wielki powrót coli!
______________
ilustracje: strangerthings.fandom.com i wikipedia.org

08 maja 2026

Projekt Hail Mary (2026)

Niestety książki prawie zapomniałam - recka ma 3 lata! - więc porównanie będzie z tego żadne. Mgliście kojarzę, że lokalizacja Grace'a swojego miejsca we Wszechświecie tutaj przebiegła szybciej i bez "tentegowania w głowie", i że brakuje paru postaci i scen. Oraz wytłumaczenia, z jakiej paki sondy to imiennicy Beatlesów.

(Za to dobrze pamiętam, że pominęli cytat o Predatorze, bo to był mój ulubiony moment.)

(I że AI-niańka jest tak samo natrętna - pół sekundy na odpowiedź? Po latach unieruchomienia układu mowy? Kto to, kurna, programował?)

Trzymam się starych opinii, że bliskie spotkania trzeciego stopnia ludzkości ogółem to przepis na zagładę, ale jednostkowo może wypalić (ludzkość vs astrofagi a Grace vs Rocky); że komunikacja międzygatunkowa jest super (jeden z najlepiej oddanych elementów); że Stratt lubię, choć tu chyba ją trochę ułagodzili; że humor jest dobry; i że brak przypominajki to spłuczka U-1206 ery lotów kosmicznych.

Rozwaliła mnie ta tablica z 20 minuty z marszem ewolucji - tak, garniak to naturalny element antropogenezy 😂.

Ktokolwiek przyklepał cholernego Harry'ego Stylesa w soundtracku, powinien dostać plaskacza w tył głowy.

Estetycznie statek Rocky'ego przypominał mi trochę bambus, trochę o Beksińskim (zawsze na propsie 😛), z wnętrzem à la tył półki z książkami w Człowieku zza półki z książkami Interstellar. Czy samego sobie Rocky'ego sobie tak wyobrażałam... nie pamiętam, bo oczywiście nie chciało mi się drania rysować (jako i mapy w Żądlaku). Ujęcie z perspektywą z szóstej minuty jest bardzo dobre. I nie wiedziałam, że w próżni można latać tak chaotycznie (bo w życiu nie prowadziłam w próżni [a kto prowadził?]). Soundtrack miejscami jak ambient z growego The Invincible (LEMA!), choć minus za niewykorzystanie Satellite 15... The Final Frontier Iron Maiden.


Project Hail Mary
reżyseria: Phil Lord, Christopher Miller
scenariusz: Drew Goddard
występują: Ryan Gosling, Sandra Hüller, James Ortiz, Lionel Boyce, Priya Kansara
___________
poster: movieposters.com

25 kwietnia 2026

O powstawaniu "Obcego", cz. 5: Uściski na śmierć i życie

Jest taki typ pomysłów, na które wpada się nocą, odparowując po "dłuższej chwili tentegowania w głowie" - to coś mówi, że Shusett musiał zrywać waletującego u niego O'Bannona z kanapy, z "przeleceniem jednego z członków załogi" jako rozwiązaniem problemu władowania ufoka na statek. Dekady później O'Bannon stwierdził, że to już on wybrał na ofiarę faceta, żeby uniknąć niewłaściwych pomysłów od męskiej części widowni, i bo to było mniej oczywiste (nie przypuszczaliście, że to film feministyczny, niet?).

OBCY, FAZA PIERWSZA. Małe stworzenie, mogące przypominać ośmiornicę, które czeka w pojemniku, aż zjawi się ofiara. Gdy ktoś dotknie pojemnika, pokrywa opada, a mały obcy (w fazie pierwszej) wyskakuje ze środka i przywiera do twarzy ofiary.
- list do Gigera, 11 lipca '77 [za: Robert Filipowski]
Cobb i coś, co niebezpiecznie przypomina ten strzępek z Life

Tak jak Jajo, Twarzołap był ściśle jednej funkcji - co w tym przypadku oznaczało organ reprodukcyjny. Zmysł praktyczny Gigera miał się na czym wyżyć.

Latający omlet in question

Wyglądało to jak latający omlet. [...] Dodałem więc ogon, który działał niczym sprężyna zabawki wyskakującej z pudełka. Spodobał mi się ten pomysł, bo był w duchu Lovecrafta. Zacząłem od ciała, który przypominało wielki narząd płciowy, bo tak naprawdę nim było, i dodałem dwie dłonie, którymi stwór mógł się trzymać głowy. Ponieważ musiał otworzyć usta ofiary, dodałem też narząd przypominający instrument, którym starożytni Egipcjanie otwierali usta zmarłym, żeby wypuścić duszę.
- Giger o redagowaniu O'Bannonna [za: RF]

Praca 364, nie do końca łapiąca twarz
Praca 365, z... pijawką?

Projekt przeszedł chrzest bojowy, siejąc panikę wśród celników na lotnisku w Los Angeles, co zmusiło producentów do pofatygowania się po aerografy osobiście. Druga faza testów, na ciele producenckim, wypadła wprawdzie pomyślnie, ale aż za bardzo - w końcu to był, jakby nie patrzeć, przywierający narząd. Zresztą pojemnik nań, o, eee, przeciwnej inspiracji anatomicznej, też nie wzbudził sympatii. Po chrześcijańsku.

Drugi pomysł Gigera, który przeszedł tylko w nowelizacji Fostera

Odpowiedzialność zepchnięto na Dickena, skoro i tak miał się zająć Rozrywaczem. W teorii model wystarczyło zmniejszyć, a w praktyce jeszcze tu ująć, tam dodać, co bardzo szybko zmieniło się w chaos przepychania własnych gustów, niezłagodzony nawet wizualizacją Scotta przy pomocy Necronomiconu (albumu Gigera, nie magicznej księgi). Totalnie przebodźcowionego Dickena przejął O'Bannon i skleili wersję-Frankensteina, która dostała zatwierdzenie. O dziwo, ta wersja przetrwała z grubsza nienaruszona, poza zmianą koloru z zielonego na skórę człowieka rasy kaukaskiej w ramach nowego i uwiarygadniającego sytuację gamechangera.

Zaprojektowaliśmy Twarzołapa jako coś, co właśnie wyszło z łona. Z tego powodu postanowiliśmy zostawić naturalny kolor skóry. Ilekroć próbowaliśmy przemalować go na inny kolor, wyglądał sztucznie i mniej przerażająco.
- Scott przypisuje sobie zasługi, choć to O'Bannon, of all the people, przyklepał zmianę

Dicken i modele

A że nie ma łatwo, "penis we wczesnym stadium" i mały Alien stały się kością niezgody w zimnej wojnie Gigera i Rogera Dickena, absolutnie na życzenie tego pierwszego, który był oddelegowany wyłącznie do fazy dojrzałej, ale uparł się, że Dicken nie umie w 3D-fikację jego dzieł.

Strzelanie gumową wersją w Johna Hurta sfilmowano w dokrętkach, 22-23 i 30 listopada. O dziwo, nie był to najbardziej każący przemyśleć wybór kariery element scenariusza. Czy to w ramach swojego perfekcjonizmu, czy dziwnego solidaryzowania się, dyrektor użyczył własnych rąk, nawet, jeśli wyraźnie za grubych w porównaniu. I mimo, iż ciągle piszę o "rzucaniu" kukłą, w realu pacali nią, przyczepioną do rękawiczki, po obiektywie.

Zamontowaliśmy jajo do góry nogami na scenie, a następnie wystrzeliliśmy. Kiedy już wszystkie bebechy wyleciały, wsadziliśmy do środka gumowego twarzołapa. Jeden z ludzi wspiął się na jajo i przez jego podstawę wypchnął twarzołapa prosto w obiektyw kamery.
- Nick Allder, nadzorca efektów specjalnych [za: RF]

Inspiracja dla proszonej kolacji z Beetlejuice?

Pozostałe trzy sceny uwzględniające Twarzołapa - nieudaną próbę usunięcia z zachowaniem twarzy (11 i 14-15 sierpnia), trupa ex sufit i autopsjo-nekropsjo-whatever (16-17 sierpnia) - bez większych wpadek niż zacięcie się leżanki. Maseczka ubrzydniająca na bazie poliuretanu i oleju do skalpeli trzymała się na recepturki (albo gumę od gaci, nie podali detalu), a kwas na styropianowej podłodze skomponowali z chloroformu, acetonu, cykloheksyloaminy, kwasu octowego i te de, co wcale nie brzmi bezpieczniej od tego, co miał grać. Choć w sumie mniej obrzydliwie od faktycznych wnętrzności z robaków morza po kilkunastu minutach pod słynnym morderczym oświetleniem Shepperton.

Nadal lepsze od Gali Met
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]
Jakby sytuacja i tak nie była niekomfortowa, poprawki dorzucał sam reżyser
[zdjęcie pochodzi z książki Jak powstał Obcy]

Scottowi zamarzyło się, żeby pęcherze wersji nagłownej pulsowały na żelu, a nie na pusto, co skończyło się zapchaniem przewodów. Więcej szczęścia miała rurka w przecinanym odnóżu, może dlatego, że farba nie była taka gęsta (nie ma mowy, żeby to był kwas, jak podają źródła, nie przy głowie jednego aktora i rękach drugiego (choć, skoro palili na ciasnym jak komórka Pottera mostku...)).

____________________
źródła:

"Czarne", Anna Kańtoch

Zaczynając książkę, myślałam, że moją największą zagwozdką będzie czy ktoś funkcjonujący w pierwszych trzech dekadach XX wieku mówiłby flirt...