25 września 2026

"Obcy - Decydujące starcie", Alan Dean Foster

Tym razem nowelizator miał o tyle łatwiej, że było wiadomo, jak wygląda Obcy; za to trudniej, że film najwyraźniej był szykowany jako akcyjniak, nie typowy horror (w które Cameron umiał, jak Terminator świadkiem), co w zasadzie czyni nowelizację bardziej drugim (i prawowitszym następcą).

Nie wiem, jak późną wersję scenariusza Foster dostał tym razem, ale przynajmniej część "scen bonusowych" musiała być jego wkładem własnym - nawet dwóipółgodzinna wersja (którą jest, realizując wycinki) nie nabiłaby wierszówki - dzięki czemu zyskujemy na przykład kontekst przechwycenia szalupy wraz ze złomiarzami rozczarowanymi, że Jones nie jest kosmitą. Niestety brak akcji z nożem, ale w końcu to prowizorka; na osłodę dla fanów Bishopa - jego przemyślenia o ksenach wraz ze spotkaniem jednego odbiornikami wideo w czerep. Do tego kilka pomysłów Camerona, które nie przeszły ze względów budżetowych, a poszerzają biologię alienów.

Szerzej jest i o postaciach - jeśli was bodło, że, dajmy na to, Wierzbowski tylko snuje się w tle, tutaj ma trochę więcej do roboty, albo byliście ciekawi, czy ktoś z towarzystwa był na tyle stuknięty, żeby zaciągnąć się przedwcześnie (był). Jest też to z psychiki Ripley, czego nie dał rady dostarczyć mimo wszystko wspaniały warsztat aktorski Sigourney Weaver, mianowicie postraumatyczna dysocjacja społeczna (PTSD trochę mniej - w ogóle to dziwne, ale przełknęła Acheron gładziej niż retconową bazę górniczą (cudowna maszyna amnezjonująca zaczyna wychodzić na genialny ruch ze strony Lebbona), nawet nie ma halucynacji córki (i pierwszy raz wspomina o niej dokładnie wtedy, co wersja reżyserska - nie w głowie, tylko w kwestii)).

Czuć, że Foster niezbyt się czuje w sytuacjach wszystko-wszędzie-naraz, bo sceny o suspensyjnym potencjale są intensywniejsze od wymiany ognia. Pod koniec nie da się już tego ignorować, zwłaszcza w reaktorze, gdzie, paradoksalnie, przydałoby się napięcie, ale pruje jak tchórzofretka na amfie i przy klatce schodowej w ogóle musiałam wracać o całą stronę. Albo znikająca Newt - jest, Bishop dostaje ogonem w klatę, znika i pojawia się dopiero, by iść lulu. Zupełnie, jakby Foster urządził sobie podwójny maraton filmowy wersji rozszerzonych i gdzieś w połowie tego drugiego jego ADHD wyrwało się na wolność. Wcześniej też bywało dziwnie - czasem ciężko ogarnąć, kto gdzie był i czy akurat mówił z radia czy fizycznie. Gramatyk sztuk jeden, str. 207 - "wspomnienie ze zdjęciem oglądanego krótko zdjęcia"? Co to za wybryk stylistyczny, Wydawnictwo Vesper?

(I kwestia prywatnego gustu - kiedy jest ta scena, jak lokalizują kolonistów w uzdatniaczu, Hudson mówi "wstawać koty, do roboty"; osobiście wolę "gacie w dół, pieniądze na stół", bo to bardziej in character.)

Na koniec ciekawostka - czytając to, obserwujecie narodziny (generację przed równią pochyłą Scotta) easter egga marki, jakim jest Das Rheingold; jednocześnie zachodząc w głowę, jak bardzo wyedukowane są trepy.

"Obcy - Decydujące starcie", Alan Dean Foster

Tym razem nowelizator miał o tyle łatwiej, że było wiadomo, jak wygląda Obcy; za to trudniej, że film najwyraźniej był szykowany jako akcyjn...