Zajawka na DC rozpoczęta prawie rok temu nadal trwa, więc odgrzebuję demona z zadziwiająco niedalekiej przeszłości (pod względem zakończenia, bo startowali osiem lat temu. Groza). Taki ekwiwalent sytuacji, kiedy wchodzi się do pomieszczenia i zastaje trupa, który jeszcze chwilę temu był całkiem żywy. Dlatego nie lubię czasu.
Trochę weszłam w to w ciemno, trochę nie - TAK, bo kompletnie nie kojarzę backgroundu Starfire/Kory (jak: tamarański opiera się na kontekście jak post-protoindoeuropejskie? I dlaczego jest powiązany z sumeryjskim?), Beast Boya/Gara jeszcze mniej (dlatego gościnny występ Doom Patrolu mnie wynudził), a NIE, bo odchowywałam się na Teen Titans, więc trochę pamiętałam lore Raven, oraz BatFam to generalnie coś, w co jestem into it [tak, wiem, że ten polglish nie ma sensu].
Za Chiny Ludowe pojęcia, kto to Hawk i Dove.
Fabularnie retelling czwartego sezonu TT, czyli Raven jest McGuffinem okultystycznego końca świata i wraz z resztą ekipy (no, ¾ reszty, bo Cyborg był na licencji DCAU Snyderversum jakkolwiek to zwać) próbują nie dopuścić do samospełnienia się przepowiedni - dosłownie. Pobocznie Dick ma kryzys powołania po pożarciu się z Brucem (kanoniczne), zakończony sfajczeniem szpargałów po eksie (eks-alter ego, więc od końca siódmego odcinka do cliffhangera jest na interglacjale międzyalteregowym) i odcięciem prawie wszystkich powiązań z życiem przed failem wychowawczym Bruce'a, a Kory ma amnezję. I to generalnie wszystkie wątki, czyli nie trzeba jeszcze wyciągać z szafy Tablicy Spiskowej™.
Kanon w tym w miarę jest, że Dickowi porzucenie zielonych gatek zajęło do trzydziestki, tylko nie ten najnowszy, a starszy, do 1984 (Earth-Two/pre-Crisis); skąd też pochodzi współrobinowanie (o co teraz jest marudzenie w sprawie Tima i Damiana) [Nie wiem, jak post-Flashpoint/Prime Earth (bo namotali), ale w pre-Flashpoint/New Earth Dick zrezygnował z Robina na 19-kę - i tak, trzyma rekord, bo Tima wykopano z roli gdzieś koło pełnoletności (jego właśni scenarzyści tego nie wiedzą), zanim poszedł się samobiczować mianem Red Robin.]. Przy Jasonie startującym jako Robin w wieku licealnym może i sięgali do post-Flashpoint; co wiem na pewno, to to, że tutaj Batman zgarnął go trochę za późno - nastolatki są już trochę zbyt zryte, żeby przemontować im światopogląd, zwłaszcza z takim nauczycielem (jeśli przykład Dicka może coś powiedzieć o poziomie podejścia Bruce'a do wychowawstwa). Ale urocze, że halucynacja Gdzie Się Widzisz Za 5 Lat uwzględniła Jasona, skoro znali się z Dickiem dopiero z przed chwili i dzień - znak, że jednak uważa młodego za rodzinę?
[BTW Dicka - wersja z wkurwem na życie, zamiast Goody Two-Shoes, przeplatała się z tą drugą po obu stronach Flashpointu, tu po prostu poszli tropem edgy. Adrenalinoholizm pamiętam z New Earth (Dick nie zniósł najlepiej wysiudania z policji), a ta scena ze small talkiem w ósmym odcinku była smutna - kolo spindolił od Dicka jak typowy neurotypowy 😢. Przynajmniej pamiętali, że barwy występowe Graysonów miały być takie same, jak w kostiumie Robina (nawet, jeśli bardzo ciemne).]
Rudawy Jason też nie jest nowością, a wręcz powrotem do źródła pre-Crisisowego, gdzie brunetem był dopiero po farbowaniu (New Earth też coś napomykało, ale krótko przed swoim końcem już chyba nie do końca panowało nad rzeczywistością) [No i animowane Batman: Gotham by Gaslight, ale to nie kanon]. Nawet niektórzy fanartowcy to podłapali, w tym ten gość od "trollingowych concept artów" do Dynamic Duo (zgubiłam oryginalny post, ale kolo postował i na swoim instagramie).
W każdym razie showrunnerzy podłapali też kanoniczne [albo to fanon?] - na tyle, że kiedy raz Jason podawał się za Nightwinga (a ta maska niewiele ukrywa), przeszło (i to przy innych fryzurach) - podobieństwo niespokrewnionych Dicka i Jasona. Coś jak przy Davidzie Wenhamie i Seanie Beanie mających podobne nosy, w pewien sposób oba castingi mogły być zależne jeden od drugiego:
![]() |
| Dick (Brenton Thaiwates) po lewej, Jason (Curran Walters po prawej |
Co do innych - przy Kory nie wiem, o co cho internetowi z jej garderobą i fryzurą, nie było tak źle, po prostu wyrazy uznania dla kaskaderki Anne Diop, że dała radę bić się w tej kiecce i na szpilkach. Gara i Raven dzielących sceny trochę trudno mi oglądać ze świadomością, że między aktorami była tak z dycha różnicy (co przy scenach, gdzie Gar wraca do ludzkiej postaci, przez realizm nie mając ciuchów... nie jest szczęśliwe); ogólnikowo do gościa nie mam się czego przyczepić, za to Raven... W TT ją UWIELBIAŁAM, tu podchodziłam z rezerwą, że showrunnerzy mogli ją modnie zbachorować - ale miło się zaskoczyłam, fajna dziewczyna.
Mały mindfuck co do bicia przez Raven na alarm (ostatnie odcinki) - rozumiem, że potrzebowała każdej pary rąk, ale Jasona? Bo kojarzyła, że siedzi w biznesie? Dick najwyraźniej za niego ręczył? Dzielili jedną scenę, podczas której w zasadzie nie gadali - odrobili to pozaekranowo, jak dorośli kazali siedzieć im na tyłkach? Jego też nawiedzała, żeby poszukał Hanka i Dawn? Bo wyglądało, jakby uderzała tylko do nich.
Powiedzmy, że było "w porządku", bo w niektórych momentach jakość CGI zachęcała mnie do przeproszenia Pająka Z Mielonki z ST3. Ogólnie render nie rzuca się w oczy, aż tu nagle: jebitnie cyfrowy tygrys, kruk (pożyczony siedem lat później przez drugi sezon Wednesday), nastolatek na drzewie, nawet, kurna, prześcieradło. Drugim ciosem w powagę okazał się aktor Trigona - jasne, grał też gdzie indziej, ale problem w tym, że najbardziej kojarzy się chyba z Castlem, więc dosłownie zakwiczałam się ze śmiechu.
➡ śmieszne, kiedyś mi się śniło zagracone zaplecze wesołego miasteczka;
➡ tak od razu do kastracji? kolo ma jeszcze 20 palców i paznokci;
➡ jak działa ta jej ciemność, że w uliczce raz pomogła?;


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz