22 grudnia 2025

Czarny telefon (2021)

Nawet nie będąc bezpośrednią laurką do Kinga, Czarny telefon jest nią jako dzieło jego syna - i robi to lepiej niż ten fanfikowy crossover rozciągnięty na piąty sezon. Tutaj przemoc rówieśnicza to zagrożenie równe dorosłemu psychopatycznemu mordercy, a nawet bardziej nurtujące i trwałe; napisy początkowo nieźle zapowiadają, co w programie.

Moim zdaniem najlepiej działającym typem horroru jest ten odludzki, najbardziej przyziemny, bo możliwy do zrealizowania - i najczęściej inspirowany taką realizacją. Grabber to kolejny wykolejeniec z linii kongi orającej USA od końca sikstisów (zwanej "złotym wiekiem seryjnych morderców"), przyziemny do bólu i niebudzący zrozumienia ani współczucia zbędną motywacją. Teatralnością przypominał mi trochę Jokera - tego Keoghana, na podstawie usuniętej sceny; ciężko powiedzieć, czy były inspiracje i w którą stronę, bo zdjęcia obu powstawały w zbliżonym okresie (koniec The Batman zahaczył o całość Czarnego telefonu) i nie wydaje mi się, żeby dzieliły studia czy ludzi, w każdym razie odbiór jest ciarkogenny.

Czy element nadprzyrodzony (do złudzenia przypominający tatusine "lśnienie") psuje efekt? Szczęśliwie nie, broniąc się stroną techniczną. Nie jest podsycaczem grozy - duchy straszą tylko przez pierwszy ułamek sekundy, jako jump scares, dalej są po prostu przygnębiające; ich choreografia, zwłaszcza Billy'ego (to tylko ja, czy trochę za słabo ukryli doprawkę CGI?), bardzo dobrze niwelowała efekt "gadających głów", a w przypadku Vance'a 'Pinballa' ratowała uparte powtórki. "Czitowanie" Gwen? Stylizacja na wideo domowe kręcone z ręki sprzedaje to.

Kupuję, że Finney to wyjątek od reguły, bo jako jedyna ofiara miał nie-lśnienie, bo nie był głąbem (poza tym drobnym, acz istotnym dla fabuły momentem dania się nabrać podejrzanemu typowi, jakby raptem kilka dni wcześniej nie był święcie przekonany, że taki krąży po okolicy [to ten słynny brak instynktu przetrwania nastoletnich chłopców?]), umiał dedukować i wymyślić proch. I daję spokój z tymi oczywistościami uświadamianymi przez ofiary - rozumiem, że wielu widzów wykorkowałoby z nudów, gdyby do oglądania był tylko kręcący się ze słuchawką chłopak. Ostatecznie finał rozplanował sam.

Mniej wyrozumiała jestem dla ekspozycji w rozmowie Gwen i jej ojca o matce i tym nie-lśnieniu - "jestem siostrą twojej matki, która cię wychowała", jak to określiła Prostracja. Oraz dla poziomu nieogaru policji wolącej polegać na nieletnim medium niż przepytać wszystkie sklepy żelazne w okolicy pod kątem nabywania materiałów przydatnych przy pozbywaniu się zwłok (i do wygłuszania przechowalni wkrótce-zwłok) albo określić "teren łowiecki" - panowie drodzy, siedemdziesiąty ósmy to już czas, w którym nawet przeciętny policjant powinien znać takie procedury.

Generalnie nie miałam za wiele do czepiania się - żarty nienachalne, finałowa "walka" w duchu Prey (albo raczej ta z Prey w duchu tej?), refleksyjny geniusz zamieszania z domem [fraza jest jasna dopiero po obejrzeniu] oraz Backstage at Budokan w soundtracku (kawałek o samotności w obcym otoczeniu (Budokan to japońska arena koncertowa - ten szok kulturowy dla zachodnich zespołów)) - nic, tylko cieszyć się tym ponurym filmem.


The Black Phone
reżyseria: Scott Derrickson
scenariusz: Joe Hill (materiał wyjściowy), Scott Derrickson, C. Robert Cargill
występują: Mason Thames, Madeleine McGraw, Ethan Hawke
_________________
ilustracja: movieposters.com

07 grudnia 2025

Predator: Strefa Zagrożenia (2025)

Rok 2025 w cross-franczyzie mija CGI fiestą

Badlands jest precedensowe nie tylko protagonistycznie - kiedy obwieszczali je światu, gynoidki miały być ludzkimi bliźniaczkami; taka skala zmyłki to raczej chleb powszedni Alienów, nie Predatorów (patrz: "jeden" ksen Romulusa i dobra zabawa z serialu). I w końcu Predatorzy noszą się bardziej niż na Conana Barbarzyńcę (nie odpuszczę XD).

Pewna ironia, że priorytetyzowany obraz nie wyszedł tak WOW jak niespodzianka, która dropnęła krótko przed premierą. Za głównego winowajcę uznaję tego zielonego, szympansowatego stworka, który włóczył się za Dekiem i Thią - przez PEGI-13 wydaje się wymuszonym zabiegiem à la glutek z Mandalorianina (albo Eleven), a po "dłuższej chwili tentegowania w głowie" okazuje się, że jego usunięcie absolutnie nie wpłynęłoby na rozwój fabuły (w jednym miejscu trzeba by przyspieszyć deux ex machinę, ale to drobiażdżek). A rozwiązanie, czymże to jest - gdyby nie był Bezużytecznym Słodziakiem™, nie odśmiewywałabym sobie dupy (acz kolega dał się złapać, czyli gratuluję komukolwiek, kto odpowiadał za projekty stworów).

Startuje trochę zgrzytem - ekspozycją, bo przecież Dek powinien doskonale wiedzieć, o co toczy się gra (a może jego brat wiedział lepiej, jak działa mu fokus?); drugi problem to już wyłącznie wina sali projekcyjnej - prawie ogłuchłam (BTW to już trzeci seans, na którym coś się kićka).

Niska kategoria wiekowa to efekt casusu Samuraja Jacka, czyli roboty zamiast ludzi - nadal jest jatka, ale dopóki nie bryzga czerwonym, można sobie folgować. Nawet odciąć głowę żywej istocie dla tortury psychicznej innej postaci (choć po Strażnikach Galaktyki 3 nie mam złudzeń, co przepuszcza współcześnie cenzura). Jak oni właściwie załatwili zakulisowo multiplikację modelu od szarej roboty? Statyści w perukach? A więc peleryny były dla zamaskowania różnic w sylwetkach? I czemu zamiast osaczać, nacierali wężykiem, jak do kapitana Kirka? Za to bojowe nogi Thii były fajne.

Zgon brata był niestety do przewidzenia (skoro tatuś faja), a szkoda, bo był najfajniejszą postacią (zajawka na rodzinę Batmana), ex aequo z plującą ambystomą naramienną; drugie miejsce idzie do Thii. Dek, sorry, chłopie, lądujesz na trzecim - trochę męczyło mnie podejście "empatia to słabość", nawet, jeśli rozumiałam, że przy tak toksycznym starym nie dało się inaczej (i że potrzebował dosłownie twardego lądowania, żeby dotarło, co zrobił dla niego brat); ratuje cię bojowe wykorzystanie zasobów naturalnych w stylu Naru (gdyby tych dwoje się spotkało, byłoby ciekawie) - ekstra zobaczyć znowu Predatora bystrzejszego niż przeciętny goryl.

(Tak w ogóle - w tej dekadzie strasznie stawiają na rodzeństwa: Naru i Taabe w Preyu, prawie wszyscy w Romulusie (i to duety brat-siostra), Kenji i jego brat w KoK, nawet robocica i pechowy ratownik w nieszczęsnym serialu.)

Rozwoju sytuacji z Tessą się nie spodziewałam, a z wielkim stworem domyśliłam się dopiero na chwilę przed faktem (a było w pewien sposób jasne od początku, że tak będzie).

Muzyka była świetna - Sarah Schachner rządzi.


Predator: Badlands
reżyseria: Dan Trachtenberg
scenariusz: Patrick Aison, Dan Trachtenberg
występują: Elle Fanning, Dimitrius Schuster-Koloamatangi, Cameron Brown, Reuben De Jong, Mike Homik
_____________
ilustracja: IMDb.com

Titans - sezon 1 (2018)

Zajawka na DC rozpoczęta prawie rok temu nadal trwa, więc odgrzebuję demona z zadziwiająco niedalekiej przeszłości (pod względem zakończenia...