Był hit, to teraz jest i kit - ten serial szura brzuchem po dnie Rowu Mariańskiego tak bardzo, że aż się dziwię, że dostał zielone światło na drugi sezon.
Jak na coś z wyższej półki (250 mln zielonych) mają wyjątkowo podłe CGI, nawet w porównaniu do mojego dotychczasowego antyulubieńca, Stranger Things 4 (mającego średnio o bańkę mniej na każdy odcinek), choć Obcy - nie jeden, jak głosiła reklama, a aż trzech - cierpią też praktycznie; nie widziałam tak przaśnych efektów od filmików fanowskich (jeden był podczas bitwy o Gallipolli). AVP i poroniony sequel 20 lat temu nagle zyskują (choć uwzględniając inflację, miały po odpowiednio 100 i 56 milionów budżetu). Pamiętam tylko dwie sceny, kiedy dorosły ksenomorf wyglądał korzystnie - obie w piątym odcinku, o którym jeszcze się rozpiszę - i jedną z rozrywaczem, bo akurat był kukiełką.
Nie mniej kontrowersyjny okazał się montaż typu "przenikanki" - nakładające się na siebie ujęcia, miejscami aż do czterech naraz - od których głowa zaczęła mnie boleć jeszcze pod koniec pierwszego odcinka, a od drugiego wprzód prawie się wyłączałam; na szczęście zrobili od nich przerwę w piątym odcinku.
Oraz to, co pogrzebało finał - pomysł wyjściowy o dziecięcych umysłach w dorośle wyglądających, wzmocnionych robotach był dobry, ale jego relacja ze światem przedstawionym... Na litość, żeby wyposażyć nierozwiniętą robocicę w dostęp do sieci bezpieczeństwa i nie pomyśleć o zabezpieczeniach?
...Co sprowadza się do kierującego wrogą W-Y korporacją placementu Muska. Nie mam pojęcia, jakim cudem można być geniuszem robotyki i przedsiębiorczości oraz ignorować każdą czerwoną flagę podtykaną pod nos - najwyraźniej można. Robotyczne pseudo-dzieci to potwory, ale dopiero przez jego paradoksalny brak myślenia perspektywicznego (które powinien mieć, skoro wspiął się tak wysoko i umościł w pierwszym rzędzie). Jak raz pomyślał o bezpieczeństwie, żeby znaleźć mackookiemu kosmicie słabego hosta, to niemal mu przyklasnęłam - taki poziom; bo normalnie to "szklanka w połowie pełna", a przejeżdża się na niej jak Hammond. Na dokładkę ciuchy wywalczył chyba na pięści od bezdomnego ex-hippisa - co to miało być w odcinku trzecim, jakaś, kurwa, piżama? Naprawdę nie mógł przeprowadzać eksperymentów z komunikacją ksenów jednym z własnych syntów (mały spoiler - na podorędziu był jeszcze jeden poza Kirshem)?
(APO Kirsha: grubo przed premierą gruchnęła wieść, że Olyphant ma grać w okołoalienowym projekcie, ale nie doczytałam i uznałam, że chodziło o Romulusa - czyli, biorąc pod uwagę młodą obsadę, Olyphant musiałby grać synta. Połowę trafiłam 😂.)
Pomysł może i nie był zły, ale za to nieprzyjemny w odbiorze - abstrahując od behawioralnej Doliny Niesamowitości (która była wpisana w ryzyko) oraz kompletnej amoralności udziału dzieci, wspomniany już wcześniej brak konsekwencji u odpowiedzialnych za wszystko dorosłych skręca wewnętrznie. Jeśli przekonasz dzieci, że mogą wszystko, i nie dasz im dojrzeć, żeby miały refleksje, otrzymujesz właśnie taki niestrawny kierunek rozwoju fabuły jak tutaj - jedyne, co służyło za dupochron, to wiek mentalny (chyba zaczynam dostrzegać, co knuje Hawley); choć trochę się przysram do mimiki tej rudej jako dorosłego robota, bo w porównaniu z dziecięcą aktorką wyglądała jakoś niegramotnie. A przy okazji spełnia się czarny sen o dziewczynce zaprzyjaźnionej z ksenem - E.T., kurwa, wchodzi na pełnej 😆; mam nadzieję, że w następnym sezonie ugryzie ją to z rozmachem w rzyć.
Dlatego jednym z dwóch najbardziej interesujących elementów jest właśnie "przenoszenie umysłów do robotów" - niestety potraktowane po macoszemu, zarówno rozwój takich syntetyków jak i proces przenoszenia - które moim zdaniem jest niczym innym jak mapowaniem umysłu, dokładnym skanem pracy mózgu mającym odtwarzać świadomość (bo że świecąco-migający stół to pokazówka dla offowanych dzieci i nie!Muska, to rozumie się samo przez się - musieli zmapować mózgi podczas którychś z multum badań, jakim poddawano dzieci, a dodanie ostatnich chwil ludzkiego ciała do pamięci robota nie byłoby trudne). Było o tym w Starości aksolotla (przyznaję - u mnie to DNF), oraz w Płomieniu, gdzie jest to kwestia moralnie problematyczna (a procesowi zostają poddani w pełni funkcjonalni umysłowo dorośli; co i tak odbija się czkawką na kierownikach projektu), a tu - hulaj dusza! Komercha! Nadmieńmy, że prowadzący ten burdel naukowcy PLANOWALI poprawiać kod symulacji świadomości, aż osiągną poziom dorosłego człowieka, zanim zbombardował to Jaśnie Pan Na Siłę Dziecinny. Czyli gra na lęku wobec AI z Syndromem Pinokia - bardzo na czasie.
(Ale przynajmniej mają za imiona prawdziwe słowa, a nie kody handlowe dla paliw lotniczych 😆 [acz co wśród bandy Piotrusia robił pirat Smee? I czemu nie Tinkerbell? Curly byłaby świetną Tinkerbell, zazdrośnica z niej]. Prawdziwi ludzie mieli trochę mniej szczęścia - Hawley chyba nie do końca wiedział, jak działają personalia, ot wrzucił parę imion, nazwisk i randomowych słówek (niektóre błędnie zapisane) i zwolnił maszynę losującą.)
Drugim najciekawszym elementem był świat przedstawiony, zwłaszcza polityka międzykorporacyjna. Właściwie tak - wywalić niedorobione sceny akcji i rozwinąć przepychanki między W-Y a Prodigy i mamy bardzo dobre show.
Chyba czując, że nie podołają z ksenami, dorzucili do puli masę dosłownych kosmicznych robali, samobieżną mięsożerną roślinę i oko z mackami, które z jakiegoś powodu stało się słynne (ponoć, bo chyba nie na insta) - chyba przez inteligencję, bo przecież nie przez wydłubywanie gałek ocznych? Udało im się przebić kseny, zwłaszcza kleszczopijawkom i mackookowi wpełzającemu w oczodoły wraz z masą zarazków i syfu zgarniętego z podłogi (przypomina mi się Sputnik). Ale choćby nie wiem, jak bardzo był inteligentny - skąd miał wiedzieć, jak podać liczbę pi w LUDZKICH cyfrach?
Była młockarnia kijem, to teraz trochę marchewki. Dwa słowa: retro-futuro. UWIELBIAM te staromodne ekrany, kiepski obraz, komórkę z klapką i wiecznie toczony grzybami ośrodek Prodigy jak zaplecza Wrocławskiego Ogrodu Botanicznego (przez które otoczenie Yutani wygląda jak z innej produkcji). Jatka na imprezie w drugim odcinku jako same dźwięki, off-screen i aftermatch to chyba najlepsza decyzja, jaką mogli podjąć w czasie produkcji - gdyby próbowali CGI, pogrążyliby tę scenę jak kilka chwil później jatkę za plecami Morrowa. "Przesył" dzieci do robotów był prawdopodobnie montażem, a nie mastershotem per se, ale i tak był bardzo dobrym ujęciem.
Odcinek 5 był jedynym, który dało się oglądać bez uwiądu mózgu, za to z prawdziwą przyjemnością (choć to trochę casus kanapki z masłem po piachu Przymierza). Pomaga porzucenie przenikanek na rzecz błyskawicznych zmian ujęć, które są trochę mniej męczące. Największym mankamentem jest standard serialu czyli galopująca głupota - procedury BHP mają na Maginocie do dupy, ani odbitek palców z klatki na jajo nie zebrać, ani operować sanitarnie w czepkach i maskach (chyba powinno nas cieszyć, że w ogóle pomyśleli o rękawiczkach), nie mówiąc już o oficerze bezpieczeństwa rzucającym niedopałek w wyżartą przez kilka pokładów dziurę, oraz trzymania jedzenia (i niezabezpieczonego picia!) w tym samym miejscu, co sekcjonują kosmitów (to ja już wolę pety w żarciu od larw pijawek w wodzie). Na swoją obronę odcinek ma te dwa razy, kiedy ksen wyglądał porządnie - raz, jak stał groźnie przed tymczasową kapitan, a drugi, paradoksalnie, jak miotał się, bo mackook skoczył mu na ryj. Poza tym Rahim i Madey to jedyne postaci, do których poczułam sympatię.
- kotek 😢 mają u mnie minusa
- najbardziej niezdarna akcja łapania ever
- no i głąb nachyla się nad jajem - przynajmniej bez efektu
- mobilnej chłodni rzeźniczej to się nie spodziewałam
- nagle zapomina o trafieniu jej ogonem?
- szybko chłop jest na nogach po implancie płucnym
- szef dobrał se w miarę normalny ciuch
- co się ciskasz o bieliznę, babo? jakbyście się regularnie tak nie widywali
- musieli tę scenę seksu, nie wystarczyło wspomnieć?
- to mackooki jest dobry?
- gościu, na bosaka w kosmiczne smarki?
- co ona ciągle z tym genialnym chłopcem, nie po nazwisku?
- weź nervomix, laska
ilustracja: avp.fandom.com
